onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Nepalska skrzynka pocztowa (75)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

Dziendobry Pani Beato,

Kilka dni temu odwiedzilem Pani strone I dowiedzialem sie, ze mozna uczestniczyc w tym roku w wyprawie pod Pani “opieka”. Juz od dawna ciagnie mnie do Ameryki Poludniowej, ale zawsze a to cos wypadnie, a to niema czasu. Co prawda w tym roku nie dam rady, gdyz juz u mnie krucho z urlopem, ale planowalem podroz wlasnie w tamte strony w roku nastepnym. Chcialem sie zatem zapytac, czy taka wyprawa bedzie organizowana w roku 2009, bo na stronie jest informacja wylacznie na 2008 rok.

Bardzo podobaja mi sie zdjecia opublikowane w galeriach. Mam nadzieje, ze bede mogl tez kilka, przynajmniej w polowie tak dobrych, zrobic wlasnie za rok. Ogladam tez “Podroz z zartem” – fenomenalny program. Jest Pani absolutna gwiazda!

Z gory dziekuje I oczekuje na odpowiedz.

Pozdrawiam serdecznie,

Krzysiek



Panie Krzysiu, najprawdopodobniej w przyszłym roku w listopadzie wyprawa do dżungli odbędzie się jak zwykle. Zastanawiam się także nad dodatkowym „turnusem”, ponieważ miejsca na wyprawę listopadową były już zajęte w lutym.

O wszystkich aktualnych planach na pewno będę na bieżąco pisała na mojej stronie, proszę więc zaglądać tam od czasu do czasu. Serdecznie pozdrawiam i do zobaczenia :)

Pani Beato,
piszę do Pani pod wpływem chwili, emocji....rzadko mi się to zdarza, ale kiedy to robię oznacza to iż jest to naprawde coś ważnego dla mnie. Często po upływie dnia czy paru godzin zaczynam żałować...czuję że moze za bardzo się otworzyłam, może powinnam byc bardziej powsciągliwa w wypowiadaniu się. Wiedziałam to już wczesniej - te wszystkie uczucia przychodzą do mnie z powodu wychowania w poczuciu, że trzeba być "grzecznym", "skromnym", nie narzucac się...jako astrologiczna Waga mam podobno takie predyspozycje do tego, by zawsze zachowywac się "własciwie, jak należy" a nie koniecznie tak jak czuję że bym chciała.

Piszę ponieważ przed chwilą przeczytałam Pani książkę "W dżungli życia", połknęłam ja w trzy dni, chodz pewnie gdyby nic innego mnie nie rozpraszało zrobiłabym to w 1 dzien a potem żałowałabym ze za szybko..Kupiłam ją w prezencie urodzinowym dla mojego taty, który uwielbia ksiązki podróżników. Mnie przyciągneła do niej głównie informacja ze ilustracje są również dziełem Autorki - bo sama rysuję od dziecka :) słowa jak "obraz","ilustracja" wychwytuję jak radar! Tata akurat zaczął czytać coś innego, więc ja postanowiłam skorzystac i przeczytać. Nie potrafię w słowach wyrazić wszystkiego co czułam czytając każdy rozdział, ja wyrażam obrazami to co czuję, a przynajmniej kiedyś tak było.Teraz bardziej wyrażam co myślę....ujscie dla uczuc gdzieś się po drodze zablokowało.

Czytałam i w głowie wyświetlał mi się od razu film, widziałam na przemian -raz Panią a raz siebie... wiele razy myślałam - "no jasne! ja miałam tak samo! do takich samych wniosków doszłam!" więcej razy myslałam jednak - "racja..wiem o tym doskonale...czuje, że to jest dobra droga, ale boję się nią pojsc...ale przeciez kazdy na początku sie boi! Ona też się bała a jednak poszła..teraz mi o tym opowiada." Wiem to wszystko....już widzę siebie przy drzwiach, juz widzę jak wybiegam na świat pelna pozytywnej energii i wiary w to że jesli tylko będe chciała -osiągnę wszystko..ale potem znowu coś się wydarza i ta energia znika...to trochę tak jak tłumaczenie złego nastroju złą pogodą. Mam 26 lat a czuje się jak dziecko ktore wie za dużo. Uciekła mi sprzed nosa "szkolna młodość", i teraz czuję jak dramatycznie pragnę przeżyc to czego nie dane mi było przezyc wtedy, nadrobic pare spraw zeby moc ruszyc dalej. Ale na każdym kroku słyszę i widzę ze to chyba troche nie na miejscu...nie kiedy ma sie JUZ te 26lat...nie widze w sobie kobiety, tylko dziewczynkę uwiezioną w jej ciele i tak tez postrzegają mnie inni...zawsze czuję ze jestem za nimi w tyle. Wszystko u mnie dzieje sie wolniej...może nie bez powodu.

Ale nie chciałam az tak sie rozpisywac ani tłumaczyc bo nie ma po co.

Chciałam tylko Pani powiedziec ze bardzo się cieszę, ze akurat po tę ksiązkę nagle sięgnełam w księgarni.

Chciałam powiedziec ze mimo iz wiem ze jeszcze dluga droga przede mną i jestem w większosci przypadków leniem i tchórzem po prostu, to jednak wciąz podejmuję pruby - tak jak Pani kiedys, i cieszę się że dostałam klejną dawkę pozytywnej energii, od Pani - moze tym razem się uda. A nawet jesli nie, to nie szkodzi. Pani słowa będę pamiętac jeszcze dlugo, bo są dla mnie bardzo cenne.

Na koniec chciałam jeszcze dodac ze czytając miałam wciąz wrazenie, ze czytam słowa mojej najlepszej przyjaciółki,tak jakby to Ona pisała o sobie po wielu latach. Tyle podobienstw dostrzegłam, dlatego od razu przy spotkaniu cytowałam Jej fragmenty bo teraz znajduje się na rozstaju dróg i jak nigdy wczesniej miota sie na wszystkie strony...nie wie co zrobic chodz czuje czego chce. To ja nigdy nie umiałam podjąc decyzji a teraz Ona nagle znajduje sie w takiej sytuacji wiec ja postanowiłam byc SIŁACZEM. Obie dla siebie nawzajem bywamy SIŁACZAMI, są chwile kiedy stajemy sie nimi dla samych siebie i mam nadzieje ze będzie ich coraz więcej.

Dzis zadzwoniła do mnie i powiedziała - "zgadnij co kupiłam!" :) nie wytrzymała z czekaniem az Jej pożycze, kupiła swój egzemplarz. Mam nadzieję że natchnie Ją to tak mocno, ze wreszcie zaufa swojemu wewnętrznemu głosowi i wyruszy w podróż o której od tak dawna marzy.

Mniej więcej od połowy ksiązki chciałam juz do Pani napisac. Potem pomyślałam, że może lepiej nie..na pewno dostaje Pani tysiące takich listów. I wtedy na samym koncu w rameczce pojawił sie text a pod nim - "proszę o listy" i adres mailowy :) nie traciłam więcej chwili na rozmyslania. Po prostu usiadłam i zaczełam pisac. A zaraz zabieram się za doczytanie reszty - tych niepublikowanych wczesniej opowiadan na końcu.

Dziękuję. Dziękuję za tę książkę. Zyczę Pani jeszcze więcej podróży, zarówno geograficznych jak i tych duchowych. Proszę nigdy nie tracic tej pogody ducha. Zresztą..myslę ze i tak już nic jej Pani nie odbierze.

zrobie coś innego niż zwykle-zawsze po napisaniu listu sto razy czytam go i poprawiam, zmieniam tresc, wycinam zbyt wylewne fragmenty po chwili zastanowienia...tym razem ograniczyłam sie tylko do jednego przeczytania,zeby sprawdzic błędy ortograficzne, ktore zapewne i tak się tu znajdą..to moj znak firmowy ;)

Pozdrawiam serdecznie,
Anna


Pani Aniu, ja w takim razie też odpowiem od razu i bez namysłu. Bardzo się cieszę, że odnalazła Pani w tej książce cząstkę siebie  W życiu jest strasznie dużo takich rzeczy, które są ulotne i jeśli nie schwyta się ich na czas, wydaje się, że są stracone i nigdy nie powrócą.

Ale tak nie jest.

Proszę spojrzeć na swoje życie z innej perspektywy. Wszystko, co robiła Pani do tego pory, doprowadziło Panią do momentu, w którym nagle czuje Pani w sobie siłę i dokładnie pani wie w która stronę chce zmierzać.

Więc niezależnie od tego czy to zdarzyło się w przeszłości było dobre, czy złe, obiektywnie wyszło na dobre, ponieważ napełniło Panią siłą, z której teraz może Pani skorzystać.

Niech się Pani nie martwi tym co było.

I niech się Pani nie martwi za bardzo tym co będzie.

Niech Pani idzie za głosem serca, ono Panią zaprowadzi prosto do celu :)

WITAM

Jestem pani wielka fanka i uwazam pania za najmadrzejsza kobiete na swiecie dlatego pisze z tym do pani. Odkad pamietam zawsze mam dola i cos mi nie wychodzi ostatnio rozpadl mi sie zwiazek uwazal ze poprostu nie wyszlo tylko wydaje mi sie ze jak 2 osoby chca to zawsze wychodzi.

Zdolowalo mnie to bardzo bo to nie pierwsza moja porazka i zawsze sie boje tego konca jak mam sobie z tym poradzic. Wiem ze najlepiej to znalesc sobie jakas pasje,to wtedy jakos latwiej zapomniec.Zawsze marzylam o zobaczeniu morza dlatego tez tam sie
wybieram mam nadzieje ze wroce w lepszym nastroju.

Z niecierpliwoscia czekam na Pani nowa ksiazke. Pozdrawiam


Pani Asiu, nie można całego zycia oddawac drugiemu czlowiekowi, bo jesli on odejdzie, to z czym Pani zostanie? Jesli odda Pani komus całą siebie, to zostanie Pani z niczym. Dlatego wlasnie uważam, że zawsze w związku trzeba zostawić sobie margines na własną duszę, własne życie, wlasna pasję. Ta pasja zawsze pania uratuje - w przypadku kryzysu w związku albo zmiany sposobu myslenia Pani Partnera.

Zyczę więc, żeby podczas tych wakacji pozbierała Pani rozbite kawałki swojego serca, zlożyła je znów w calość i nigdy więcej nie pozwolila nikomu go rozbić, serdecznie pozdrawiam!

Pragnę z całego serca podziękować Pani za uleczenie mojej córki. To, czego nie dokonał psycholog, psychiatra, tam gdzie nie pomogła terapia rodzinna i hipnoterapia, cudownie poradziła sobie Beata Pawlikowska! To najprawdziwsza prawda!

A wszystko to za sprawą książki „ W dżungli życia”. Od czterech lat moja córka nie mogła poradzić sobie z bulimią. Czułam, że może jej się udać, tylko trzeba trafić na COŚ właściwego. Kilka miesięcy temu, w jakimś czasopiśmie przeczytałam wywiad z Panią, z którego dowiedziałam się o tej książce. I COS mnie tknęło. Dałam artykuł do przeczytania mojej córce. Następnie, już na jej prośbę, kupiłam książkę. Połknęła ją w jednej chwili. I stał się cud, który cały czas jeszcze trwa! Pani Beato! Dziękuję! Pani naprawdę posiada MOC!

Pozdrawiam serdecznie! Elzbieta



Pani Elu, ogromnie się cieszę, bo nie ma większej radości dla autora ksiązki niż to, że książka pomogła komus na lepsze zmienić swoje zycie. Przed Pani córką jeszcze sporo pracy, bo na razie pewnie dopiero zorientowała się skąd brały sie klopoty i dlaczego naprawdę wpadła w bulimię. Prawdopodobnie więc Pani córka nie lubi siebie i jest swoim wrogiem - teraz musi sie nauczyc być swoim przyjacielem.

W polowie października ma się ukazać ciąg dalszy "W dzungli życia" - czyli "W dzungli miłości", gdzie pojawiają się równiez wątki przezwyciężania swoich slabości i bycia dzielnym czlowiekiem, który lubi siebie i spełnia swoje marzenia.

Proszę przekazać córce moje ciepłe pozdrowienia, Pania tez serdecznie pozdrawiam

Witam.
Nazywam się Michał. Mój ojciec dużo mi o Pani opowiadał...  szczególnie mnie zainspirowała historia z niechęcią do instytucji szkolnej, jaką również podzielałem i podzielam do tej pory (szkoda że ojciec nie był tego samego zdania co ja... o mało nie postawił mi
jedynki na koniec

Właściwie nie wiem czemu piszę ten list... moja tułaczka po świecie właśnie się zaczęła, w końcu udało mi się wydostać z własnych lęków i niechęci przed podróżą i cieszę się teraz swobodą myśli i obyczajów siedziąc w Edynburgu. Pamiętam, że opisała pani coś podobnego w swojej książce... choć moje  doświadczenia nie mogą się równać...

Tak naprawdę, to chciałem coś Pani przesłać... to ilustracja jaką wykonałem niedawno z myślą o komiksie lub książce, które mam w
planach zrobić. Pomyślałem sobie, że może sie Pani spodoba, choć nie miałem na celu wiernego odwzorowania dżungli, lecz uchwycenia jej klimatu... co do samochodu, to ma on swój sens wynikający z fabuły, ale o tym może kiedy indziej...
Mam nadzieję że sie to Pani spodoba.
Pozdrawiam i źyczę szczęścia.
Michał



 


Michale, życie składa się z decyzji, ktore czlowiek podejmuje, oraz z konsekwencji tych decyzji. Czasem dobrze jest sie odważyć i całkowicie odmieć swoje zycie. Podróże sa do tego idealnym środkiem, bo nigdy nie wiadomo kogo spotka się po drodze i jak wielki wplyw ten ktoś może mieć na Twoje zycie.

Gratuluje Ci więc odwagi, żeby wyjechać z Polski. Gratuluje pasji do rysowania. Trzymam kciuki za wszystkie następne decyzje, ktore podejmiesz, i oby ich konsekwencje były dla Ciebie jak najlepsze.

Dzungla na Twoim rysunku jest bardzo prawdopodobna, bo bardzo zielona i tajemnicza, i bardzo mi się podoba :)
Witam

W moje ręce dostała się pani książka "Blondynka na Kubie" przeczytałem
całą i bardzo mnie zaintrygował ostatni rozdział tej książki, a
konkretnie to cudowne źródełko czy to co pani pisze to prawda, czy jeśli
ktoś wypije 3 łyżki tej wody to miną mu choroby? Czy tak jak w moim
przypadku chore jedno oko wyleczy się? Czy to było napisane z ironią?
Na zakończenie dodam że książka jest świetna czyta się ją wspaniale.
Nie napisała pani co mnie zmartwiło ile kosztują pokoje do wynajęcia?
Jeszcze jedno pytanko na koniec ile kosztuje w przybliżeniu tydzień na
kubie?
Miałbym do pani jeszcze chyba milion pytań różnych pytań jak każdy ale
jak narazie muszę się powstrzymać bo odpisanisanie na taki list zajeło
by tydzień
Jak ja bym chciał być pani znjaomym lub członkiem rodziny......

Z góry dziękuję za odpowiedzi.
--
Pozdrawiam
Marcin z Chorzowa


Marcinie, zgodnie z kubańską tradycją Los Aquaticos, czyli Wodnych Ludzi, kazdy kto regularnie pije trzy łyżki tej wody, zachowuje zdrowie i nigdy nie musi chodzić do lekarza. Nie jestem w stanie potwierdzić czy jest to prawda, ponieważ przytoczyłam jedynie to, w co wierzą Wodni Ludzie. Ale oczywiście nie napisałam tego z ironią. Dla Kubańczyków jest to prawda.

W książce opisałam scenę targowania się o cenę pokoju do wynajęcia, który kosztuje ok. 20 peso wymienialnych za 1 noc. Jedzenie nie jest tanie na Kubie, bo za wszystko trzeba płacić peso wymienialnymi, ktore mają mniej więcej wartość dolara.

A tak poza wszystkim Kuba jest naprawde niesamowitym miejsce, więc życzę udanej wyprawy i pozdrawiam :)
Pani Beato jestem zafascynowany Pani ksiązkami i wiedzą o Indianach Ameryki Południowej. Ja osobiście od paru lat zgłebiam wiedzę na temat Indian Ameryki Północnej. Uważam, że wiem już prawie wszystko na ich temat. Przyznam, że jestem Pani fanem. Prosiłbym aby pozdrowiła Pani "Drania" Skibę.
Jan


Pozdrowię Krzysia Skibę, Pana tez serdecznie pozdrawiam i życzę wspanialej podróży na prerie Ameryki Północnej, śladami żyjących tam Indian :)

Witam serdecznie,

Wiem z Pani wywiadów, iz pisze Pani nowa ksiazke, mianowicie o milosci. Temat wielki, ogromny. Nad nim glowia sie nie tylko pisarze, poeci i filozofowie, ale przede wszystkim kazdy z nas. I temat tak stary jak stara jest ludzkosc, bo milosc towarzyszyla nam od zawsze, juz od czasow pierwotnych- pierwsze proby, flirty, romanse. Co roku wydaje sie liczne ksiazki, a bohaterem jest milosc: trudna, zawila, ta wzniosla i ta przyziemna. Nie sposob az tego ogarnac. Ale na Pani ksiazke bede czekala i na pewno chetnie po nia siegne.

I jesli moglabym cos dodac, cos powiedziec, co moze wzbogaci ten ogromny temat, ktory, zdaje sie nigdy nie bedzie mial konca. Otoz, uwazam, ze ogromny wplyw na nasze wybory milosne moga miec nasi rodzice. I tutaj mozna wpasc w niezla pulapke. Ich marzenia, ich sposoby widzenia swiata i przyszlego partnera nie sa naszym sposobem widzenia swiata.

Jednak wiele osob wybiera dla siebie czlowieka chcac dogodzic wszystkim w rodzinie, niestety na swoje nieszczescie. Sa tez takie osoby, ktore po prostu nigdy sie z nikim nie zwiaza, wlasnie ze wzgledu na rodzicow. Dotyczy to szczegolnie jedynakow, ktorzy sa tak %u201Ezwiazani pajeczyna%u201D matki lub ojca, ze po jakims czasie porazek milosnych lub w ogole biernosci na polu milosnym, odkladaja ten temat na bok, daleko i juz nigdy do niego nie wracaja. Tak jakby odepchneli swoja szanse na inne zycie, bo przeciez nie kazdy zwiazekjest gwarancja szczescia.

Ja tez uwijana bylam taka pajeczyna, chociaz w inny sposob. Mam kochanych rodzicow, ale jestem jedynaczka wiec ktokolwiek by sie nie pojawil byl zly. Az w koncu znalazlam odpowiedniego, wcale nie doskonalego, wcale nie najlepszego na swiecie, ale tego, z ktorym najlepiej potrafie sie dogadac, porozumiec, i co najsmieszniejsze... to nasze wzajemne porozumienie odbywa sie w obcym dla mnie jezyku, bo po hiszpansku. A moj wowczas chlopak jest Meskykaninem. I w momencie, gdy zdecydowalismy sie byc razem, sporobowac, to ja tak sie balam powiedziec o tym moim rodzicom, ze az nie wiedzialam jak i probowalam cos wspomniec, ale rozmowa byla urywana, nie chciano mnie sluchac. Bylam juz dorosla (mialam 27 lat), a jednoczesnie traktowano mnie jak dziecko ktore nie wie czego chce. I kiedy moj chlopak przyjechal do Warszawy do mojego domu, porozmawiac osobiscie z moimi rodzicami (chcial ich nawet zaprosic do ladnej restauracji), moi rodzice tak sie zdenerwowali i taka awanture zrobili, ze moj chlopak musial nocowac u mojej serdecznej przyjaciolki.

Lecz, pomimo grozb, szantazu (grozono nam policja, detektywem, ktorego mieli sami wyslac do Meksyku, aby sprawdzal kazdy moj krok), zlych slow, wyzwisk, nie cofnelismy sie. Ja juz dawno podjelam decyzje, wiedzialam ze nie bedzie latwo. Ze lzami w oczach, ze scisnietym gardlem i bijacym sercem, bo przeciez slowa moich rodzicow jeszcze dlugo szumialy mi w uszach, zaczynalam nowe zycie z wybrana osoba. Nie uwazalam siebie ani za bohaterke, ani za kochanke jak z telenoweli, ale... uwazalam siebie za osobe, ktora ma prawo do wlasnych wyborow, nawet jesli one pokaza mi te zla strone zycia. Dzis, po ponad dwoch latach, z jednej strony rozumiem reakcje moich rodzicow: ich strach, rozczarowanie, ze nie jest to ksiazke z bajki, ich przesady dotyczace Meksyku i Meksykanow. Ale, z drugiej strony, wcale nie musialo tak sie to wszystko odbyc. I dzis takze, jestem nadal szczesliwa z tym, z kim zaryzykowalam wiele. Przynajmniej na razie.

Ale dlaczego o tym napisalam? Poniewaz rodzice potrafia wywrzec taka presje na swoim dziecku, nawet juz doroslym, potrafia zaatakowac w tak czuly punkt, ze to dziecko, ta osoba moze sie cofnac, czy to przed wyborem, czy to przed miloscia, czy to przed wyjazdem. Znam tez historie innej kobiety, dzis juz matka doroslych dzieci, ktora jak wyszla za maz za swojego wybranego mezczyzne, rodzice sie na nia obrazili i nie odzywali sie do niej piec. Potem, co prawda, rozwiodla sie z nim, i zalozyla nowa rodzine, ktora trwa do dzis. I dopiero dluzszym czasie skontaktowala sie ze swoimi rodzicami. Zastanawiam sie tylko dlaczego tak to musi byc, dlaczego w tak trudnym temacie jaka jest milosc, zwiazek, wybory, tak trudno jest nam liczyc na naszych rodzicow. Z jednej strony na pewno reaguja bardzo emocjonalnie, bo akurat my, ich dzieci, jestesmy osobami, na ktorych szczesciu najbardziej im zalezy. Ale... przeciez nie nalezy przesadzac.

Nie wiem jak Pani planuje nowa ksiazke, ale jesli Pani miala zamiar wspomniec cos o roli rodzicow w naszych wyborach, czy porazkach milosnych mysle ze rozne sytuacje krytyczne moga sprawic ze albo sie cofniemy albo pojdziemy wybrana droga. Takich przypadkow jak moj jest wiele, mimo szczesliwego domu rodzinnego i w miare zdrowych relacji z rodzicami.
Dzis mieszkam w Meksyku, chociaz wybieram sie juz z cala rodzina do Polski we wrzesniu. Mam tyle planow, ze zostane na trzy miesiace na pewno. A dzis pogoda bardzo deszczowa, chmurno, ale za to na zocalo w mojej dzielnicy zawsze gra muzyka i zawsze ktos sie kreci. Dzis mecz Polski z Austria i ... boje sie, ze znow beda mi sciskali dlon we wspolczuciu, ze Polska przegrala.

Ja pozdrawiam za to goraco i zycze milych chwil, nie tylko dzis,

Patrycja

P.S. Korzystajac z okazji, bardzo dziekuje za pomysl mozliwosci odtworzenia fragmentow audycji Blondynki w Radiu Zet. To dla mnie osobiscie jak balsam dla uszu i duszy.


Pani Patrycjo, w mojej nowej książce piszę głównie o tym, że trzeba znać siebie i być swoim przyjacielem. Trzeba umieć kierować się głosem własnej duszy, a jednocześnie być gotowym na poniesienie konsekwencji swoich decyzji. Dotyczy to wszystkich sfer życia, miłości także. Piszę o tym jak zmierzyć się z własnymi słabościami i zbudować w sobie siłę, która pozwala na osiągnięcie tego, co człowiek sobie zaplanuje i jest warunkiem stworzenia szczęśliwego związku z drugim człowiekiem.

Gratuluję że umiała Pani posłuchać głosu serca i podjąć decyzję wbrew wszystkim. To dowód na to, że jest Pani w stanie brać odpowiedzialność za własne życie zamiast przerzucać je na innych. Wierzę więc, że poradzi sobie Pani ze wszystkimi przeciwnościami losu, czego życzę z całego serca.

Jestem jedna z tysiaca
Zagubionych. Probowalalm szukac "szczescia wszedzie- w pieniadzach, w odkrywaniu ludzi swiata, mialam rodzine, mieszkalam w kilku krajach, osiagnelam prawie wszytskie swoje zamierzone plany- czesto bardzo trudne w realizacji (np kiedys wymslilam sobie ze bede kierowca tira- poniewaz lubie ruch, droge- zycie to przeciez droga, ale tez zeby nie wracac sama do pustego domu; niska po studiach, z bladym pojeciem o transporcie, bez ZADNYCH znajomosci, osoagnelam to- jestem kierowca, na trasch miedzynarodowych, i jakich tam sobie nie zamarze).

Doszlam w koncu do tego, co wedzialam, ale musialam to poczuc- NIC nie da mi szczescia dopoki nie znajde go najpierw w sobie.
Dopoki siebie nie polubie, nie znjade ani ludzkij sympatii ani milosci, ktorej desperacko szukam, zebrzac pod kosciolami wszystkich krajow i bogow.
Wyczerpalam pomysly. Robilam wszystko.Wlacznie z pomaganiem biednym, kalekim, zwierzetom, by w ten sposob pomoc sobie. Ale siebie znlaesc nie moge.
I nie wiem jka to sie robi- polubic siebie.

Pomyslalam, zeby "wziasc siebie"- w czysta przyrode, by byc sama z soba, i ... nie moc uciec. W nic. Klopoty, cywilizacje, bol glowy, spozniony pociag, placzace dziecko, zdrade mezczyzny, w samego mezczyzne, w pseudo milosc, brak pieniedzy, zlych rodzicow, niesprawiedliwego szefa- tych mozliwosci jest nieskonczona ilosc, prawda?
Pomyslalam o Afryce. O misji.

Ale wtedy trafilam na Pania.
Czy Pani organizuje jeszcze te wyprawy o ktorych czytalam dla takich ktorzy bardzo cjceliby pojechac z osoba doswiadczona w miejsce nieskazone cywilzyjnych zagubieniem?
Pustka wyciaga po mnie swoje rece z dnia na dzien coraz bardziej, im bardziej wypiera nadzieje.
Gdzies musi byc odpowiedz, bo dla kazdego jest; a bez niej nie dam rady istniec.
Gdyby zechciala mi Panie odpowiedzec, czy jest jakas szansa na zorganizowanie przez Pania wyprawy- bede bardzo zobowazana.
Bardzo dziekuje z gory!
:)
Katarzyna


Pani Kasiu, wiem jak się Pani czuje, bo też kiedyś byłam w takim miejscu w życiu. Znam smak tej pustki, niespełnienia, samotności, wiem jak trudno jest wtedy żyć. Wiem też już teraz z czego to wynika i gdzie leży tego przyczyna. O tym napisałam książkę „W dżungli życia”. Ciąg dalszy tej książki, „W dżungli miłości”, ma się ukazać jeszcze w tym roku.
Problem leży w tym, że – tak jak Pani napisała – desperacko szuka Pani miłości i akceptacji u innych ludzi. Nie umie jej Pani znaleźć we własnej duszy. Można się tego nauczyć. Trzeba się tego nauczyć. Ma Pani w sobie wewnętrzną siłę, z której istnienia nie zdaje Pani sobie sprawy. Szuka Pani wszędzie dookoła – zamiast sięgnąć do własnego wnętrza.
Jest Pani swoim wrogiem i stąd biorą się wszystkie nieszczęścia, zarówno te prawdziwe, jak i te wyolbrzymione przez zranione uczucia.
Miota się Pani jak ptak na uwięzi i głośno krzyczy do wszystkich, żeby Panią odwiązali – a w rzeczywistości jest Pani więźniem samej siebie.
Moją drogę do wolności i szczęścia opisałam właśnie w książce „W dżungli życia”. Proszę do niej zajrzeć, może znajdzie w niej Pani coś dla siebie.


Pani Kasiu, wiem jak się Pani czuje, bo też kiedyś byłam w takim miejscu w życiu. Znam smak tej pustki, niespełnienia, samotności, wiem jak trudno jest wtedy żyć. Wiem też już teraz z czego to wynika i gdzie leży tego przyczyna. O tym napisałam książkę „W dżungli życia”. Ciąg dalszy tej książki, „W dżungli miłości”, ma się ukazać jeszcze w tym roku.

Problem leży w tym, że – tak jak Pani napisała – desperacko szuka Pani miłości i akceptacji u innych ludzi. Nie umie jej Pani znaleźć we własnej duszy. Można się tego nauczyć. Trzeba się tego nauczyć. Ma Pani w sobie wewnętrzną siłę, z której istnienia nie zdaje Pani sobie sprawy. Szuka Pani wszędzie dookoła – zamiast sięgnąć do własnego wnętrza.

Jest Pani swoim wrogiem i stąd biorą się wszystkie nieszczęścia, zarówno te prawdziwe, jak i te wyolbrzymione przez zranione uczucia.

Miota się Pani jak ptak na uwięzi i głośno krzyczy do wszystkich, żeby Panią odwiązali – a w rzeczywistości jest Pani więźniem samej siebie.

Moją drogę do wolności i szczęścia opisałam właśnie w książce „W dżungli życia”. Proszę do niej zajrzeć, może znajdzie w niej Pani coś dla siebie.

P.S. Tak, organizuję wyprawy, na które można się zapisać. Proszę zajrzeć do działu „Podróże” na mojej stronie www.beatapawlikowska.com


Droga Pani Beato!

Przeczytałam książkę "W dżungli życia" i jestem naprawdę pod ogromnym wrażeniem. Nie tylko języka i łatwości z jaką Pani pisze, ale przede wszystkim tego, iż jest Pani naprawdę silną kobietą... Takie przejścia mogą całkowicie wykończyć człowieka nie tylko fizycznie, ale przede wszystkim psychicznie! Ja doprowadziłam się tylko do anoreksji i myślałam, że to już koniec wszystkiego. Po pewnym czasie przyjaciele się ode mnie odwrócili (gdyż zaczęłam ich unikać), rodzina starała się mi pomóc, a ja ich odtrącałam myśląc, że rujnują mi życie... Teraz jest już całkiem dobrze, a po przeczytaniu lektury całkowicie odnalazłam pewne ścieżki. Uświadomiłam sobie, iż najważniejsze jest to aby kochać siebie, nie przeszkadzać innym oraz mierzyć się z trudnościami w zgodzie ze sobą...

Bardzo dziękuję za pomoc. W pewnym sensie odnalazłam w Pani cząstkę siebie, a w książce wskazówki jak sobie poradzić w dalszej wędrówce przez życie.

Zaciekawiły mnie wątki o podróżach... Jestem ciekawa co trzeba zrobić aby udać się w taką podróż. Byłabym niezmiernie wdzięczna, gdyby mogła Pani dać mi parę rad...

Agata



Pani Agato, jedyne co przeszkadza i utrudnia wybranie się w wy7marzoną podróż to blokada w głowie i lęk przed nieznanym. Lęk uzasadniony i wynikający z odpowiedzialności za własne życie, ale jednocześnie najczęsciej w tym przypadku całkiem niepotrzebny.

Nie wiem dokąd chciałaby Pani najbardziej pojechać, ale załóżmy, że nie ma Pani wymarzonego kierunku, a jedynie chciałaby Pani przeżyć niezwykłą, egzotyczną podróż.

Proszę się więc spakować, kupić bilet i lecieć :) Najlepiej do Azji południwo-wschodniej, bo tam jest stosunkowo najbezpieczniej i najłatwiej. Radzę pojechać do Tajlandii.

Co zapakować, jak się przygotować, jak uniknąć przykrych niespodzianek? O tym wszystkim piszę w książce „Poradnik globtrotera” wydanym przez National Geographic. Życzę odwagi i pięknych przeżyć :)

Dzień dobry,
Słuchał właśnie Pani audycji. Przed chwilą opowiadała Pani o mrówkach siafu pojawiających się w najnowszym filmie o Indiana Jonesie. Mrówki te faktycznie nie żyją w Ameryce Południowej, ale w oparciu o fabułę tego filmu ten element akurat można racjonalnie wyjaśnić.
Kiedy Indy dociera do Akatoru i dostaje się do świątyni trafia po sali, w której zebrane są artefakty i skarby pochodzące ze wszystkich kultur starożytnego świata - od Egiptu, przez Grecję i Mezopotamię po starożytne Chiny. Indiana stwierdza, że kosmici byli archeologami, podróżowali po całej Ziemi i zbierali przedmioty z różnych kultur. I tu dochodzę do sprawy mrówek. Można założyć, że tak jak archeolodzy i turyści przywlekli do Europy mrówki-faraonki, tak samo kosmici, nawet nie świadomie, podróżując po Afryce zabrali na swoje statki gatunek siafu. Stąd ich obecność w pobliżu Akatoru.
Mam nadzieję, że podoba się Pani moja interpretacja historii tych filmowych mrówek  
Pozdrawiam


Panie Przemku, rzeczywiście to wiele wyjasnia :) Można by nawet założyć, że mrówki siafu obecne w komnatach kosmitów natknęły się na kosmiczny pył, który sprawił, że urosły do ponadnaturalnych rozmiarów oraz nabrały apetytu na ludzkie mięso – bo w filmie pożerają ludzi. Na całe szczęście nie spotkałam się z takimi mrówkami nigdzie na świecie, zakładam więc, że jest to jedynie wytwór bujnej wyobraźni scenarzysty filmu :)

Dzień dorny Pani Beato  


To niezwykłe że są na ziemi takie miejsca do których człowiek nie dotarł. Historia o mieście Akakor, którą Pani opowiedziała brzmi jak bajka. Cały nasz (a przynajmniej mój) racjonalizm jakim jesteśmy przesiąknięci broni się przed wiarą w takie opowieści, a jednocześnie pojawia się jakaś dziwna fascynacja i pragnienie aby to okazało się prawdą. Równołoby się to faktowi, że na naszym świecie istnieją jeszcze inne światy, gdzie życie jest całowicie inne.  

Pozdrawiam  
Anka


Jestem przekonana, że to prawda i że wiele jest takich tajemnic na świecie. Nasze „racjonalne” myślenie to tak naprawdę tylko uproszczona wersja świata, jaką nauczyciele przekazują nam w szkole podstawowej. Przecież dzieciom trzeba w jakiś przystępny sposób wytłumaczyć dlaczego jabłko spada z drzewa, prawda? Dopiero później na własną rękę można próbować doszukać się całej reszty prawdy, o które w szkole trudno byłoby mówić... :)

Dzień dorny Pani Beato  


To niezwykłe że są na ziemi takie miejsca do których człowiek nie dotarł. Historia o mieście Akakor, którą Pani opowiedziała brzmi jak bajka. Cały nasz (a przynajmniej mój) racjonalizm jakim jesteśmy przesiąknięci broni się przed wiarą w takie opowieści, a jednocześnie pojawia się jakaś dziwna fascynacja i pragnienie aby to okazało się prawdą. Równołoby się to faktowi, że na naszym świecie istnieją jeszcze inne światy, gdzie życie jest całowicie inne.  

Pozdrawiam  
Anka


Jestem przekonana, że to prawda i że wiele jest takich tajemnic na świecie. Nasze „racjonalne” myślenie to tak naprawdę tylko uproszczona wersja świata, jaką nauczyciele przekazują nam w szkole podstawowej. Przecież dzieciom trzeba w jakiś przystępny sposób wytłumaczyć dlaczego jabłko spada z drzewa, prawda? Dopiero później na własną rękę można próbować doszukać się całej reszty prawdy, o które w szkole trudno byłoby mówić... :)

Dzień dobry, a właściwie Dobry wieczór  
Właśnie przeczytałam wywiad jakiego udzieliła Pani dla Gali: http://gala.onet.pl/0,1315709,4,1,beata_pawlikowska,wywiady.html
wiem, że jest on sporo "przeterminowany", jednak nie należę do osób, które z wypiekami na policzkach szukają informacji o innych, a na niektóre rzeczy trafiam przypadkowo i czasem mnie zainteresują.

Piszę tylko po to by powiedzieć Pani, że : nie tylko dobrze, ale BARDZO DOBRZE Pani robi swoje felietony, uwielbiam wszelkie programy w jakich się Pani pojawia. Pani sposób opowiadania jest wręcz niesamowity, dziękuję i proszę o więcej  
Pozdrawiam serdecznie
Aleksandra




Pani Olu, najbardziej cieszę się z tego, kiedy mogę właśnie zrobić „więcej”, bo im więcej człowiek siły i energii wkłada w swoje życie, tym więcej jej ma, bo od własnej pracy można się ładować jak akumulator :) Mam tu na myśli wszystkie rodzaje pracy, także pracę nad swoimi wadami i słabościami.

Serdecznie Panią pozdrawiam i życzę masy siły na co dzień :)

Dzien dobry Pani Beato:))

Jakis czas temu pytalem Pania o Pani nowe dwie ksiazki: "Blondynka wsrod lowcow teczy" i nowe wydanie "Poradnika globtrotera". Odpisala mi Pani wowczas, ze obie ksiazki ukaza sie w maju. "Blondynka wsrod lowcow teczy" faktycznie jest dostepna a "Poradnik ..." nie. W wywiadzie, ktorego udzielila Pani GALI przeczytalem, ze pracuje Pani nad kolejna ksiazka - "W dzungli milosc". Chcialbym zapytac kiedy ukaze sie nowy "Poradnik ..."? "Marudze" tak Pani poniewaz nie moge sie doczekac tej ksiazki :))

Pozdrawim serdecznie,  
--
Łukasz



Drogi Łukaszu, z ostatniej chwili i wprost ze źródła mam informacje, że „Poradnik globtrotera” w nowej, zmienionej wersji, w twardej okładce, ukaże się w lipcu tego roku.

Jeśli zaś chodzi o nową książkę, czyli „W dżungli miłości”, to na razie jestem w trakcie pracy nad jej pisaniem. Z wstępnych ustaleń mogę powiedzieć tylko tyle, że książka powinna się ukazać jesienią :)
Powrót