onet.pl PATRONAT
Wpis do dziennika
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Wpisy do dziennika

Powrót
Dzień Sherlocka Holmesa

Zagadka ułożona przez Eagle Lakotę:

P.M., 7 lipiec 1896 r.

Drogi Watsonie,

Piszę do Ciebie ten list z nadzieją, że dotrze zanim ja zdążę wrócić na Baker Street 221B, aby Ci wszystko zrelacjonować w najdrobniejszych szczegółach.

Zacznę od dobrej nowiny. Zagadka tajemniczej kradzieży – Rozwiązana! Nie chciałbym abyś odebrał to, jako megalomanię, ale sądzę, że trafnie postawiono na mnie abym zapobiegł międzynarodowemu skandalowi. Jak wiesz, kilka miesięcy temu zaginęły wspaniałe zbiory sztuki zgromadzone przez irlandzkiego antropologa Sir Charlesa Goodmana na zamówienie trzech mocarstw. Miały być wysłane równocześnie z trzech znajdujących się w bliskiej od siebie odległości posterunków granicznych, aby następnie dotrzeć drogą lądową i morską do Europy. Cenne przedmioty miały stać się ozdobą salonów Vickie, Miny i Williego (wybacz Przyjacielu, że pozwalam sobie na odrobinę humoru).

Jak wiesz pewnej parnej nocy ktoś skradł z trzech posterunków skrzynie ze zgromadzonymi cennymi przedmiotami z różnych rejonów wchodzących w skład trzech wielkich obszarów. Były tam misternie rzeźbione maski i drewniane figury przodków znad rzeki nazwanej na cześć Aggy (wybacz mi, że znów sobie dworuję z osobistości tego świata), które miał otrzymać Willie. Były rzeźbione w drewnie krokodyle z południowego wschodu i wspaniałe bębny dla Vickie, a Mina miała dostać ogromne drewniane tarcze, włócznie i bębny sprowadzone przez Goodmana od tubylców, z którymi jak do tej pory prawie nie było kontaktu. Co w tej historii jest uderzające, to fakt, iż natychmiast podejrzenie padło na kompletnie zaskoczonego Irlandczyka. Stało się to, dlatego, że w ostatnim czasie słynny antropolog nie miał dobrej prasy. Oczernił go w amerykańskich i brytyjskich czasopismach badacz i kolekcjoner sztuki z Nowego Jorku, Thomas Gloomsday, który przebywał i prowadzi tu swoje badania w chwili, gdy dotarłem w ten zakątek świata. Amerykanin wielokrotnie oskarżał Goodmana o to, że ten zdobywa cenne wyroby rąk ludzkich przy pomocy podstępu, wyłudzeń i kradzieży.

Choć nigdy nie udowodniono jakiejkolwiek winy naszemu Irlanczykowi, ataki kolekcjonera pozostawiły pewien niesmak i rzuciły cień na wielkiego antropologa. Po krótkiej naradzie pogranicznicy aresztowali bez zbędnych ceregieli Sir Charlesa Goodmana, który do niczego się nie przyznał i stwierdził, ze musiałby być szaleńcem, żeby wykraść przedmioty zgromadzone w pocie czoła na zlecenie znamienitych mocodawców. Zeznał też, że nie ma bladego pojęcia o miejscu, w którym znajdowały się skradzione skrzynie. Uznając wielkie zasługi Goodmana dla nauki interweniował Londyn. Antropolog szybko opuścił celę południowo – wschodniego posterunku granicznego. Skończyło się jednak na nałożeniu aresztu domowego i zakazem opuszczania tego obszaru aż do wyjaśnienia sprawy.

Kiedy trafiłem na trzy leżące w pobliżu siebie miejsca zbrodni usiłowałem znaleźć jakikolwiek szczegół, który mógłby mnie naprowadzić na ślad złodzieja dzieł sztuki. Biorąc pod uwagę czas, jaki upłynął od momentu kradzieży do mojego przybycia, nie mogłem na wiele liczyć. Ślady pozostawione przez złodzieja na zewnątrz posterunku zdążyły już dawno zniknąć z powodu upływu czasu i obfitych deszczy, jakie często nawiedzają tę upalną krainę. W pierwszych dwóch posterunkach nie znalazłem nic interesującego, poza uszkodzonymi przez włamywacza kłódkami. W końcu trafiłem do posterunku zachodniego. Wszedłem do sporego pomieszczenia, z którego zniknęła trzecia i ostatnia skrzynia. Złodziej dzieł sztuki dostał się do środka pokonując nowoczesny zamek w stalowych drzwiach. Południowe słońce, które wzeszło na niebo po porannej ulewie, wlewało się intensywną strugą przez małe zakratowane okienko. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, w którym prócz pudeł z prowiantem znajdowały się w zasadzie tylko skrzynie z pocztą. Niestety nie znalazłem żadnych śladów pozostawionych przez złoczyńcę. Nie mając żadnych pomysłów zamierzałem, zrezygnowany opuścić to miejsce, gdy nagle wzrok mój przykuł metaliczny blask jakiegoś przedmiotu, który uwiązł w szparze pomiędzy deskami podłogi. Po chwili okazało się, że tym drobnym przedmiotem była amerykańska jednocentówka z głową Indianina, wybita w mennicy w 1894 roku. W ciągu następnych kilku godzin dowiedziałem się, że żaden nadgraniczny posterunek nie posiadał ani nie używał w swoich transakcjach waluty Stanów Zjednoczonych.

Natychmiast poleciłem złożenie wizyty Panu Gloomsdayowi, który przebywał właśnie w swojej bazie wypadowej o jakiś tydzień drogi od trzech granicznych posterunków w okolicach Gór Gwiezdnych. Wraz z ludźmi Williego i dwoma porucznikami z pozostałych obszarów dotarliśmy dokładnie po tygodniu do miejsca, w którym przebywał Amerykanin. Gloomsday oczywiście nie spodziewał się niezapowiedzianej wizyty i nie potrafił ukryć swojego zakłopotania. W jego małych, szarych oczach dostrzegłem oznakę paniki. Szybko okazało się, że to on wykradł trzy skrzynie z cennymi wyrobami tubylczego rękodzieła. Zamierzał przeczekać okres wzmożonej kontroli granicznej i po jakimś czasie wyjechać do Ameryki.

Kolekcjonera dzieł sztuki zgubiła chciwa chęć napawania się widokiem pięknych przedmiotów, a może kusząca okazja sprzedaży bezcennych przedmiotów na czarnym rynku. A tak prawdę mówiąc to zgubiła go mała, niby nic nie warta moneta …

Do zobaczenie wkrótce,
Twój oddany Przyjaciel
Sherlock Holmes

Pytanie:
GDZIE UDAŁ SIĘ SHERLOCK HOLMES, ABY ROZWIKŁAĆ ZAGADKĘ SKRADZIONYCH DZIEŁ SZTUKI?

Powrót