onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Kambodżańska skrzynka pocztowa (74)

Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.



Witam, Pani Beato.
Dosyć długo nosiłem się z zamiarem napisania do Pani. Ostatecznie uznałem, że pojawienie się na onecie fotoreportażu z pani wyprawy, to znak, że wreszcie powinienem to zrobić. Jakiś czas temu przeczytałem Pani książkę pt: "W dżungli życia", którą kupiłem w zasadzie dla mojej kuzynki. Książka uswiadomiła wiele spraw, a zwłaszcza to, jak bardzo oddaliłem się od prawdziwego życia, od moich marzeń oraz jak bardzo czuję się uwikłany i zniewolony. To jest tak, jakbym w ogóle nie panował nad swoim życiem, lecz był miotany tu i tam, żyjąc w sposób, w który tak naprawdę nie chcę żyć. Próby buntu są gaszone przez zdrowy rozsądek, który mówi: "O co ci chodzi? Przecież wszyscy tak żyją. Tak musi być - takie jest życie". Tylko czasem mały chłopiec, który wciąż we mnie jest, popłakuje cicho - bo on miał inne wyobrażenia o życiu i szczęściu. Jednakowoż uważam, że prawdziwe, trwałe szczęście, to raczej stan umysłu i wewnętrznego zadowolenia, niż zewnętrzne okoliczności, które sprawiają, że czujemy się trochę lepiej. Co z tego, skoro mój umysł i dusza są chore... Jako neurotyk żyję w ciągłym napięciu i stresie, a nieustanne wahania nastroju i stany depresyjne nierzadko prowadzą do myśli samobójczych. Jestem osobą zamkniętą w sobie, a kontakty z ludźmi są dla mnie bardzo trudne i męczące. Sądzę, że wynika to z braku pewności siebie i niskiej samooceny, stąd wszelkie próby dokonania zmian w życiu są torpedowane już na początku - "i tak się nie uda, to nie ma sensu". Lepsze jest dobrze znane piekiełko, niż coś nieznanego, co budzi lęk. Jak to zmienić Pani Beato? Jak uwierzyć w siebie i w to, że zmiana jest możliwa? Przepraszam za zbyt długi list i takie "wywnętrzanie się"  tutaj.
 
Łączę pozdrowienia
Sławomir




Panie Sławku, to prawda, że „trwałe szczęście to stan umysłu”, a nawet powiedziałabym, że dzięki treningowi własnego stanu umysłu można swoje życie doprowadzić do stanu trwałego szczęścia. To wynika z tego, że trzeba najpierw wypracować w sobie wewnętrzną siłę, dzięki której można panować nad „zewnętrznymi okolicznościami”, a dzięki temu zrealizować wszystko, co człowiek sobie zamarzy. To fantastycznie, że dopuścił Pan do głosu tego małego chłopca. Niech Pan go nauczy odpowiedzialności, silnej woli i konsekwencji w działaniu.

Jak uwierzyć w siebie? Chyba już pan uwierzył – skoro napisał Pan do mnie taki list.

Samo nic się nie zmieni. Zmieni się tylko to, co sam Pan w swoim życiu doprowadzi do zmiany. Będę trzymać kciuki :)

Dzień dobry Pani Beato:)
Niedawno przyjaciółka podarowała mi na imieniny książkę "W dżungli życia", widać dobrze mnie zna, bo taka książka była mi teraz bardzo potrzebna. Samotność, brak samoakceptacji to problemy, z którymi spotykam się na co dzień. Po lekturze Pani książki przestałam już udawać przed samą sobą, że wszystko jest w porządku i postanowiłam zastosować się do Pani rad. Oczywiście nie wszystko da się od razu wprowadzić w życie, ale małymi krokami w końcu osiągnę swój cel. Od czasu przeczytania "W dżungli życia" patrzę inaczej w lustro, zmieniłam swoje podejście do samej siebie, częściej się uśmiecham. Zrobiłam listę rzeczy które są dla mnie naprawdę ważne i które sprawiają mi największą radość, na pierwszym miejscu znalazło się podróżowanie. Kiedyś obiecałam sobie, że po maturze pojadę w podróż dookoła Francji. Zrozumiałam, że mogę to marzenie urzeczywistnić, wystarczy tylko zebrać pieniądze i paru przyjaciół, a do matury mam jeszcze 2 lata więc na pewno zdąże:).
Dziękuję Pani za tę książkę i czekam na kolejne.
Pozdrawiam, Karolina. 



Pani Karolino, będę trzymała kciuki za to, żeby skutecznie udało się Pani przebrnąć przez wszystkie zasadzki dżungli życia. Czasem wydaje mi się, że każdy człowiek przychodzi na świat z pewnego rodzaju autodestrukcyjnym potworem we własnej duszy. Trzeba włożyć trochę wysiłku w to, żeby się od niego uwolnić. Jestem pewna, że to się Pani uda. I życzę fantastycznej wyprawy do Francji
Dzień dobry Pani Beato,


podobno młodość to najlepszy okres w życiu człowieka. Podobno też młodość ma swoje przywileje i że jest to szalony czas. Teoretycznie jestem więc młoda, jednak czuję się tak, jakbym przeżyła lat tysiąc, a nie dwadzieścia z małym okładem. Nie jestem pewna swoich wyborów ostatnio, bardzo trudno jest mi postawić krok naprzód. I tak sobie chadzam poboczem.
Wyszłam za mąż dwa lata temu. Facet wymagający całkowitego podporządkowania żony wobec męża. Zafascynowany kulturą wedyjską, Indiami, rudrakszą ponoć daną człowiekowi przez Boga. Czuję się jak w klatce. Gdy zostaje otwarta, zbyt strasznym wydaje się lot w górę, jakby miało mnie spotkać zniszczenie. Przed związkiem miałam trochę planów, jakichś marzeń. Teraz bardzo się boję. Boję się odejść z tego małżeństwa, odciąć się, boję się też być w tym związku. Boję się, że zwyczajnie nie podołam. Niby walczę o jakąś niezależność, napotykam jednak ogromną siłę przyciągania swojego małżonka. To bardzo inteligentny człowiek, siła jego perswazji dorównująca niejednemu adwokatowi. No i ja. Jakaś wyłączona, niepewna, nieśmiała. Nie wierzę, że mam jakiekolwiek możliwości w życiu. Spalam się obojętnie czy jestem sama czy z nim. Bez niego jeszcze bardziej samotna. Nie chcę też całkowicie zmieniać się dla niego. Czuję się jak piesek poddany tresurze.

Pozdrawiam serdecznie,
proszę wybaczyć ten list.


Pani umiera za życia. I widzi pani zbliżającą się śmierć Pani duszy, ale jest Pani zbyt strachliwa, żeby się przed tym bronić. Niech się Pani ratuje.

Sama Pani wie, że związek z drugim człowiekiem powinien być szczęśliwy i dobry dla obu stron. Sama Pani rozumie, że Pani związek taki nie jest.
Ale sama Pani podejmuje decyzje odnośnie swojego życia. I tylko w Pani rękach jest przyszłość. Nie robiąc nic, skazuje się Pani na następne lata smutku i takich uczuć, jakie opisała Pani w liście.

Tylko Pani może podejmować decyzje o swoim życiu i tylko Pani będzie ponosiła ich konsekwencje.
Jeśli będzie Pani w życiu nieszczęśliwa, to tylko na własną prośbę.
Dodam na pocieszenie, że wiem, jak trudno jest się odnaleźć w takiej sytuacji i znaleźć w sobie odwagę i siłę, żeby kierować swoim życiem. Jak ja tę siłę znalazłam, opisałam w książce „W dżungli życia”. Może znajdzie tam Pani coś dla siebie, serdecznie pozdrawiam,

Szanowna Pani Beato

Zazwyczaj jak przeczytam książkę, która mnie poruszy, mam ochotę podzielić się swoimi odczuciami z Autorem. Co prawda nigdy tego nie zrobiłam, ale teraz - tak.

Dostałam na urodziny (34...) Pani książkę "W dżungli życia" i żałuję, że nie dostałam jej np. na 30 albo na 25 urodziny albo od razu na 18. Być może uniknęłabym wielu ślepych zaułków i nie zrobiła wielu głupstw w moim życiu. Tak naprawdę mijają zaledwie dwa lata od chwili jak znalazłam swój życiowy spokój, mądrość, która kazała przestać mi robić wszystko, by zasłużyć na akceptację i aprobatę innych ludzi, kazała cieszyć mi się drobnymi radościami, być dla siebie dobrą, przestać się spinać, czekać na księcia z bajki, który zjawi się i od ręki rozwiąże moje problemy itp itp itp. Odkąd - to duże słowo - jestem szczęśliwa. Moja droga do tego odkrycia była długa i dramatyczna, są w niej etapy, których się wstydzę i których nie jestem dumna, ale jestem dumna z siebie, że ją przeszłam. Co prawda trochę po omacku i na około, ale jednak.


To co jeszcze przede mną to sprawa tego, co chciałabym robić, jak yyyyy... dorosnę. Praca. Żeby była miłością, pasją, tak jak w Pani przypadku. Ta, którą wykonuję daje mi jako takie pieniądze i stresy. Mało, malutko satysfakcji. Sposobię się do tego, by zniknąć stamtąd i zacząć robić coś co przyniesie mi radość i spełnienie. Problem w tym, że nie za bardzo wiem, co to jest, ale czuję że ma jakiś związek z pisaniem.


Wracając do Dżungli życia - mam kilka koleżanek, które dostaną ją ode mnie w prezencie, może one dojdą do wniosków do których doszła Pani (... i ja...) prędzej i łatwiej. Ale kupię dla nich osobne egzemplarze, ten mój, urodzinowy prezent zostanie u mnie, bo to dla mnie książka uniwersalna. Wczoraj np czytałam rozdział "To co mam" mojemu sześcioletniemu synkowi, który marudził, że ma za mało zabawek. Słuchał uważnie a wieczorem, kiedy zasypiał, powiedział mi: przykryj mnie tą kołderką, ojej jak dobrze że ją mam.

Bardzo dziękuję za tę książkę.
Pozdrawiam.
Iga

Pani Izo, jestem szczęsliwa, że znzlazła Pani na kartkach tej książki coś dobrego dla siebie. Może chciałaby Pani przyjść na targi Książki w Pałacu Kultury i Nauki w sobotę lub w niedzielę? Będe podpisywac moje ksiązki, mogę złożyć specjalne dedykacje dla Pani przyjaciółek. W sobote bede od godz. 12.00 na stoisku National Geographic, w niedzielę od 14.30 na stoisku wydawnictwa Latarnik, czyli wydawcy "W dzungli życia". Serdecznie zapraszam :)
przed chwilą przeczytałam fragment pani książki W dżungli życia, zwróciłam szczegółną uwagę na to, że jedną z prawd jaką Pani zrozumiała jest to, że,, jeżeli chcę cokolwiek osiągnąć w życiu, muszę to po prostu zrobić sama", taką samą prawdę niedawno również odkryłam, również musiałam do tego dojsc sama, mialo to zwiazek z moimi studiami, pochodze z dosc malego miasta i wydawalo sie, ze ze studiowania wymarzonego kierunku nici, pare dni przed maturą olsnilo mnie, ze przeciez nie musze nikogo prosic o pieniadze, nie musze rowniez stuiowac czegos w moim miescie skoro zaden kierunek z oferowanych mnie nie interesuje, zrozumialam, ze przeciez sama moge isc do pracy, wczesniej nawet o tym nie pomyslalam, jakby istnialy tylko studia dzienne. na szczescie teraz biore moj los we wlasne rece i nie uzalam sie nad tym jaka jestem biedna itd. Na podstawie przeczytanego fragmentu sadze, ze pomogla Pani jakiemus mlodemu czlowiekowi w trudnych dla niego czasach, na pewno kupie i przeczytam cala pani ksiazke i polecę znajomym :-) Pozdrawiam bardzo serdecznie.


Pani Kasiu, w naszej częsci swiata dzieci od najmłodszych lat są uczone tego, zeby nie być samodzielne. Uczy sie nas zalezności od dorosłych, kaze wykuwac na pamięć numery ustaw i uchwał - zamiast uczyc samodzielnego myslenia i wartości posiadania wlasnego zdania. Niełatwo otrzasnąc się z takiego sposobu myslenia, ale jak juz ktoś uświadomi sobie, że w zyciu trzeba się kierowac zdrowym rozsądkiem i wlasnym zdaniem, a nie bezradnościa, to da sobie rade - tak Jak Pani i tak jak ja. Zycze powodzenia i trzymam mocno kciuki :)

Witaj. Wybieram się do Peru i Chile. Ty te rejony znasz jak własną kieszeń, więc proszę o kilka rad. Chcemy zobaczyc Machu Picchu. Można tam dojechać pociągiem, tylko podobno pociągi tam jeżdżą nieregularnie i to najłagodniejsze określenie.

Teraz jeśli chodzi o łączność z Polską. Czy nasze telefony faktycznie nie lubią współpracować z tamtymi sieciami komórkowymi? na wszelki wypadek chcę wziąć dodatkowy telefon bez sim-locka, by móc kupić na miejscu kartę prepaid. Warto? Czy w santiago de Chile i Limie są kawiarenki internetowe?  Sprawdziłam w necie co prawda, że w hotelach, w których będziemy spać, internet jest, ale nie raz już się przekonałam, że to określenie baaardzo wieloznaczne:-)

Byłabym też wdzięczna za kilka dobrych rad ogólnych. Pozdrawiam serdecznie. Maria



Marysiu, żeby dojechać do Machu Picchu, musiałabys z Limy dotrzec do Cuzco. Pociag czy autobus jedzie przez wysokie góry krętą drogą, podróż trwa kilkanaście godzin, jest bardzo ciekawa, ale trzeba miec na to sporo czasu, bo w Peru nikomu się nie spieszy i nikt nie daje gwarancji dotarcia do celu na czas. Co ma oczywiście dodatkowy walor poznawczy :)

Nie pamiętam czy telefon komórkowy dziala w Peru, ale wydaje mi się, że TAK. Wszedzie na świecie dzialają nasze komorki, podłączając się do lokalnej sieci.

W calym Peru jest pelno kafejek internetowych, nie powinnaś mieć problemu ze znalezieniem internetu. czasem sa ograniczenia w ich uzywaniu - np. nie wolno podłączac swojego pen drive’a etc.

Czy znasz hiszpański? Jesli nie, to dobrze byloby poznac choc kilka podstawowych slow i wyrazen. W Peru tylko w drogich hotelach ktos bedzie mowil po angielsku, na ulicy ludzie raczej znaja tylko hiszpoański.

Jesli masz delikatny zolądek, unikaj surowych potraw, surowych owoców i warzyw - szczególnie sałaty.

W Limie jest dużo kieszonkowców - ale nie agresywnych, tylko takich, którzy czyhaja na okazję. Nie nos portfela w kieszeni spodni ani w tylnej kieszonce plecaka. Bardzo uwazaj na na zatloczone miejsca. Nigdy nie odstawiaj plecaka podręcznego pod stol albo nie wieszaj go na oparciu krzesla. Najlepiej trzymaj go na kolanach, bo plecaki podreczne "znikają" w Limie.

Udanej podróży i wielu wrażeń, ktorych na pewno Ci nie zabraknie :))

Kochana Blondynko,
To było raczej pewne, że po przygodach na rzece Ukajali sięgnę po resztę Pani książek. I tak spędziłam długi weekend na Kubie i w dżungli życia.

Co do Kuby - wyjechałam stamtąd z podobnymi odczuciami - jako mocno zawiedziona/oszukana turystka o aspiracjach podróżniczki. Że też Kubańczycy nie zapadli jeszcze w zbiorową schizofranię. A może już to się stało? Bo jak inaczej przetrwać w tym dychotomicznym świecie? Próbowałam na plaży w Varadero, popijając Cuba Libre ;) Barman pocieszał - ty się niczym nie przejmuj, pij, ciesz się słońcem i nie myśl.

Nie wiedziałam, że pani jest literatką. Nie zorientowałam się po Ukajali. Myślałam, że wszyscy podróżnicy tak mają. Że czyta ich się z zapartym tchem. Załączone do "dżungli życia" opowiadania są niezwykłe. Znalazłam się przez moment w krainie czarów. Rozdziały o priorytetach wywieszę sobie nad biurkiem i może wrócę do tego, co było kiedyś najważniejsze:)

Pozdrawiam, Agnieszka

Pani Agnieszko, dziękuję, cieszę się, że znalazła Pani chwilę wytchnienia w moich książkach. Proszę się szykować na więcej  Jeszcze w tym roku ma się ukazać ciąg dalszy „W dżungli życia” , gdzie znów napiszę o tym, co mi się wydaje absolutnie najważniejsze… :)
Witam Pani Beato!

Chciałam napisać Pani tylko, że jest Pani moim MASTEREM:) podziwiam
Panią za bycie podróżnikiem z taką pasją i z taką pogodą ducha. Dlatego
też dedykuję Pani jeden z moich mini-wierszyków:

Być jak anioł w przestworzach...
przemierzać świat cały,
łykając każdy oddech wiatru,
biorąc w ramiona każdy promień słońca...

Myślę, że ten opis idealnie pasuje do Pani osoby i proszę pozostać do
końca tym aniołem w przestworzach...:)

Pozdrawiam,
Ola


Olu, dziękuję za dobre słowa i wierszyk. Serdecznie Cię pozdrawiam i życzę Ci znalezienia w sobie takiej mocy, która spełni wszystkie Twoje marzenia i zaprowadzi Cie w życiu tam, gdzie chciałabyś najbardziej być :)
witaj.

już parę miesięcy temu chciałam do Pani napisać.
po tym jak przeczytałam o Pani w gazecie ciekawą historię Pani życia itp.

nie mam odwagii podjąć decyzji odnośnie mojego życia.
jestem na etapie rozmyślań czy zostać z mężem czy nie.
niestety nie mam odwagi zostać z nim i odwagi na to by odejść.

czy podróż w nieznane jest lekarstwem i pomocą w zdecydowaniu co dalej?

marzyłam o tym juz dawno...
a teraz czuję że sie duszę że "umieram"...

proszę wybaczyć szczerość...

asia


Asiu,
Z bliska wszystkie sprawy wydają się trudne i zagmatwane. Podróż w nieznane nie rozwiązuje problemów, ale pozwala spojrzeć na nie z innej, dużo lepszej perspektywy. Jeśli nie wiesz co zrobić, jeśli czujesz, że kręcisz się w kółko i nie jesteś w stanie podjąć żadnej decyzji, wyjedź choćby na kilka dni do spokojnego miejsca. Najlepiej wyjedź sama, zgaś telefon, nie odbieraj poczty mailowej. Pozwól, żeby Twoje myśli pobiegły dokąd chcą. Najprawdopodobniej wrócą do Ciebie z gotowym rozwiązaniem. Będę trzymała kciuki!
Dzień dobry Pani Beato :)))))
Bardzo podobają mi się zdjęcia z Pani wypraw, zwłaszcza z ostatniej w Kambodży i Tajlandii. Chciałabym się zapytać, jakiej marki aparatu Pani używa? I jeszcze może jakich obiektywów Sama fotografuję i mam zamiar kupić sobie nowy aparat dlatego mam nadzieję, że pomoże mi Pani w wyborze, zdaję się na Panią Jestem miłośniczką fotografowania a Pani zdjęcia z wypraw bardzo mnie inspirują do dalszego rozwijania pasji, również podróżniczych.

Czy jest możliwość dostania Pani zdjęcia lub książki z autografem?

Z góry dziękuję i pozdrawiam :))))


Od lat uzywam aparatów fotograficznych Canon, najpierw analogowych, teraz cyfrowego. Mam do niego trzy obiektywy o ogniskowych od 20 mm do 400 mm. Ostatnio testuję także aparat Lumix L1 - pierwszą lustrzankę wyprodukowana przez firme Panasonic, i jestem z niej zadowolona.

Jesli chodzi o autograf - proszę przysłać adres, chętnie wysle :)
Dzień dobry Pani Beato! Zaczynam banalnie, bo tak naprawdę nie wiem jak. Mam na imię Michalina, ale co człowiek woła na mnie. Zależnie od sympatii do mnie, poznanania mnie, a może jeszcze innych, zupełnie mi nieznanych kryteriów. Za trochę ponad dwa miesiące skończę 18 lat. Jestem "świeżo" po przeczytaniu Pani książki " W dżungli życia" i... jestem głęboko pod wrażeniem. Ma Pani bardzo silną osobowość, a już na pewno jest Pani pewna swoich racji, marzeń etc. Wiem, że to straszne, ale nawet trochę Pani zazdroszczę. Może nie przeszłości, bo z taką, jaką miała Pani, na pewno bym sobie nie poradziła. Zazdroszczę, że umiała Pani odszukać i zrealizować swoje marzenia. Ja mam ich wiele. Dość często słyszę, żebym nie bujała w chmurach, ale czy to źle? Często marzę o przedarciu się przez amazońskie dżungle, spłynięcia wzdłuż Colorado, zobaczeniu Kanionu Wielkiego, okryciu każdego zakamarka New Delphi, przyzwyczajeniu się do smaku yerba meta... i o wielu innych rzeczach. Ale to tylko marzenia... choć czynią moje życie zdecydowanie piękniejszym. A cel mojego listu jest taki: bardzo, bardzo dziękuję Pani za "W dżungli życia". Dla wielu ludzi to tylko kolejna książka, ale dla mnie zdecydowanie wskazówka: jak żyć...


Michalino, cudownie jest marzyć, bo marzenia przyblizają cały świat :) Bujanie w obłokach czasem tez sie przydaje, bo otwiera wyobraźnię. Ale jednocześnie trzeba coś w zyciu robić. Samo bujanie w oblokach nie wystarczy. Trzeba rozwijac swoje talenty i zainteresowania, pracowac nad swoim charakterem i osobowością - stąd bierze się siła do tego, żeby realizowac marzenia i radzic sobie z codziennymi problemami. Trzymam za Ciebie kciuki i serdecznie pozdrawiam :)
Pierwszy list jaki napisałem do Pani przepadł gdzieś w mroku dziejów. Ale to nie ważne, zajmijmy się czym innym.
Jak łatwo zauważyć stała się Pani ostatnio taką "psycholożką", dzięki której ludzie odzyskują marzenia, pasje, ogólnie radość życia. Prawie wszyscy powołują się na Pani książkę "W dżungli życia". Niestety, nie miałem przyjemości mieć jej w swoim ręku. Przeczytałem tylko trzy fragmenty umieszczone na stronie i z miejsca mi się niesamowicie spodobały. A w szczególności ogólne przesłanie jakie do nas wszystkich jest skierowane pod tymi słowami. Można powiedzieć, że "odwaliła" Pani kawał dobrej roboty. Właśnie takiego dobra ludzie w tym naszym nieco szurniętym wieku potrzebują. Ja także.

We wrześniu będę miał piętnaście lat. Kilka miesięcy temu uświadomiłem sobie, że moje młode życie jest jak ten przysłowiowy papier toaletowy. Powolna egzystencja, jakiej smakuje znaczna większość naszego społeczeństwa, czyli tandem dom - szkoła, czy też praca, jakieś tam małe, bezsensowne rozrywki. Wkurzyłem się niepomiernie na samego siebie, ale także na innych, którzy tak sobie biernie egzystują, niby ciesząc się życiem, wygłupiając się i nie mając żdnego celu do którego będą dążyć. Do tego dochodzi wszechobecne zobojętnienie i pesymizm - "A po co? I tak nic się nie zmieni.", "W tym kraju nic się nie uda." - samemu nie starając się w ogóle dać coś z siebie, psiocząc na polityków, szefa, księdza. Dzięki takiej oślej postawie nie mogę znaleźć w swoim otoczeniu nikogo, kto dał by się namówić do realizacji jednego z moich wielkich, niespełnionych marzeń, czyli stworzenia własnej grupy rekonstrukcji historycznej. Trzeba do tego środków, ale wystarczyłoby, żebym znalazł choć jednego człowieka, który by dążył wraz ze mną do tego i w końcu by się nam udało. Na najbliższe otoczenie już nie liczę, bo wiem, że albo mają całkiem inne zainteresowania, albo nie mają żadnych. Teraz już nie wiem nawet, gdzie mam szukać. Koledzy? Co niektórzy są naprawdę "w dechę", ale o czym gadać z kimś, z kim nie ma się w ogóle żadnych wspólnych pasji, zainteresowań? Żyję bez przyjaciół, do tej pory nikogo nie spotkałem, kto nadawałby się na tą rolę. Dzięki temu wszystkiemu czuję się samotny i mimo, że jestem z natury bardziej samotniczy, niż stadny, to jest mi z tym źle i nie bardzo wiem, jak mam się z tym uporać.

Jakiś czas temu uświadomiłem sobie, że moje życie nie ma jakiegoś celu, do którego powinienem dążyć. Czytając magazyny, takie jak "Poznaj świat" coraz bardziej się w tym utwierdzałem. Załamanie. Jednak po długim kryzysie, w którym szukałem tego "czegoś" w końcu doszedłem do punktu, z którego mogę się odbić i rozpocząć prawdziwe, szczęśliwe życie. Zrozumiałem, że powinienem zająć się swoimi pasjami - kocham historię, pochłaniam książki, szczególnie uwielbiam powieści Juliusza Verne, interesuje mnie świat, geografia, stosunki między państwami. Jak mała roślinka rośnie we mnie pasja do pisarstwa. Wiem jednak, że nie będzie łatwo zajmować się tą sztuką. Jest to miłość, która czasem pod koniec potrafi dać siraczystego policzka. Szczególnie tu, w Polsce, życie pisarza nie jest łatwe - nawet najlepsi pisarze zarabiają grosze, a przebić się jest potężnie trudno. Z tego względu zazdroszczę Pani. Marzę o wydaniu swojej powieści (historycznej, oczywiście). Chcę się wybrać na Islandię, do północnej Afryki. Wiem jednak, że jeszcze nie czas i spokojnie czekam na dogodny moment. Nie chcę skończyć jak większość ludzi w XXI w. - biuro, dom, biuro, dom. Chcę być takim człowiekiem, jakim Pani jest. To znaczy z pasją, żyć pełnią życia. Mam marzenia, wychodzę z dołka, nie mogę znaleźć bratniej duszy. Czuję, że mam w sobie duże pokłady siły, ale jestem teraz jak ten granat, z którego wystarczy wyjąć zawleczkę. Ja wciąż nie mogę wyciągnąć tej zawleczki i nadal jest mi ciężko.

Mimo, że większość ludzi jest bierna życiowo, to i tak poznałem, czy to osobiście, czy nie, ludzi i opowieści, które dają do myślenia - "Rusz swoje cztery litery! Działaj!".Między innymi dziękuję grupie Trzask.pl. Nie opuściłem ani jednej ich prelekcji w naszej szkole.

Jak wyciągnąć zawleczkę... Ech.

---

Mam propozycję, odonośnie Oliwkowa. Czy nie warto byłoby stworzyć forum, na którym ludzie zagubieni, z pasją mogliby rozmawiać o swoich problemach, rozterkach, marzeniach?

To co napisałem, to i tak mała część tego, co we mnie siedzi. I pisać będę jeszcze nie raz, chyba, że Pani się to nie spodoba.

Darek

Darku, dobrze myślisz. Smutno żyją ludzie, którzy są bierni i swoją energię zużywają na narzekanie. Każdy człowiek jest w środku jak taki "granat" i od niego tylko zależy, czy uda mu sie wyjąc zawleczkę, czy też nie. Niektórzy ludzie przez całe życie czekają aż przyjdzie KTOŚ albo COŚ, co uruchomi ich wewnętrzną siłę, i raczej nie doczekują tej cudownej chwili. Zamiast czekać, trzeba zacząć pracować nad sobą i wypełnić swoje zycie pozytywnymi myslami, pozytywnymi wartościami i postawić przed sobą jakiś dobry, pozytywny cel.

Buddyści twierdzą, że każda sekunda zycia czlowieka ma wplyw na jego dalsze życie. Człowiek sam ksztaltuje swoją przyszlość. Każda dobra mysl, dobry czyn, dobre slowo, pozytywna praca nad sobą przynosi następne dobre myśli, zdarzenia i pozytywne "zrządzenia losu". Dobra energia przyciąga dobrą energię. I odwrotnie.

Nie narzekaj więc, nie zastanawiaj się do czego Cie to doprowadzi, bo nikt nie jest w stanie odgadnąć nawet w przybliżeniu jak bedzie wyglądało jego zycie za 5 czy 10 lat. Znajdź czas, żeby robić to, co jest dla Ciebie najwazniejsze, rozwijaj swoją pasję i czerp z tego radość. I radośc dostaniesz w zamian od losu.

P.S. Forum w Oliwkowie juz jest - na tej zasadzie działają wpisy Tubylców i Gości pod treścią "Dzienników" .

Pani Beatko, odkryłam Panią niedawno poprzez książkę "W dżungli życia".

I dopiero zaczęłam kojarzyć - aha, to ten miły, młodzieńczy głos, który mi co niedzielę umila czas w kuchni podczas gotowania obiadku. Pani książkę - ja nauczycielka gimnazjum z prawie 30-letnim stażem - przeczytałam jednym tchem. Przepisałam kilka cytatów - wskazówek życiowych i umieściłam na gazetce w swojej klasie II gimnazjum. I od tej pory toczy się batalia o książkę, a jest tylko jeden egzemplarz w naszej gminnej bibliotece. A ja się cieszę, że czytają, bo przecież wśród moich uczniów nie brakuje problemów z odchudzaniem się, piciem alkoholu, głupimi pomysłami, ale przede wszystkim z brakiem wiary w realizację marzeń. Opowiedziałam więc historię dziewczyny, która stojąc na balkonie marzyła o podróżach...i trafiłam w serca, swoje zresztą też. Życzę wszystkiego dobrego.

Ewa


Pani Ewo,

to dla mnie największa radość, że mogę pokazać komuś dróżkę przez dżunglę życia i opowiedzieć na własnym przykładzie co jest dobre, a co złe i jakie mogą być tego konsekwencje.

Myslę, ze dzisiejsi młodzi ludzie mogą byc jeszcze bardziej zagubieni niz ja byłam kiedyś, bo teraz w telewizji i w reklamach lansuje się styl życia polegającego na szybkim dostarczaniu sobie krótkich przyjemności. I wtedy równie prędko w człowieku narasta coraz to większe poczucie pustki i niespełnienia.

Proszę mi podać adres Pani szkoły, przyślę kilka słów zachęty dla Pani uczniów :)
Dzień dobry !
Droga Pani Beato raczej nie zaskocze Pani nowymi pytaniami i z pewnością jest to na swój sposób męczące. Jestem 17-nasto letnim Wadowiczaninem obdarowanym przez rodziców imieniem Jonasz. Mam głowę pełną pomysłów i marzeń, ale nie umiem tego przelać na codzienność. Pewnie dla tego że trochę się boje o tą przyszłość - że to wszystko co mnie czeka i co chce zrobić jest takie nie pewne. Więc szukam w Pani pewnych odpowiedzi (to musi być męczący dar - być przykładem i idolką wielu ludzi, ale w pewnym stopniu wpływa pani na ich losy). Mam pewne plany co do oczywiście podróży, kilka miejsc, które che odwiedzić i zobaczyć. Ale nie wiem od czego zacząć, jak to zrobić by moje marzenia nie obróciły się przeciwko mnie? Strasznie mnie wyprawy, trudne warunki i świat pociąga, ale nie wiem jak to zacząć. Ciągle się zastanawiam odwiedzam Oliwkowy świat oglądam czytam i szukam sposobu. Pani dostała "takie coś" i musiałem spytać. Spełnia pani Swoje marzenia codziennie. Bardzo licze na jakieś przyjemne i niekoniecznie wskazówki, porady, albo i nawet przykłady. Cokolwiek co by mogło pomóc. Zapewne mnóstwo ludzi o to prosi - ale to jest Pani dar. Czekam na wskazówki bardzo bardzo

z pozdrowieniami i z życzeniami, by świat zdobywało się jeszcze prościej:

Jonasz

Jonaszu,
to świetnie, ze masz glowę pelną pomyslów i zastanawiasz się jak urządzić swoje życie. Myślę, że zostales waśnie zasypany przez lawinę - opisalam to zjawisko w książce "W dżungli życia". "Zasypanie przez lawinę" polega na tym, że czlowiek ma dużo pomyslow i planów, i im więcej ich ma, tym bardziej bezradny się czuje, bo narasta w nim obezwladniające poczucie, że wszystkiego nie zdąży zrealizować. I wtedy zamiast brać się do pracy, czuje się przytloczony wlasną przyszlością. Dobrze jest sobie uświadomić ten mechanizm, bo jest na to latwa i szybka recepta. Trzeba wybrać JEDNĄ najważniejszą rzecz do zrealizowania w pierwszej kolejności. I nie myśleć o wszystkich pozostalych.

Zastanów się co jest dla Ciebie naprawdę najważniejsze, bez czego nie wyobrażasz sobie życia. I temu poświęć swój czas. Jeżeli marzysz o podróżowaniu, zastanów sie co powinieneś naprawdę zrobic, żeby to osiągnąć. I po prostu zrób to.

Bądź konsekwentny w realizowaniu swojego celu. Nie rozmieniaj się na drobne. Nie rób tego, czego oczekują od Ciebie inni ludzie. Sluchaj swojego serca i podążaj za swoim celem. I nie martw się, że nie zdążysz, że się zgubisz albo zablądzisz. Znajdź w swoim zyciu pasję, ona Cię poprowadzi.
Pani Beato pozdrawiam Panią serdecznie.Jestem zafascynowana Pani audycjami.Zawsze marzyłam o takim podróżowaniu jak Pani,jednak życie przyniosło co innego.Jest Pani niesamowita ,jak Pani to wszystko zapamieta.Ja mam już 50 i dopiero uczę się korzystac z internetu.niech Pani audycja zawsze trwa.
Dziękuję :) Gratuluję pierwszych kroków w Internecie i jestem pewna, że marzenia o podróżowaniu można realizować niezależnie od wieku kalendarzowego. Ważne ile lat ma się w sercu :)
Powrót