onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Gujańska skrzynka pocztowa (73)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Chciałem tylko napisać, że wybitnie spodobały mi się Pani słowa na temat Świąt, kiedy w RadiuZet opowiadała Pani o przeczytanym na CNN artykule o J.K. Rowling.

Słuchałem radia w samochodzie, a kiedy przyjechałem do domu od razu włączyłem komputer, żeby przeczytać tekst w internecie. Mimo, że nie jestem w te Święta samotny i nigdy nie byłem, nie jest mi źle ani smutno, nie jestem w ciężkiej sytuacji w jakiej była angielska pisarka, to naprawdę miło było coś takiego usłyszeć. I pomyślałem, że niektórym takie słowa mogą bardzo pomóc. Chyba każdy choć raz myślał o samobójstwie, w taki czy inny sposób, mniej czy bardziej poważnie. Ale perspektywa, którą Pani dziś przedstawiła w audycji, naprawdę może być pomocna. Historia J.K. Rowling jest bardzo przekonująca – nigdy nie wiadomo co przyniesie przyszłość, nie wiadomo co się stanie jutro czy za tydzień. Może nas spotkać coś, co całkowicie odmieni nasze życie. Dobrze mieć zawsze taką myśl "przy sobie".

Poza tym to jest miłe, że w taki sposób mówi o tym taka osoba jak Pani. Osoba, która zwiedziła tyle świata, ma pasję, ciekawą pracę(choć przyznam się, że "poznałem" Panią dopiero dzisiaj). Bardzo fajnie, że swoimi słowami na antenie potrafi dodać optymizmu ludziom, którym w życiu jest ciężko, którzy przeżywają jakieś trudne chwile, a ich myśli błądzą w niebezpiecznych "rejonach". Słowami wypowiedzianymi takim miłym, ciepłym, spokojnym głosem. Mimo, że nie mam żadnych większych problemów w życiu to naprawdę bardzo pozytywnie odebrałem Pani audycję. Bardzo miło się Panią słucha:)

Pozdrawiam serdecznie i życzę Wesołych Świąt

Tomasz

Panie Tomku, dziękuję za te miłe słowa. Mam nadzieję, że to co powiedziałam, dotarło do właściwego odbiorcy. Wiem, że wokół jest dużo ludzi, którzy w głębi serca czują się samotni i nieszczęśliwi, i czasem pewnie życie wydaje im się za trudne.

Pamiętam, że sama też się kiedyś tak czułam, więc tym lepiej rozumiem jak to jest i wiem też z własnego doświadczenia, że warto być silnym i mierzyć się z przeciwnościami losu. Bo ten kto walczy, ten zawsze wygrywa :)

Dzisiaj odkrylam strone Beaty.Obudzilam sie o 4.ze scisnietym sercem...pusty dom,corka daleko,ja sdama...pelno niepewnosci...skrywanych pragnien..a tu wielkanoc!!jEch,latwiej by bylo jakby jej nie bylo.Pusto,nie ma dla kogo gotowac,a wlasciwie poco?Pamietam zawsze napiecie przygotowan,nerowka.A potem zarcie,zarcie,zarcie...i tyle.Jestem wiec sama,smutna,niepewna.I nagle odkrywam zyczenia od Beaty dla smutnych,bez cackania sie z potrawami,porzadkami.Zatrzymac sie,poczuc?Jezu,a jak poteam nie wstane?Pracuje,krzatam sie,ukrywam,nikt nie wie,ze mi total ciezko.Mam 50 lat.hmm.Pisze,bo kiedy cie widze w tv Beato,to sciska mnie cos 2 gardle..
dobrych chwil dla kogos kto to czyta,bo nie jestem pewna,czy Ty Beato,dla ciebie tez,i dziekuje
Bogumila

Bogumiło, miałaś piękne przebudzenie, jeśli zobaczyłaś w nim swoje ukryte pragnienia :) Znacznie gorzej byłoby się obudzić i zobaczyć tylko pustkę, duchy przeszłości i brak marzeń. Nie jesteś sama w te święta. Na świecie jest pewnie milion ludzi, którzy czują teraz dokładnie to samo, jak Ty.

Niepewność? Bo teraz właśnie zaczyna się Nowe Życie – w przyrodzie, w religii, i w realu. Może czas dopuścić te wszystkie skrywane pragnienia do głosu, odkurzyć je miotełką, obejrzeć, pewnie wciąż lśnią tajemniczym blaskiem… Bo czekały w ukryciu na taki moment jak ten…

P.S. To ja :) Zawsze sama czytam wszystkie listy. Nikt oprócz mnie nie ma dostępu do mojej skrzynki mailowej.

Dzień dobry,

Pani Beato, jeśli to nie kłopot to proszę w wolnej chwili wytłumaczyć mi:
- jak należy konserwować matero z Palo Santo
- czy powinno się smarować oliwą/masłem naczynko przed rozpoczęciem użytkowania i jeśli tak lub nie to dlaczego.

Z góry dziękuję za odpowiedź,
pozdrawiam
konrad



Sama mam matero czyli kubek z drewna palo santo i najchętniej go używam. Nigdy nie słyszałam, żeby ktokolwiek i gdziekolwiek używał do jego konserwacji masła albo oliwy. Wydaje mi się nawet, że absolutnie nie ma takiej potrzeby. A poza tym tłusta yerba mate musi smakować okropnie.

Ja mój kubek wyparzam wrzątkiem przed każdym użyciem. To wystarcza. Nie mam z nim żadnych problemów.

Patrzę na klawiaturę i płaczę. Czuję się taka zagubiona i nieszczęśliwa. ...Czytałam Pani książkę W Dżungli życia- jest wspaniała-mam w sobie taki smutek jak kiedyś Pani i nie umiem sobie z tym poradzić. Ktoś patrząc z boku na moje życie pomyślałby: sama nie wie czego chce,być może. Być może gdybym wiedziała nie pisałabym tego listu płacząc. Moje życie przypomina parę za ciasnych butów, które sprawiają ból, ale są takie piękne ,że żal je wyrzucać.

Byłam pełną energii , pomysłów, radości i życia dziewczyną. Podobno kilka osób stawiało sobie mnie jako wzór. Kiedyś....Zgubiłam się. Miałam kilka przykrych wydarzeń, które osłabiły moja wiarę w siebie. Skupiłam się na miłości. Poznałam mężczyznę. Skupiłam na nim całą swoja uwagę zapominając o tym czego pragnęłam. Wyszłam za mąż, dzień przed ślubem płacząc z żalu. Wszystko się ułoży, mówiłam sobie i jeszcze już za późno żeby się wycofać. Mijał czas a smutek pozostał. Nie było lepiej. Kłóciliśmy się o głupstwa, za każdym razem chciałam odejść.

Pakowałam rzeczy. Stałam w drzwiach i czekałam. Czekałam aż poprosi mnie bym została. Nie prosił, płakałam skamlałam i zostawałam, a potem żałowałam. I tak nie pamiętam ile razy. Wszystko wracało na stare tory. Z wyjątkiem mnie. W głębi duszy pragnęłam odejść, ale zawsze zwyciężał rozsądek. Przecież On nie jest zły! Przeciwnie jest wspaniałym człowiekiem, więc czemu myślę że to nie moje miejsce? Pociąga mnie życie, rozwój , tu tego nie mam. Nie potrafię myśleć tylko domu i pracy , której nienawidzę. Koleżanka powiedziała do mnie : zmieniłaś się, dawniej byłaś wesoła i pełna życia, teraz jakby coś w tobie umarło .Miała rację coś we mnie umiera. Nie chcę nikogo ranić, ale nie chcę również żyć w takiej pustce. Nie mamy dzieci. Nie chcę do czego jeszcze się nie przyznałam. Może to głupie, ale tęsknię za wolnością. Za tymi wszystkim rzeczami które niesie życie, a których dotąd nie poznałam. A potem myślę sobie , że to głupie przecież nie powinnam narzekać. To nic że nie mamy wspólnych pasji, że rzadko rozmawiamy więcej milczymy, że co innego jest dla nas ważne. Może tak właśnie wygląda życie, a ja kapryszę bo jestem niedojrzała(mam 28 lat).Bywają takie dni kiedy myślę ale byłaś głupia , skąd miałaś takie pomysły a potem wraca tęsknota za marzeniami, za światem który jest, którego pragnę dotknąć........ale nie chcę ranić, nie chcę krzywdzić bo otrzymałam wiele dobrego. Co mogę zrobić żeby nie czuć tej okropnej pustki i smutku? Myślałam że szczęście to miłość do mężczyzny........Może powinnam cieszyć się tym co mam i zapomnieć .

Jeśli znajdzie Pani chwile na odpowiedź- dziękuję.
Anka.


Pani Anko, marzenia o szczęściu to dobra rzecz. Problem polega na tym, że ludzie najczęściej ograniczają się do samych myśli, za którymi nie idzie żaden czyn. Najłatwiej jest myśleć, że wszystko stanie się samo. Nie twierdze, że tak jest w Pani przypadku, tylko stwierdzam ogólnie :)

Mężczyzna nie da Pani szczęścia, jeżeli sama Pani nie odnalazła szczęścia we własnej duszy. Od tego trzeba zacząć. I o tym zresztą pisze w książce „W dżungli życia”. Smutek bierze się z pustki. Z braku dobrego planu, pomysłu na przyszłość, pasji, a także z braku przyjaźni do samego siebie.

Niech Pani nie myśli o tym kogo nie może Pani skrzywdzić i dlaczego. Proszę pomyśleć o sobie. Czego Pani pragnie? Czego Pani potrzebuje do szczęścia? Gdzie tego szukać? Jak tam dotrzeć?

Nie ma nic straconego w życiu. Wszystko można zrobić na nowo, lepiej. Niech Pani dłużej nie czeka. Ma Pani swoje życie we własnych rękach. Trzeba zacząć od pracy nad sobą, ale chociaż to niełatwe zajęcie, to przynosi niesamowicie fantastyczne efekty, i to bardzo szybko. Nagle świat wygląda i zachowuje się inaczej. Bo Pani trzyma lejce i kieruje tym pięknym pojazdem, jakim jest życie :)

Szanowna Pani Beato, chce zapisac sie na wyprawe do LETICII w listopadzie. Czy jest jeszcze duzo miejsc bo miałbym kilku chętnych.
I ostatnie pytanie.Czy bedziemy nop jeden dzien w jakiejs wiosce indian Marubo albo Korubo i czy bedzie mozliwość skozystania z" El ritual de inyeccion de sapo"???Chciałbym tego doświadczyć jak i innych ciekawostek indianskich.
Pozdrawiam Panią serdecznie i już sie nie mogę doczekać a przed kilkoma dniami wróciłem z wioski nad ORINOKO.Zakochałem się w tych klimatach i w tej ludności.
Pozdrawiam
Marek

Panie Marku,

Z Indianami Corubo raczej nie chcialby sie Pan spotkać, ponieważ jest to plemie, ktore niechętnie wita na swoim terytorium bialych ludzi i daje temu wyraz strzelając do nich z uku zatrutymi strzalami.

Natomiast jesli chodzi o Indian Marubo, to owszem, mamy w planie odwiedziny w wiosce Indian tego plemienia. Kiedy szaman zechce, to proponuje uczestniczenie w różnych rytualach, w tym takze w leczeniu mlekiem jadowitej ropuchy, o którym Pan wspomina (ritual de sapo). Nie mogę jednak dac gwarancji na to, że szaman zechce ani że akurat w wiosce bedzie obecna konieczna do tego rytualu żaba. Bylam w tej wiosce kilka razy i jak dotąd tylko dwa razy zdarzylo mi się, ze rytual sie odbyl. Raz, kiedy bylam tam sama, i drugi raz, kiedy przyplynelam tam z malą grupą Polaków. Nikt z uczestników tej wyprawy nie mial jednak odwagi, zeby poddać sie temu rytualowi
:)
Szanowna Pani Beato,
redaguje niniejszego maila by przekazać, że Pani opowieści są wspaniałe, nie potrzebuje telewizora w domu, wystarczy mi Radio Zet i Pani program, bym mógł widzieć oczyma wyobraźni to o czym Pani opowiada. Poradnik Globtrotera Pani autorstwa musi być fantastyczną książką. Podróże są dla nas wszystkich bardzo fasynujące. W wolnej chwili od pracy poszukam w księgarnii tego dzieła. Pani audycja to strzał w dziesiątkę, fantastyczny pomysł!
Wszystkiego dobrego życzę, samych dobrych drogowskazów i zielonych świateł w kolejnych wspaniałych wyprawach po całym świecie.

Serdecznie pozdrawiam
Paweł

Dziękuję :) Poradnik globtrotera ukaże się za nieco ponad miesiąc w zupenie nowej, piekniejszej postaci :) Wlaśnie przygotowujemy z wydawnictwem National Geographic nowe wydanie tej książki, w twardej oprawie, z nowymi fotografiami i nowym ukladem tekstu. Bardzo się cieszę na to nowe wydanie i mam nadzieję, że pojawi się w księgarniach na początku maja.

Życzę panu, żeby w wolnych chwilach po pracy zrealizowal Pan też swoje marzenia podróżnicze i serdecznie pozdrawiam :)
w 1 klasie liceum wpadła mi w ręce Pani książka. zrobiła ona na mnie niesamowite wrażenie, mimo że w sumie pisze w niej Pani o rzeczach oczywistych, ale o których na codzień bardzo wielu ludzi zapomina. i które są bardzo trudne.

jestem teraz w klasie maturalnej, za 2 miesiące matura.

dopiero teraz do mnie dochodzi, o jakich trudnych rzeczach Pani pisała w dżungli życia.

mam wrażenie, że przez ten natłok nauki zapomniałem o tym, jakie wielkie wrażenie zrobiła na mnie Pani Biografia. że mam tyle wad, z którymi nic nie robię [’bo nie mam czasu’], etc. do tego nic nie umiem, matura tuż, tuż, ja się wybieram na studia humanistyczne, po których ciężko o pracę, zwłaszcza że marzy mi się praca dziennikarza. do tego dodam, że praca jest bardzo ciężka, i boję się, że się w niej wypalę, a alternatywy dla siebie nie widzę. i cóż zrobić?

bez odbioru, sfrustrowany maturzysta

Frustracja bierze sie stąd, że czlowiek ma świadomość tego, że nie robi nic. Kiedy sie robi COŚ, to wewnętrzna sila nakręca się tak samo jak akumulator w samochodzie podczas jazdy - im więcej go zuzywasz, tym bardziej on jest mocny i pelny :) I niestety w zyciu jest tak samo. Bezczynnośc i narzekanie wywoluje jeszcze więcej bezczynnosci i narzekania, ktore w końcu przeradza się w chroniczny stan braku szczęścia. Nie warto narzekać ani martwic sie na zapas. Pracę zawsze mozna zmienić, nie ma sensu martwic sie o to teraz. Wyznacz sobie najwazniejsze zadania do wykonania w najbliższym czasie. Jesli bedziesz uczciwie wypelnial zobowiązania wobec samego siebie, życie nie raz zaskoczy Cię fantastycznymi niespodziankami, których byś nigdy nie wymyslil nawet w marzeniach :) Powodzenia!
Mam jedno pytanie co do obiektywów
właśnie staram się wybrać jakiś obiektyw ale mam problem bo nie wiem na co postawić
czy kupić kilka obiektywów o różnych ogniskowych tak aby każdy był odpowiedni do innych zdjęć czy jakiś jeden o dużym zakresie ogniskowych
w pierwszej opcji bede mogl uzyskac lepsza jakosc zdjec ale rowna sie to z czestym ze zmienianiem obiektywow
a w drugiej opcji nie musze tracic czasu na zmiane ale jakosc bedzie troche gorsza
jak Pani radzi sobie z tym w podróży ??
i jakiego dodatkowego wyposazenia Pani uzywa
bo u mnie powoli w praniu wychodza braki o ktorych wczesniej nie pomyslalem
pozdrawiam gorąco
Jacob

Wybór odpowiedniego obiektywu to wybór między wygodą a lepszą jakością. Wygodnie jest mieć jeden obiektyw o zmiennej ogniskowe, czyli na przyklad 28 - 125 mm. Można wtedy jednym obiektywem robić zdjęcia i z bliska, i z daleka, wystarczy tylko pokręcić pierścieniem przyblizającym. Traci sie wtedy na jakosci zdjęc, bo wiadomo, że jak coś jest dobre do wszystkiego, to tak naprawdę nie jest dobre do niczego, ale ja bym nie przesadzala. Kiedy zaczynalam fotografować, uzywalam jednego obiektywu o ogniskowej 28 - 200 mm i do dzisiaj zdjęcia, ktore nim zrobilam, nie są najgorsze.

Posiadanie jednego obiektywu na stale ma tez te zaletę, że nie trzeba go zdejmować w nieprzewidywalnych warunkach, dzięki czemu aparat pozostaje czysty w środku. Nie da się uniknąc drobnych zanieczyszczeń, ktore wdzierają sie do środka razem z wiatrem.

Ja teraz używam kilku obiektywów, ktore zmieniam zależnie od sytuacji i po każdym powrocie z wyprawy muszę oddawać do czyszczenia zarowno aparat, jak i obiektywy.

Witam!!!Pani Beato(imienniczko)zawsze chcialam do pani napisac,gdyz jestem pod ogromnym wrazeniem pani osoby i tego co pani robi.Jak tylko mam mozliwosc ogladam pani programy lub program z pani udzialem i musze sie przyznac ze coraz bardziej mnie pani fascynuje.Fascynacja z jaka pani umie przekazywac jest dla mnie czyms niesamowitym,zawsze z szeroko otwartymi oczami i uszami slucham...to co pani robi jest cudowne,godne podziwu i niestety musze przyznac ze i pozazdroszczenia.

Cale zycie musialabym ciezko pracowac zeby choc na chwile na jakis krociotki momencik znalesc sie tam gdzie pani byla lub robic ,ogladac...mam przyjaciela ktory podobnie jakpani maogramna fascynacje podrozami,umie swietnie przekazywac ma ogromna wiedze,pisze...reportaze,sprawozdania a nawet powiastki dzieciom,poezje ale coz z tego jak nie moze sie
wybic.Probowalismy w roznych wydawnictwach narazie bezzkutecznie.Jak widze jego potencjal w tym co robi to zawsze mowie ...zobacz jak Beata wytrwala w tym co robi,jak zaczynala...gdybym mogla w jakis sposob znalesc sie na spotkaniu z pani udziale bylby to cudowny prezent(jemu).

Mieszkamy w Londynie ale wiem ze odleglosc nie ma tu znaczenia wiedzac jakie pokonywala pani odleglosci,aby tylko moc posluchac i zobaczyc pania,moze poznac...to byloby cudowne przezycie i natchnienie.Pani Beatko zycze zdrowia i dalszych sukcesow,wytrwalosci.Nie licze na odpowiedz bo wyobrazam sobie ile ma pani takich ulubiencow dopisuje sie do nich,a moze kiedys zdazy sie jednak cos jak ze snu...marzenia sie spelniaja tylko trzeba wierzyc,ja zycze pani wszystkiego najlepszego.


Pani Beato, najprostsza i najbardziej skuteczna znana mi droga do sukcesu to robić z pasją to, co się kocha i nie zważać za bardzo na resztę świata :)

Jak najbardziej wskazane jest dzielenie się tym, co się robi z innymi ludźmi - publikowanie w internecie, wysyłanie do wydawnictw i redakcji. Ja tak własnie robiłam.

Zyczę Pani przyjacielowi trafienia na właściwy moment z właściwym dziełem, a Pani spełnienia wszystkich marzeń :)

Zapraszam w maju do Warszawy na spotkanie autorskie. Nie wiem czy odbędzie się ono w trakcie Targów Książki, czy kilka dni później w Empiku. Informacja o tym spotkaniu na pewno będzie zamieszczona na mojej stronie www.oliwkowo.pl

Witam
Spadła mi na głowę Pani książka. Grawitacja, wredna pokraka, działa nawet w słonecznym Krakowie, zwłaszcza a moze przede wszystkim wtedy gdy ma się półki pękające od książek, aparatów, zdjęć, papierów i wszelkiego rodzaju rozkosznego bałaganu. Bałagan, od jakiegoś czasu się kurzy, bo magisterka, bo studia, bo milion kilkadziesiąt tysiecy małych zadań na przedwczoraj którymi zajmę się pojutrze. Zagubiłem się w świecie z betonu, z równymi chodnikami i lodówkami w których można łatwo coś upolować. Nie powiem, czasem rzuci się pleśń na zapasy przywiezione z domu, ale nie jest to adrenalina którą pamiętam. Pani książka przypomniała mi o czymś. Czytałem ją we wrześniu tamtego roku. Siedziałem na kamieniu w pobliżu Chamonix. Przyjechałem się powspinać i ciężkie wory spoczywały się pod gotową na wszystko skałą. Niestety nikt nie przyszedł, więc nie miałem nikogo aby mnie asekurował. Ciepło. Błogo. Żadnych problemów. Cisza.

Kilka dni wcześniej prawie zginąłem.
I widziałem anioły gdy wracaliśmy ze szczytu.

Miały na sobie zmrożone czerwone kurtki. Skostniałe palce wczepione w sztywną linę i czekany dziobiace zwartą pokrywę lodowca.
MtBlanc został zdobyty po wielogodzinnej walce. Dwa dni praktycznie bez snu. Mdłości od kilku godzin jakby na wysokości prawie pięciu kilometrów szalał sztorm w mojej głowie. Jeden batoni obijał się o mój żoładek i usilnie chciał zobaczyć co się dzieje na zewnątrz. Był gotowy sforsować przejście w tę lub tamtą stronę, brak mu natomiast było towarzyszy w przedsięwzięciu tak szalonego planu. Z resztą ja go rozumiem. Jestem tak samo uparty, że starałem się wleść na tę górę, mimo pogody która akurat nie chciała nam iść na rękę. I tak samo wtedy samotny. Mimo sześciu innych towarzyszy, którzy gdzieś tam ciągną się na nitce, człowiek pozostaje samotny. Ciężka, zmrożona lina wydaje się być starodwawną linią telegraficzną łączącą mnie ze światem ludzi. Niestety akurat jakieś zakłucenia były. Samotność. Własny oddech zduszony przez wysokość i wiatr. Wybałuszone oczy starające sie znaleźć jakikolwiek szczegół na białej połaci śniegu, mgły i nieba.

Po niekończącej się litani zliczanych kroków i postojów - Szczyt. W końcu. Odpoczynek. Po minucie dałbym wszystko aby biec na dół. Mróz i absolutny brak widoczności sprawia ze pozostanie na szczycie nie ma sensu. A to dopiero połowa drogi. Schodzimy.
Po zejściu do Valota nastąpiła chwila przerwy. Herbata. Drugi baton. Bo trzeba jakoś świętować.
I wtedy zerwała się burza. Odczułem znaczną różnicę pomiędzy burzą a zamiecią śnieżną. Raczej nie zobaczyłem, bo tak samo nic nie było widać. Tym razem jednak "nic" osiągnęło kolejny poziom i zagarnęło w swą otchłań ścieżkę. Grad grzmocił nas ze wszystkich stron aż miało się wrażenie że od dołu też. I skutecznie zasypywał ślady. Te własne, bo o innych nie było wspomnienia. Przypomniałem sobie wtedy o panice. Zabrałem ją ze sobą, bo co ma sama zostawać w domu, ale wtedy pierwszy raz się do mnie odezwała. Uderzeniem pioruna zagłuszyła zmysły na chwilę i pognała na dół. Ciężko powiedzieć gdzie ten dół się znajdował.

Wiadomo jednak że z lewej strony znajduje się przepaść a nad nią nawis z lodu. Jest to podstępna część lodowca, ciekawie wychylająca się poza bezpieczną i stałą część góry, majaca skłonności do obrywania się i szybowania. Przeciwnie do przyczepionego do niej turysty który po prostu spada. I się zabija. Jak kilku niemców którzy zginęli kilka dni wcześniej mniej więcej w tamtym miejscu. Innym ciekawym zjawiskiem występującym na lodowcu to szczeliny, które najwyraźniej z powodu deficytu przepaści, starają się nadrobić normę ciekawostek.

W pewnej chwili, gdy nieodpartym przeczuciem ciągnąłem wszystkich na dół, ku schoronisku, poczułem ciężar na linie. Nic nie widać. Idziemy praktycznie po omacku w kierunku który wydaje się prawdziwy. Białość wdziera się wszędzie w postaci gradu i zimno jak cholera, a tu mi jeszcze ktoś ciągnie. Okazało się ze Jerzy ma kompas i mapę. Dość przydatne, tylko że okazuje się że nagle wskazuje praktycznie prostopadły kierunek. No i tu zaczyęło już być w ogóle niefajnie. Przeczucie podpowiada że tam, to właśnie czają się przepaści. Uparłem się i mimo wszelkich logicznych przesłanek, nie dałem zmienić kierunku walki. Ruszyliśmy dalej o zacząłem się modlić o anioły. O cokolwiek na białej planszy. Tabula raza dookoła.
I nagle ich zobaczyliśmy. Właśnie w momencie gdy zastanawiałem się jaki jest numer na Gopr, Topr czy cokolwiek co oni w tych Alpach mają, zobaczyłem ich. Było ich dwóch. Kolor kurtek - śnieżno czerwony.

- Hello - krzyknąłem - we are lost. Do you know the way to the... - słowo "schoronisko" w jezyku angielskim jakoś mi się wymknęło z głowy. - To the Goutier?

Jedna z postaci podniosła rękę i wskazała kierunek z którego została teleportowana.
- Do you know the way to the peak? - odkrzyknął drugi z aniołów.

Podniosłem rękę i wskazałem kierunek z którego prawdopodobnie nadeszliśmy.

Po czym rozeszliśmy się w przeciwne strony. Po pięciu metrach ich ślady się urywały, zasypane przez grad, albo nigdy tam się nie pojawiły. Zagłębiałem się w śnieg, a nie w dywagacje na ten temat. Jakiś czas później wyszliśmy z chmury burzowej. Naszym oczom ukazał się świat i to było niesamowite uczucie.
Szczęśliwie wróciliśmy na dół. Praktycznie zasnąłem na schodach schroniska, pierwszym snem od wielu dni. Okazało się, co było przyczyną pomyłki Jerzego. Z tym kompasem to ciekawa sprawa. Tam na górze też, ku zaskoczeniu wszystkich, igła wskazała północ. Nie tarcza.
Anioły spotkaliśmy później jeszcze raz. Zeszły góry po nieudanej próbie wdarcia się na szczyt, rozkurczyły się z lodowych zbroi i przemówiły... po Polsku. W końcu też z Krakowa.

Kilka dni później, siedziałem na słonecznym kamieniu pod skałami i czytałem Pani książkę.

"Po co tam jeździsz, jeżeli tam jest tak okropnie? Cały ten strach, głód, zmęczenie, zmaganie się z własną słabością, ryzykowanie życiem (...) Po co?
Jeżdzę tam aby poczuć jak wspaniałą rzeczą jest talerz gorącego makaronu wymieszany z tunczykiem z puszki".

Jeszcze nigdy te słowa nie miały tak wiele znaczenia dla mnie. Tyle prostoty. I tyle prawdy.
Dziękuję.

Pozdrawiam i idę zrobić sobie coś do jedzenia, bo miałem napisać tylko "fajne książki Pani pisze, i dobrze ze w małym formacie mam "blondynkę", bo prawie spadła mi właśnie na głowę.
Ale mi się troche rozpisało... Pozdrawiam

Jasiek


Panie Jaśku uratowany przez anioły w czerwonych kurtkach,

świetnie czyta się ten tekst. Mam nadzieję, że prowadzi Pan bloga albo pisze reportaże do prasy, bo szkoda marnować taki talent literacki. Ten tekst powstał zapewne w chwili natchnienia, które nie zdarza się często, ale proszę mi wierzyć, ma Pan w ręku talent, o który warto zadbać.

Prowadzenie bloga w internecie to najlepszy sposób treningu i wypracowania systematyczności w pisaniu.

Bo z literaturą jest tak samo jak ze sportem – trzeba dużo ćwiczyć, żeby osiągnąć mistrzostwo :)

Serdecznie pozdrawiam, ciesząc się, że miałam dobry pomysł namawiając wydawnictwo do publikowania moich książek w wydaniu kieszonkowym :)
Pani Beato!
Od dawna chciałam do Pani napisać kilka słów? hmm... ale właściwie co napisać, żeby Pani nie zanudzać, żeby nie powtarzać tego co pewnie mówią wszyscy? Może po prostu napiszę szczerzę to, co czuję.
Chciałam Pani podziękować za książki, które Pani pisze, za programy, które Pani prowadzi, za zdjęcia, za rysunki, za oliwkowo.
Jest Pani dla mnie wzorem do naśladowania (wiem, że może takie wyklinane na klawiaturze deklaracje wiele nie znaczą, ale inaczej przekazać tego nie mogę), podziwiam Panią za pasje, które pani posiada, za radość, indywidualizm i odwagę, za szczerość i naturalność.
Może spróbuje powiedzieć coś o sobie. Pochodzę małej wioski na podhalu. Obecnie mieszkam w Krakowie, studiuję na pierwszym roku pielęgniarstwo. I wydaje się to wielu ludziom śmieszne, że słysząc o kolejnych protestach pielęgniarek, o problemach z finansowanie służby zdrowia, młoda dziewczyna mówi: chcę być pielęgniarką. I nie dlatego, że nie ma jeszcze (jak wielu jej rówieśników) pomysłu na życie, nie dlatego, że nie dostała się na inne studia ale dlatego, że po prostu chce.
Gdy mi ktoś mówi: ?nie rozumiem cię, ty naprawdę chcesz być pielęgniarką?? Odpowiadam: gdybyś to rozumiał to też byś chciał. Bo wierzę, że każdy jest do czegoś stworzony - tylko nie każdy umie to odnaleźć, uwierzyć, poświęcić temu wszystko. Czasem ludzie robią coś (lub nie robią czegoś) pod działaniem presji otoczenia, bo brak im odwagi, siły przebicia by krzyknąć, nie! Tak wg mnie ginie wiele talentów. Może to wydawać się dziwne, ale tak naprawdę dzieje się jeszcze w wielu polskich wsiach. I pewnie gdybym uległa takiej presji zostałabym fryzjerką (tak jak moi rodzice). Do tej pory słyszę: ale kto teraz przejmie po rodzicach interes, komu rodzice to wszystko przekażą?
Może to bardzo egoistyczne, ale ja powiedziałam sobie kiedyś: chcę być szczęśliwa. Mam wspaniałych rodziców, którzy w porę zrozumieli i zaakceptowali to, że nie zostanę razem z nimi by prowadzić rodzinny interes. Jestem z nich dumna J.
Chciałabym mieć tyle odwagi, co Pani by spełnić swoje marzenia, tyle samozaparcia.
Marzę o tym by zobaczyć jak pracują pielęgniarki w innych częściach świata. Bo wszyscy narzekają, że w Polsce jest tak źle, ale nikt nie pomyśli, że przecież są na świecie kraje biedniejsze od naszego i tam też jest jakaś ?służba zdrowia?.
Na razie przede mną kilka lat studiów. Kocham góry i staram się spędzać w nich każdą wolną chwilę. Słucham ?Świata według blondynki? i wierzę gorąco, że uda mi się kiedyś zobaczyć przynajmniej część z tych wspaniałych miejsc, o których Pani opowiada.
Chyba za bardzo się rozpisałam. Dziękuję za przeczytanie mojego listu. Pozdrawiam gorąco.
Kasia.


Pani Kasiu, to nie jest egoizm, tylko moim zdaniem jedyny sluszny sposób na zycie :) Pani podejmuje decyzje odnośnie wasnego zycia i tylko pani będzie ponosila konsekwencje tych wyborów, musi więc Pani kierować się przede wszystkim wlasnym instynktem i wlasnymi pragnieniami :)

To wlasnie znaczy, że ma Pani odwage i sile realizowac wlasne marzenia i iśc przez zycie wlasną drogą. To fantastyczne!

Zycze spelnienia wszystkich marzen i planów i serdecznie pozdrawiam :)
Dzień dobry, właśnie słucham Pani programu. Nie przepadam za niedzielą, nie wiem w sumie czemu, tak już mam.
Jest jednak w niedzieli jeden fajny moment - Pani program – fascynujący. O wszystkim co sama chciałabym zobaczyć, zrobić, przeżyć. Może kiedyś - na razie ciągle brakuje mi odwagi, by żyć podróżując...
Ale nie o tym chciałam.
Najfajniejszy w audycji jest Pani ciepły śmiech, niewymuszony i prawdziwy. Jak dziś:) Dobrze robić w życiu to co się naprawdę lubi, prawda?
z serdecznymi
pozdrowieniami
Joanna

Pani Joasiu, tak, dobrze jest zyć w zgodzie z wlasnym sumieniem, podejmować tylko takie decyzje, które są w 100% zgodnie z tym, co podpowiada dusza, i mieć pracę, ktora jest jednocześnie pasją życia :)

Życze Pani odwagi w realizowaniu wlasnych pasji i nieustającej jasności umyslu, ktora pozwoli podejmowac dobre decyzje i pozytywnie zmieniać swój świat :)
Dzień dobry, najpierw sie przedstawię: nazywam się Grażyna.
Zdecydowałam się napisać, bo , mówiąc nieskromnie: kocham podróże, które mnie fascynują od .. 50 roku mego życia, czyli lat 7(zagadka arytmetyczna: ile mam lat?). Podróżowałam z Rodzicami w czasach głebokiego PRL-u, zwiedzałam Związek Radziecki ( co za egzotyka ! ) w czasie studiów lat siedemdziesiątych, a potem złapałm bakcyla w samotnych podróżach - byle egzotycznie, byle bezpiecznie ( w moim rozumieniu, bo inni sie pukają w czoło, a niesłusznie!) i tanio. takich krajów jest dużo. Uwielbiam słuchać, jak inni opowiadają o swoich pasjach podróżniczych i tak mnie też nastroił program " W zaciszu gwiazd" . Ale , żeby nie było tak słodko, to, przepraszam , niezbyt lubię " Podróże z żartem "- są wyreżyserowane i lepiej, jak Pani wspomnienia są naturalne, bo przeżycia są WIELKĄ Emocją. Nawet z moich skromnych osiągnieć, to wiem.
Pytanie: czy Pani kiedykolwiek chciała wyjechać do Papua Nowa Gwinea? Nie mogę sama wylecieć do zachodniej Papua, ale na wschód już kombinuję i troszkę (?) już jestem przygotowana. ( na wrzesień 2008) Kontakty jakieś są, ale szukam jeszcze. Czy coś może Pani mi podpowiedzieć? Bede wdzięczna. I życzę dalszych wspaniałych przeżyć.
Grażyna


Pani Grażyno, Papua Nowa Gwinea jest od dawna na moim celowniku. Nie mam tam sprawdzonych kontaktow, ale z mojego doświadczenia moge Pani podpowiedziec, że najlepszym mozliwym kontaktem jest dobry przewodnik. Ja najczęściej używam przewodnikow Lonely Planet, gdzie sa podane wszystkie potrzbene praktyczne informacje. Moze chcialaby Pani zglosic te wyprawe do dzialu "Towarzysz podróży poszukiwany"?

serdecznie pozdrawiam i zycze wielu wspanialych wypraw :)

Mam 36 lat i jakieś życie za sobą, ale od dwóch lat poszukuję swojej drogi. Próbuję zbudować od nowa stare życie po nowemu.
Pytam siebie o marzenia, a przede wszystkim próbuję się poznać i zaprzyjaźnić ze sobą. Niektóre odpowiedzi na własny temat mnie zaskakują, inne przerażają. Chcę bardziej skupić się na sobie, a mniej na innych. Uczę się francuskiego, bo podoba mi się ten język.Czy kiedyś mi się przyda- nie wiem.Nie ważne, bo przecież na razie jestem w drodze. Poszukuję, sprawdzam.Dzisiaj przysiadłam w E-mpiku i zaczęłam przeglądać Pani książki i coś mnie tchnęło, że jakaś Pani jest mi bliska-pokrewna dusza. Może nie jestem taka odważna.
Małgorzata.


Pani Małgosiu, ja też kiedyś byłam dokładnie w tym samym punkcie. Długo szukałam dobrej drogi, taka która byłaby najlepsza tylko dla mnie. Wie Pani co odkryłam podczas tych poszukiwań?... Że największy błąd popełniają ci, którzy biernie przyglądają się życiu. Druga najważniejsza rzecz jest taka, że każdy człowiek nosi w sobie mapę własnych pragnień i wystarczy ją w sobie odnaleźć, rozwinąć i wyruszyć w drogę, żeby zacząć spełniać kolejno wszystkie swoje marzenia. Wykrzesanie z siebie odrobiny siły przyciąga natychmiast więcej siły z kosmosu. Pozytywne myślenie i zaprzyjaźnienie się z samym sobą to wulkan energii, z którego można czerpać bez końca. O tym wszystkim napisałam w książce „W dżungli życia” – może znajdzie tam Pani coś dobrego dla siebie?

Dzień dobry Pani Beato:)
miałam napisać do Pani już wcześniej ale jakoś mi było czasoprzestrzennie nie po drodze, no ale w koncu się zebrałam i piszę.Domyślam się, że pewnie takich maili dostaje Pani tony i to już chyba nudne jest więc się streszczę bo nie chcę tu Pani zanudzić albo doprowadzić do sytuacji, w której przy stronie 64 przyjdzie Pani ochota by potraktować mnie strzałką z kurarą;).
Kiedyś szukając jakiejś Pani książki przez internet, zupełnym przypadkiem trafiłam na wywiad w którym mówiła Pani o wszystkim co przeszła w życiu - a co mi uświadomiło,że rzeczywiście jest Pani jedną z niewielu osób które doszły do wszystkiego ciężką pracą i zmaganiem się z samym sobą oraz że mam z Panią w sumie bardzo dużo wspólnego.

Czytając to miałam wrażenie,jakby ktoś opowiadał o mnie bo znam z doświadczenia większość rzeczy o których Pani mówi-wiem jak to jest gdy się ucieka w używki,wiem czym jest anoreksja z którą zresztą mam jeszcze czasem okresowe problemy(jest Pani pierwszą osobą której o tym mówię,reszta nic nie wie),powracające myśli by ze sobą skończyć czy takie decyzje jak rzucenie studiów(czego rodzina nie może wybaczyć).Wielkie dzięki za to,co Pani robi i za udowadnianie mi i innym osobom które się totalnie pogubiły w życiu,że zawsze warto próbować o siebie walczyć,że mamy jeszcze szansę by zrobić coś konstruktywnego i odnaleźć radość która gdzieś się nam po drodze zgubiła.DZIĘKUJĘ i życzę wszystkiego dobrego:* ewa


Pani Ewo, zawsze warto walczyć o siebie i o swoje szczęście. Zawsze, nawet w najczarniejszej godzinie smutku :) Człowiek jest tylko tym, co sam uczyni ze swoim życiem. Najłatwiej jest wpaść w bezradną rozpacz i pozostać w niej do końca swoich dni, z zazdrością patrząc na innych ludzi, którym się „udało”. Nie sadzę, żeby niektórzy mieli więcej szczęścia od innych. Wszystko zaczyna się w ludzkiej duszy. Ten, kto aktywnie stara się budować własne życie, dostaje w nagrodę szczęśliwe zrządzenia losu i niespodziewane szanse. Ten kto nie robi nic, niczego nie osiągnie. Ja to wiem, bo zgubiłam się w życiu wiele razy zanim odnalazłam właściwą drogę i sposób postępowania :)
O tym wszystkim napisałam książce „W dżungli życia” – więc tam znajdzie Pani więcej szczegółów :)

Serdecznie pozdrawiam i życzę dobrych, prostych dróg i siły, żeby zawsze dążyć do spełnienia swoich marzeń

Witam Panią

Piszę do Pani tknięta bardziej instynktem niż czymkolwiek innym by przekazać wyrazy sympatii i podziwu dla Pani pasji. W sumie może będzie to trudno zrozumieć a mnie wytłumaczyć ale nie znając Pani darzę Ją sympatią, myślę że od czasu audycji w "zetce", jestem normalną (tak myślę) kobietą (moj rok ur 1968) w podobnym wieku i pamiętam jak któregoś razu słuchając opowieści Pani o podróży do jakiegoś kraju , jak zapragnełam wtedy poznać smak wyprawy... zaintersowałam się wtedy konkretną wyprawą organizowaną przez Panią ... ale nic z tego nie wyszło z banalnego powodu jakim był brak czasu i myślę że również brak rezerwy finansowej i tak marzenia dotyczące wyprawy, i ucieczki od codziennych spraw i problemów nie zostały zrealizowane.Ale nie o tym chcę teraz powiedzieć, dzisiaj zobaczyłam końcówkę programu o wizycie w Pani domu II pr tvp i słuchałam tego o czym Pani mówiła, o swoim życiu i o braku przyjaciół- to spodobało mi sie najbardziej tzn szczerość i odwaga, rzeczywiście ile osób ma właśnie takich prawdziwych przyjaciół, myślę że nie wiele a ilu z nich nie przyzna się do tego nigdy przed samym soba o co dopiero publicznie ;) ,brawa za szczerość!

dlatego też postanowiłam napisać do Wspanaiłej Osoby -za taka Panią uważam- życząc samych sukcesów w dalszej drodze życia osobistego i zawodowego;

z wyrazami sympatii

Beata

Pani Beato, wiele pewnie zależy od definicji słowa "przyjaciel". A także od indywidualnych potrzeb danego człowieka. Kiedyś potrzebowałam być z przyjacielem przez cały czas i wtedy własnie nauczyłam się byc przyjacielem samej siebie :) Wydawało mi się - i sądzę, że słusznie - że nie należy obarczać drugiego człowieka zbyt wielkim bagażem cudzych myśli, emocji i doświadczeń. Ja musiałam wtedy wyjasnić ze soba wiele waznych kwestii i okazało się, że rozumiem siebie lepiej niż ktokolwiek inny. To niezwykle upraszcza proces podejmowania decyzji :)
Pani Beato,

Przypadkowo włączony w niedzielne przedpołudnie telewizor (jakiś program o gwiazdach w zaciszu, czy zaciszu z gwiazdami, nie mam pojęcia) spowodował, że „poznałam panią” dzisiaj… Musze przyznać, że program zrobił na mnie duże wrażenie. Nie podróże, nie dom-muzeum, nie strzały z currarą, ale pani rozmowa z siostrą, pani oczy, kiedy mówiła pani o anoreksji, a najbardziej, kiedy powiedziała pani, że nie ma pani przyjaciół, tak po prostu, bo nie zalazła pani takich osób, którym mogłaby pani zaufać… Jest w pani niezwykle przyciągająca i subtelna siła ukryta wewnątrz, która powoduje, że zazdroszczę ludziom, którzy mogą na co dzień przebywać w pani towarzystwie… Jest pani tak autentyczna, że bije to nawet z ekranu telewizora, przejmuje… Za moje wynurzenia bardzo przepraszam, ale pomyślałam sobie „co tam”, lepiej powiedzieć coś komuś obcemu, kto porusza emocje, tak że niemal wydaje się bliski niż żałować , że się tego nie zrobiło… :)

Bardzo serdecznie pozdrawiam i życzę samych wspaniałości w życiu,

Joanna

Pani Joanno, nawet się Pani nie domyśla jak miło było mi gościć dziś rano w Pani telewizorze :) Dziękuję za miłe słowa, życzę spełnienia marzeń i spotykania samych dobrych ludzi na drodze, serdecznie pozdrawiam

Droga pani Beato.
Nie wiem od czego zacząć.Po prostu jest mi jakoś dziwnie i źle.Właśnie dowiedziałam się, że w wyniku orkanu Emma zginął mój znajomy, a bliski kolega mojej siostry i jej męża.To ten młody mężczyzna który uderzył samochodem w drzewo żeby uniknąć zderzenia z zerwaną częścią tira.Strasznie dziwnie się czuje.Nie bardzo wiem co ze sobą zrobić.W domu panuje dziwna atmosfera.Po co mamy się w życiu starać, walczyć skoro wystarczy podmuch wiatru i nie ma nas?Dlaczego życie jest tak ulotne?

Natomiast co do pasji to ja sama nie wiem czy mam jakąś.Bardzo chciałabym pisać książki.Mam różne pomysły ale jeszcze żadnego nie
zrealizowałam bo kiedy zaczynam pisać to mam wyrzuty sumienia że nie uczę się albo nie pisze pracy licencjackiej i w rezultacie zostawiam pisanie czegokolwiek.Na inne rzeczy nie mam odwagi ani pieniędzy.Tylko za marzenia nie muszę płacić.

Właściwie to nie wiem po co piszę tę wiadomość i nie zdziwię się jeśli pozostanie oda bez odpowiedzi.
Pozdrawiam serdecznie i podziwiam.
Ela




Pani Elu, życie to wszystko, co mamy tu na ziemi. Dlatego warto się starać i warto próbować żyć jak najpiękniej. Niezaleznie od wszystkiego co się zdarzy. Żaden czlowiek pewnie nie zrozumie dlaczego dzieją sie czasem rzeczy zle i tragiczne - jedyne co możemy, to odnaleźc się w tym wszystkim i wiedzieć dla samego siebie co jest najważniejsze i do czego należy dążyć ze wszystkich sil. Zycze Pani, żeby ból minąl jak najszybciej i żeby wrócila pogoda ducha. Serdecznie pozdrawiam
Obejrzałem właśnie Zacisze Gwiazd na dwójce z Twoim udziałem, wcale się nie dziwie, że poprzez podróże uciekasz od zgiełku, który tu u nas panuje, prostota tamtego świata daje pewnie wiele siły do życia. Spotkały Cię przykrości w życiu, tak jak wielu z nas, ja gdybym chciał napisać książkę o swoim krótkim życiu (25 lat) to byłaby to powieść dramatyczna o ile taki gatunek istnieje, ale chciałem powiedzieć, że dzięki Tobie wiem, że wszystko można zmienić, że życie nie polega tylko na schemacie praca – dom – praca itd., bo tak jest od zawsze. Nie musimy się na to godzić, wybór należ do nas, potrzeba tylko odwagi.

Z życzeniami dalszych sukcesów i szczęśliwych podróży Piotr.


Piotrze, najważniejsze to odnaleźc wlasna prostą ścieżkę przez zycie. Wydaje się czasem, że to niemożliwe, ale na 100% wiem, że kazdy czlowiek taką swoją drogę ma. To tak jak w prawdziwej dżungli - albo znajdzie się dobry szlak, albo zginie się w paszczy dzikich zwierząt i wasnej bezradności. To fantastyczne, że wielu ludziom udalo się tę swoją ścieżkę odnaleźć. Życzę Ci dobrej drogi i szczęścia :) 

Witam!
Hmm piszę pani o spełnianiu marzeń. Ale wie Pani co do wszystkiego potrzeba jeszcze odrobiny szczęścia. Bo zgadzam się, swoją pracą można dużo osiągnąć, ale też i okoliczności muszą być sprzyjające, żeby różne sprawy się poukładały. A sytuacje życiowe bywają różne. Ale mimo wszystko chciałabym za parę lat powiedzieć, że niczego w życiu nie
żałowałam i być zadowolona z siebie.

Bo tak naprawdę na mojej drodze stanęło kilka osób, które mi pomogły i gdyby nie one moje życie dzisiaj niekoniecznie musiałaby wyglądać tak jak wygląda. I wie Pani co jakby nadarzyła się okazja i mogłabym komuś pomóc to chciałabym to zrobić. Przynajmniej ja tak uważam. A już dawno nie dostałam odpowiedzi na meile ale rozumiem, że na pewno ma Pani ich dużo i nawet tego nie oczekuje.Czasami po prostu lubię coś do Pani napisać.
Serdecznie pozdrawiam
Kasia


Droga Kasiu,

jest w tym wszystkim jeszcze jedna tajemnica :) Jeżeli człowiek pozytywnie myśli o sobie i ma przed sobą dobry cel, który stara się zrealizować, to w pewien przeciwny i pewnie nie do końca wytłumaczalny sposób przyciąga do siebie dobrą energię oraz szczęście, o którym piszesz.

Jedno z drugim jest więc nierozerwalnie związane – i jedno z drugiego wynika. Ta „odrobina szczęścia” potrzebna do spełniania marzeń nadchodzi natychmiast wtedy, gdy człowiek jest pełen dobrej energii i sam zaczyna swoje marzenia spełniać. Wiem to na pewno, bo wiele razy tego doświadczyłam :)
Dzień dobry,
przed chwilą usłyszałam w Radiu Zet, że wybiera się Pani do Krakowa.
Tzn, że będzie miała PAni spotkanie z czytelnikami? Ponieważ mam bliżej do
Krakowa niż do Warszawy, a z wielka przyjemnością chciałabym się z
Panią spotkać, a przy okazji dostać autograf w książce Blondynka w
Dżungli.

serecznie pozdrawiam
Monika

Pani Moniko, jadę do Krakowa nagrywać nowe odcinki programu „Podróże z żartem”. Rzeczywiście, ostatnio bardzo dużo podróżowałam po świecie i nie miałam żadnych spotkań autorskich w Polsce.

Jeżeli chciałaby Pani autograf wraz ze specjalna dedykacją w książce, to może Pani przesłać książkę na moje nazwisko do Radia Zet, ul. Żurawia 8,. 00-503 Warszawa. Odeślę ją z autografem. Najbliższe spotkanie autorskie, o którym wiem na pewno, że sie odbędzie, to Targi Książki w Warszawie w drugiej połowie maja. Będzie wtedy parę nowości :) Serdecznie pozdrawiam.

Droga Pani Beato!

Piszę do Pani, bo po wysłuchaniu dzisiejszej audycji ,,Świata wg
blondynki" pomyślałam, że tylko PAni może mnie zrozumieć. Bardzo mi
zależy na tym, aby przeczytała Pani mojego maila.
Mam na imię Magda, 16 lat i jestem na życiowym zakręcie. Mam
wrażenie, że moi rodzice, chociaż zapewniają mi wszystko, nie rozumieją
mojego myślenia i moich problemów.Twierdzą, że mam wszystko i zwyczajnie
narzekam. A ja po prostu potrzebuję pozrozmawiać z kimś tak od serca,
powiedzieć co mnie boli, co mie się nie podoba. Problem pojawia się
wtedy, gdy już zasczynam opowiadać o swoich uczuciach, a jest to trudne,
ponieważ jestem dosyć nieufną osobą i potrzebuje czasu, aby się przed
kimś otworzyć. Moja mama mówi,że nie jest w stanie mnie zrozumieć,bo mam
zbyt złożoną osobowość.
W takim razie zaczęłąm szukać recepty na szczęśliwe życie. Przeczytałam
książki Dalajlamy,poradniki typu jak być sobą i odkryć swoje wewnętrzne
bogactwo. Ale czasmi jest tak źle,że nie chce wychodzić z domu,
pokazywać się ludziom, którzy będą mnie oceniać, mój wygląd. No właśnie
mój wygląd sprawia mi największe problemy od 4 lat.

Zaczęło się od tego, że zawsze byłam najlepszą uczennicą i ni9e małąm
przyjaciół. Myślałam, że jesli bede szczuplejsza ludzie zaczną mnie
akceptować i polubią.Zaczęło się niewinnie,a skończyło na anoreksji i
wylądowałam w szpotalu  na całe wakacje 2004.
To był koszmar. Wróciłąm do normalnego życia, ale nadal nie akceptuje
swojego wyglądu, ciągle coś zmnieniam. Na zmianę chudłam i tyłam. Cały
czas byłam na jakiejś diecie, potem sobie odpuszczałam jadłam dużo i
znów się odchudzałam. Już nie dam rady! Potrzebuję stabilizacji,
otworzenia się na swoje potrzeby wynikające z mojego wewnętrznego ja.
Nie wiem jak mam jeść. Chcę być po prostu NORMALNYM człowiekiem.
Potrzebuje pomocy.
Myślę,że najlepszą terapią dla mnie są przyjaźni ludzie, którzy potrafią
słuchać i są otwarci na potrzeby drugiego człowieka. Dlatego wybrałam
Panią. Mam wielu znajmoych, ale oni nie dorośli do tego, aby rozmawiać
na tak osobiste tematy.
Byłabym bardzo szczęśliwa, jeśli zechciałaby Pani przeczytać mojego
maila i udzielić mi jakieś wskazówki na lepsze, pełniejsze życie.
Pozdrawiam serdecznie,
Magda

P.S. Jutro kupię książkę "W dżungli życia".Może dzięki niej znajdę swoje
mniejce w życiu, bo też uwielbiam podróże. Na razie byłąm w USA na
wakacjach i w CZechach na nartach.


Droga Magdo,

Myślę, że w książce „W dżungli życia” znajdziesz wiele odpowiedzi na swoje wątpliwości. A przede wszystkim znajdziesz tam pewna prawdę, którą odkryłam kilak lat temu i która do dzisiaj wydaje mi się czymś najważniejszym w życiu.

Krótko mówiąc, Twój problem nie polega na tym, że masz zbyt złożoną osobowość albo że nie masz przyjaciela, który potrafiłby zrozumieć co czujesz. Problem polega na tym, że Ty sama nie zrobiłaś dotąd nic, żeby poznać i zrozumieć swoją duszę. Podświadomie czekasz aż ktoś zrobi to za Ciebie. I tutaj niestety bardzo się mylisz. Możesz czekać do końca świata, ale nie zjawi się na ziemi taka osoba, która będzie w stanie zrozumieć kim naprawdę jesteś, co czujesz, o czym marzysz. Możesz to zrobić tylko Ty sama. Poznać siebie, zrozumieć czego najbardziej pragniesz, zastanowić się jakim człowiekiem chciałabyś być i jak to osiągnąć. Wtedy znikną Twoje kłopoty ze zdrowiem, jedzeniem, samotnością i wiele innych trosk. Poznaj siebie. Porozmawiaj ze sobą. Zaprzyjaźnij się ze sobą. Jak to zrobić – piszę dokładnie w książce „W dżungli życia”.

Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę odnalezienia radości :)

Dzień Dobry Pani Beato!

Nazywam się Justyna, mam 15 lat i jestem pod wrażeniem Pani audycji w Radiu Zet. Są one niezmiernie ciekawe i żałuję, że trwają one tak krótko.
Niedawno mówiła Pani o życiowej pasji, która jest niezmiernie ważna w życiu każdego; która nadaje sens codziennej rutynie. Podziwiam Pani pasję, która jest dla mnie przykładem jak dążyć do celu, nie bać się wyzwań i stawiać im czoła.

Chciałabym się podzielić z Panią moim dotychczasowym zamiłowaniem, gdyż mam nadzieję, że zaciekawi ono Panią choć w małym stopniu.
Mieszkam w małym miasteczku Wilamowice koło Oświęcimia. Jest ono dość ciekawym zjawiskiem, gdyż do tej pory ludzie rozmawiają ze sobą w języku niespotykanym w Polsce. Jego brzmienie jest podobne do języków starogermańskich, a nazywa się "Wymysojeryś"- "Wilamowski". Został on zakorzeniony tutaj przez osadników z XIII w. sprowadzonych na te tereny przez księcia oświęcimskiego po najazdach tatarskich. Jego dalsza historia jest dość długa i nie będę jej tu przytaczać, ale dodam jeszcze tylko, że tym językiem można "dogadać się" z Niemcem, Holendrem i Belgiem.

Niestety, w czasie PRL-u mówienie po "Wilamowsku" między sobą, a także noszenie tradycyjnych strojów będących zlepkiem kulturowym Niemiec, Polski, a nawet Turcji, było zakazane. Osoby nie przestrzegające tego zakazu były bite i więzione. Przyczyniło się to do stopniowego wymierania tradycyjnych obrzędów, języka i strojów. Obecnie jedynie najstarsi potrafią mówić w "Wymysojeryś kuza" i mało kogo obchodzi to, że pod naszymi nosami umiera siedemsetletnia kultura.
Jedną z jej pozostałości jest obrzęd kultywowany praktycznie przez całe miasteczko w Poniedziałek Wielkanocny. Młodzieńcy przebrani w kolorowe kostiumy i maski mające ukryć tożsamość "śmierguśnika", czekają od rana na rynku by polewać dziewczyny wychodzące z kościoła. Dla dziewczyn jest wielkim dyshonorem, przejść wtedy przez rynek suchą.

Ja z moim kolegą Tymoteuszem, staramy się przywrócić dawną świetność tego starego języka , by nie zaginął on bezpowrotnie. Przynależymy do Zespołu Regionalnego, podtrzymującego tradycyjne tańce i pieśni.Za punkt honoru wyznaczyliśmy sobie naukę języka "Wymysojeryś", by ktoś mógł przekazywać wiedzę przyszłym pokoleniom. Od paru miesięcy staramy się napisać także podręcznik do jego nauki.

Nie zawsze jest nam łatwo, gdyż ze swoją pasją musimy jeszcze godzić szkołę do której musimy dojeżdżać aż do Bielska-Białej, a także inne obowiązki. Jesteśmy jednak pełni zapału i energii.

Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować cel jaki sobie postawiłam, konsekwentnie do niego dążąc, tak jak Pani. Myślę że choć trochę udało mi się Panią zainteresować moją pasją, tak jak Pani imponuje mi swoją. Dziękuję za cierpliwość.Życzę Pani powodzenia w dalszych przedsięwzięciach.

Z najlepszymi życzeniami
Justyna


Justyno, jestem przekonana, że osiągniesz swój cel. jestem tez pewna, że uda Ci się łatwo zrealizowac wszystkie następne cele, jakie przed soba postawisz. Gratuluję Ci wiedzy o regionie, w ktorym mieszkasz i przyznaje, że dopiero od Ciebie po raz pierwszy usłyszałam o języku wilamowskim. I na pewno nie po raz ostatni :)

Serdecznie pozdrawiam Ciebie i Tymoteusza, jeżeli tylko znajdziecie ciekawostki dotyczące swojego regionu, bardzo chętnie o nich przeczytam :)
Witam serdecznie Pani Beato:))

Pani Beato nie wiem czy mnie pamiec nie myli, czy moze mi sie to tylko przysnilo, ale czy bedzie Pani ostatnia ksiazka "Poradnik Globtrotera" wydany w twardej oprawie? Jesli tak, to kiedy? I jeszcze jedna sprawa: czy bedzie wznowienie "Blondynka wsrod lowcow teczy" w formie i opraiw jak to mialo miejsce z "Blondynka w dzungli"?

Pozdrawiam
--
Łukasz

Łukaszu, nie przyśniło Ci się :) Rzeczywiście w maju ukaże się nowe wydanie „Poradnika globtrotera”, nie tylko w twardej oprawie, ale i z nowymi fotografiami, nowym układem tekstu, rozszerzonym indeksem oraz z podpisami do wszystkich zdjęć.

W maju ukaże się też wznowienie „Blondynki wśród Łowców Tęczy”, która po raz pierwszy została wydana kilka lat temu i całkowicie wyprzedana. Nowe wydanie zostało przygotowane przez National Geographic – z fotografiami, rysunkami, w twardej oprawie, czyli w wersji albumowej, tak jak „Blondynka w dżungli” rok temu. Do zobaczenia na targach Książki w maju w Warszawie :)

Dzień dobry
Mam do Pani pytanie i prośbę.
Otóż czy mogłabym przesłać na Pani adres książkę "W dżungli życia" w kopercie zwrotnej z prośbą o dedykację?

Książkę chciałabym podarować przyjaciółce, dużej trzydziestoparoletniej dziewczynce:), która bardzo się pogubiła. Znalazła się w takim punkcie życia, z którego nie może ruszyć dalej, choć głowa pełna marzeń.
Myślę, że dobrze by jej zrobiło przeczytanie tej książki. A Pani kilka słów byłoby dodatkowym prezentem.
Dziękuję


Anita

Pani Anito, oczywiście - prosze wysłac książkę na moje nazwisko na adres Radia ZET, ul. Żurawia 8, 00-503 Warszawa, proszę pamiętac o podaniu adresu zwrotnego i imienia osoby, dla ktorej ma być dedykacja :)
Powrót