|
|
Hiszpańska skrzynka pocztowa (76)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Pani Beato, Nazywam się Dawid i przeczytałem Pani książkę jakis czas temu. + kilka innych Briana Tracy, Tony’ego Buzana, Pawlukiewicza, Pulikowskiego. Dużo mi pomogłby. I Pani książka i powyższych autorów. Pracuję nad poprawami swojego życia, inwestuję, robię co lubię, wyznaczam cele, przygotowuję strategie i plany i coraz więcej osób mi mówi ze nadawałbym się na doradcę dla firm.... No ciekawe... Innymi słowy kombinuję (pozytywnie) jak się da. I mi to sprawia niesamowitą frajdę. Coraz więcej się uczę i śpię. I choć mam 26 lat to ludzie mowią mi ze 20 to max. z wyglądu.
Pytanie: Jak ja mam wytłumaczyć moim rodzicom, że potrzebuję aby mi zaufali, ze chcę ten proces rozkręcać, że potrzebuję czasu, ze jak biorę odpowiedzialność, ze inwestuję...itd... Wierzę w siebie i w to co robię. A oni wyzywają mnie od durniów, klną na mnie....itp. Dochodzi do tego że mowią: ja już nie chcę żyć, zabij mnie, zdrowie mi zmarnowałes twoimi planami, nie chcę na to patrzeć, ja chcę JUż abyś był kimś, jak twoi koledzy...a nie taki samolub, egoista i oszust.... No fakt, o wielu rzeczach im nie mowię, bo szkoda gadać, będą się martwić, myśleć (już to sprawdzałem), tak...kłamię ich...ale w dobrej wierze... To naprawdę dobrzy ludzie, ale przez komunizm wyprani, nie studiowali, nie jeździli nigdzie, cały czas to samo miejsce i "stabilizacja". Chcą abym się ustatkował, dom, rodzina, auto, praca stała...bo ONI chcą być spokojni...
No i mnie swoją śmiercią straszą...a jak pojdę do pierdla?? Pani Beato, lubię ich, to fantastyczni ludzie... Ale widzę że jajko jest mądrzejsze od kury i uczeń przerósł mistrza... jak z nimi gadać?
Dawid
Panie Dawidzie, choć może dziwnie to zabrzmi, to rade mam tylko jedną: nie gadać. Jest Pan dorosły. Bierze Pan odpowiedzialność za wlasne życie. Nie musi się Pan z tego nikomu tłumaczyć. Bo i tak tylko Pan będzie ponosił konsekwencje swoich decyzji i wyborów. Nie wiem jaka jest Pana sytuacja życiowa – z listu wnioskuję, że chyba mieszka Pan wciąż z Rodzicami? Jeśli jest Pan samodzielny, to nikt nie ma prawa niczego żądać.
Jeśli jest Pan na utrzymaniu Rodziców, to mają prawo stawiać jakieś żądania. Jeśli nie w stanie zrozumieć co Pan do nich mówi, może nie trzeba tracić energii i czasu na gęste tłumaczenia. Może jest coś takiego, co ich uspokoi. Może jeśli na spokojnie i z uśmiechem powie Pan, że wie Pan co robi i prosi o trochę cierpliwości, pewnie się zgodzą.
Za mało wiem, żeby Panu doradzać. Jeśli uczciwie nie jest Pan leniem ani oportunistą, to słusznie Pan robi podążając za głosem serca, a Pana Rodzice prędzej czy później to zrozumieją.
Najważniejsze jest to, czy uczciwie we własnej duszy jest Pan w porządku. Jeśli tak, to pretensje ludzi dookoła nie powinny Pana zatrzymywać.
Witan Pani Beato!
Na początku, chciałabym powiedzieć, że od pierwszych zdań zakochałam sie w Pani książkach. Czułam zapach nocy tropikalnych drzew, widziałam nieśmiałe promyki Słońca przebijające sie przez gęstwiny, ptaki śpiewające o poranku. I pewnego dnia, gdy razem z Panią przemierzałam rzekę Ukajali zrozumiałam, że uciekam w ten odległy, dziewiczy świat, bo nie mam odwagi zmierzyć się z miejską dżunglą, w której żyję. Gdzie noc zabijana jest latarniami, drzewa spalinami, a ptaki warkotem tuningowanych samochodów. Wtedy wpadła mi w ręce książka "W dżungli życia". Przeczytałam i zmieniłam się, tylko nie tak, jak chciałam. Mam 15 lat i po lekturze zrozumiałam, że moje życie nie jest pełne, że ciągle coś mnie omija, jakaś szansa od losu. Zaczełam cieszyć się życiem, ale to nie było szczere. Robiłam to po to żeby ktoś w końcu mnie polubił, zaakceptował, żeby przestała być Nowhere Man. Jednak w środu wciąż odczuwałam irytację, ale udawałam silną, żeby otrzymać akceptację, ciepło. Miałam marzenia(podóże, fotografie, własne próby literackie) Ostatnio, gdy zabrakło mi sił, aby znów udawać, że jest piękne i wspaniale, znów wzięłam z półki Pani książkę. I zrozumiałam, że to moje życie, że to ja mam być zadowolona z tego co robię io jaka jestem. Teraz już nie udaję, bo jestem szczęśliwa. Wiem, że jeszcze długo droga przede mną, muszę nad sobą pracować i ciągle podniecać ogień motywacji i zapału, aby nigdy nie wygasł. Odkryłam magię muzyki Beatelsów, odważyłam się napisać do samej siebie, odkryć, że jest we mnie coś , na co warto zwrócić uwagę. Zaczęłam podróżować( narazie po Polsce, a dalsze podróże narazie odbywam palcem po mapie, ale mam nadzieję, że kiedyś te marzenia się użeczywistnią)kupiłam książkę o fotografi, przelałam na papier pierwsze myśli, które juz dawno dobijały się do mojej świadomości. Przepraszam ,że zawracam Pani głowę, ale dawno obiecywałam sobie, że pani podziękuje i ... zawsze było jakoś nie po drodze. Dziekuję Pani Beato i życzę dalszych pełnych przygód padróży. ;)
Droga E., tajemnica szczęścia jest umiejętność dostrzeżenia jaki świat jest piękny i jakie piękne jest życie. Brzydki jest tylko czasem nasz sposób patrzenia. Wychodząc z pozytywnego nastawienia zawsze można zauważyć dobre rzeczy i stwierdzić, że jest ich naprawdę więcej niż złych. A zwątpienie w sens życia bierze się właśnie z braku radości. Nie trzeba nikogo udawać w życiu. Nawet nie należy, bo traci się wtedy cenny czas. Trzeba stać się takim człowiekiem, o jakim marzysz. I to nie jest trudne. Wystarczy do tego trochę silnej woli, konsekwencji w działaniu i uczciwości. W nowej książce, jest będzie kontynuacją „W dżungli życia” będzie cała część poświęcona pracy nad sobą. „W dżungli miłości” ukaże się w połowie października. Serdecznie pozdrawiam i trzymam kciuki :)
Witam Pani Beato:-)mam do Pani takie pytanie...przed chwilą widziałam Panią w TVN 24...opowiadała Pani o chorobach tropikalnych i...o takim robaku, który "zasiada"sobie u nas w okolicach stóp,a dzieci chce rodzić na zewnątrz( zapamiętałam, że jest to samiczka, która"kieruje" naszymi myślami) moje pytanie brzmi: jak nazywa się ten robak???jeśli będzie Pani miała chwilę czasu, będę Pani bardzo wdzięczna za odpowiedź:-)gdzie mogę się jej spodziewać???P.S POZDRAWIAM SERDECZNIE:-)
Dominika!
Pani Dominiko, ten robak nazywa się DRAKUNKULUS. Dokładnie opisałam go w książce "Poradnik globtrotera", którego nowe wydanie ukaże się za dwa tygodnie :)
Pani Beato! Chciałam napisać do Pani długi list, ale zdałam sobie sprawę, że napisałabym go właściwie tylko po to, żeby uzyskać odpowiedź na dręczące mnie pytania. Oczekiwałabym, że wcieli się Pani w rolę Siłacza. Napisałam do Pani długi list, ale odpowiem na niego sama :) Dziękuję za całą mądrość, siłę i pasję, którą się Pani dzieli. Mam nadzieję, że kiedyś się spotkamy i że będę mogła powiedzieć Pani, że przeszłam zwycięsko przez dżunglę życia. Patrycja
Pani Patrycjo, brawo, gratuluję, życzę odwagi i bystrości umysłu, żeby rozwiązać wszystko, co pozostaje do rozwiązania :)))) Serdecznie pozdrawiam!
Witam, pani Beato. Właśnie przeczytałam Pani książkę "W dżungli życia".
Przeczytałam ją jednym tchem. To co najbardziej utkwiło mi w pamięci to to, że żyć trzeba dla siebie. Nie dla innych. Jeśli mamy swoje pasje, swoje marzenia to nic nie powinno nam stać na przeszkodzie aby je osiągnąć. Pisała Pani również o strachu przed nieznanym. Nie zacytuję tego dosłownie, ale pisała Pani o tym, że gdyby się nie bała, to w każdą mętną wodę skakałaby Pani na główkę. I ja się właśnie czuję tak, jakbym zaraz miała skoczyć na główkę w mętną wodę.
I nie wiem co czai się na dnie. Może woda jest głęboka i łatwo będzie mi w niej pływać. Ale możliwe, że kilkanaście centymetrów pod tafla wody są skały o które sie roztrzaskam.
Mam 22 lata, w przyszłym roku czeka mnie wiele zmian, których potwornie się boję. Wyprowadzam się z wielkiego miasta na wieś i wychodzę za mąż za człowieka z którym jestem wiele lat i którego bardzo kocham, jednak nie wiem jak będzie wyglądało nasze wspólne, zwyczajne życie. Ten strach i niepewność chwilami mnie paraliżują. Podstawowe pytania, które zadaje sobie w chwilach strachu i zwątpienia to: jak damy sobie radę? Jak ja dam sobie radę sama, daleko od rodziców na których pomoc zawsze mogę liczyć? Istnieje we mnie również bardziej odległy strach.
Nie wiem co wybrać w życiu. I czy na pewno dobrze wybiorę. Na jednej szali leży kariera naukowa, studia, być może kolejne kierunki. Na drugiej znajduje się rodzina. Na pytanie, które zadaje sobie od wielu miesięcy jeszcze nie znalazłam odpowiedzi. Ale dzięki Pani książce potrafię ze sobą już spokojniej rozmawiać. Nie torpeduję się już setkami pytań zadawanych w złości na siebie samą, w żalu.
Na pewno sięgnę po inne Pani książki.
Justyna.
Pani Justyno, ale czy naprawdę MUSI Pani skakać na główkę?... Może podjęła Pani o jedną decyzje z rozpędu za dużo? Jeśli ma pani wątpliwości, lepiej zatrzymać się na chwilę, zwolnić, wypuścić na wolność zestresowane myśli i odpocząć.
Rozumiem, że kocha Pani swojego narzeczonego i że decyzje wydają się Pani naturalną konsekwencja innych, wcześniejszych decyzji.
Ale czy to są na pewno Pani własne decyzje? Nie wtrącam się i nie chcę podważać Pani postanowień, ale z jakiegoś powodu czuje Pani lęk i z jakiegoś powodu napisała Pani do mnie list.
Na Pani miejscu wyjechałabym na krótkie wakacje. Sama. Żeby zastanowić się czego JA naprawdę najbardziej chcę.
O czym JA naprawdę najbardziej marzę.
Ma Pani dopiero 22 lata. Z Pani słów wygląda przestraszona dziewczyna, która została namówiona na to, żeby postawić życie na jedną kartę i ta kartą ma być mężczyzna.
Musi Pani zadbać o swoje życie, bo tylko Pani będzie ponosiła konsekwencje swoich decyzji. I tylko Pani może tak pokierować swoim życiem, żeby znaleźć w nim szczęście.
Nie musi Pani skakać na główkę.
Pani Beato, piszę z podziękowaniem za książkę "W żungli życia. Poradnik dla dziewczyn i chłopców (oraz niektórych dorosłych)". Pożyczyłam ją od koleżanki, bo Pani nazwisko znane mi było z telewizji, a nie czytałam żadnej Pani powieści i chciałam to zmienić. W czasie mojego szesnastoletniego życia ani razu nie przeszło mi na myśl, że mogę się polubić taką, jaką jestem. Tym bardziej, że od zawsze słyszę od matki "ty gruba szmato", a ojciec żył w swoim własnym świecie, w którego centrum stała butelka alkoholu. W czerwcu postarałam się o skierowanie ojca na przymusowy odwyk. Jest teraz na leczeniu. Z mamą chyba nie dojdę do porozumienia, ale uczę się po prostu godzić z rzeczami, na które nie mam wpływu. Moją pasją jest biologia. Od zawsze to ten przedmiot był moim ulubionym w szkole. Miałam ogromne szczęście, że w moim gimnazjum biologii uczy nauczycielka idealna, bardzo ludzka. Oprócz tego, że nauczyła mnie mitozy, mejozy i cyklu Krebsa, pomogła mi dojść do ładu i składu ze sobą i swoim życiem. Dzięki Pani książce okrzyknęłam się też dyrektorem :) Pisanie zawsze było na drugim miejscu. Nie wierzyłam, że mogę. Wygrałam nawet konkurs literacki, ale tłumaczyłam sobie, że przecież na zadany temat pisać łatwiej. Po przeczytaniu Pani książki momentalnie sięgnęłam po ołówek i zeszyt i zaczęłam pisać. Dziękuję. Nie mamy wielu rzeczy wspólnych, Pani Beato, ale wielu rzeczy od Pani się nauczyłam.
Uściski, Agnieszka
Agnieszko, jeśli Twój Tata jest na leczeniu, to znaczy, że Twoja Mama jest prawdopodobnie współuzależniona, a Ty sama jesteś DDA.
Pewnie wiesz o co chodzi, ale na wszelki wypadek powiem: człowiek uzależniony od alkoholu ma chore emocje i tym zaraża inne osoby w swoim otoczeniu. Nie chodzi o to, że wszyscy zaczynają pic alkohol, tylko o to, ze tracą szacunek do samego siebie i trudno im uwierzyć we własne siły. Typowe DDA (czyli Dorosłe Dziecko Alkoholika) myśli o sobie, że jest nie warte tego świata i innych ludzi.
Na pewno wiesz, że istnieje coś takiego jak Al-Ateen, czyli spotkania dla nastoletnich dzieci alkoholików. I pewnie wiesz, że powinnaś na te spotkania chodzić, bo pomogą Ci poradzić sobie z Twoimi emocjami i lepiej zrozumieć własną duszę. Jeśli o tym wiesz, to dobrze :)
Cieszę się., że jesteś już Dyrektorem swojego życia. Nie poddawaj się :) Świat jest piękny, brzydkie bywa czasem tylko spojrzenie, jakie na ten świat rzucamy :)
P.S. W polowie października ukaże się ciąg dalszy ksiązki "W dżungli życia", pod tytułem "W dżungli miłości". Piszę w niej także o uzależnieniu od alkoholu i o DDA. Może znajdziesz w niej coś dla siebie.
chciałbym podziękować za niedzielne audycje z blondynką są naprawdę super , wolałbym więcej słuchać pani opowieści niż tych muzycznych przerywników teksty , prowadzenie , dużo ciekawych i nowych dla mnie informacji oraz ta forma podania .... po prostu najlepsza audycja radia zet muszę pani powiedzieć , .. słuchanie tych audycji z pani głosem jest wprost fantastyczne i sprawia dużo przyjemności , a przy tym pani inteligencja i taki po prostu fajny i bezpośredni przekaz tworzy coś naprawdę sympatycznego
dzisiaj życzyła pani słuchaczom miłości / ta wypraw tajlandia / ale szczęśliwej........ też im tak życzę serdecznie pozdrawiam pani Beato zbyszek dla statystyki / 52 lata , w-wa /
p.s. bardzo panią lubię / tak słuchać jak i oglądać / przesyłam buziaki zbyszek p.s. pani czytanie świata i ludzi , patrzenie z sympatią i zrozumieniem i z taką ciepłą radością ... podziwiam
zbyszek
Panie Zbyszku, bardzo dziekuję, strasznie się cieszę i serdecznie pozdrawiam :)
Droga Pani Beato!
Właśnie skończyłam czytać Pani Książkę "W dżungli życia", jest fantastyczna! Tyle, że wcale nie tak prosto wprowadzić to wszystko w życie.
Mam 16 lat...w porównaniu do moich znajomych(rówieśników) dalekich i bliskich i tych których znam tylko z widzenia czuje sie jakby gorsza. Wszyscy cos osiągają - tańczą, śpiewają, rozwijają swoje zainteresowania. a ja? Jestem bardzo skomplikowanym człowiekiem. Sama nie wiem czego chcę. Jeśli chodzi o szkołę.. nie jestem ani humanistką, ani ścisłowcem, nie mam najmniejszych problemów z nauka.. właściwie moje stopnie są dobre bez najmniejszego wysiłku, a moja nauka się kończyła w momencie kiedy wychodziłam ze szkoły...dlatego może trudno mi określić co lubię, czym sie interesuje..? Pisałam wiersze, tylko, że z tym trochę dziwna sprawa, bo "wenę" miałam głównie w nocy - ok 2/3 godziny, kiedy zaczęłam chodzić spać wcześniej, bo to jednak niezdrowe, przestałam pisać wiersze...
Lubię sie śmiać, spotykam sie ze znajomymi, jestem bardzo wesoła, staram sie być optymistka, ale ciągle brakuje mi tego "czegoś" co wypełni moje życie.
I chyba największym moim problemem jest brak akceptacji samej siebie. Patrzę w lustro i widzę dziewczynę, o oryginalnej, a właściwie dziwacznej urodzie, brzydkiej gruszkowatej figurze, nijakim wyrazie twarzy, z krzywym zgryzem i skośnych oczach, których juz zupełnie nie widać kiedy się śmieje...
Z jednej strony mam poczucie, że jestem wartościową osobą, że można mi zaufać, że potrafię być bardzo dobrą przyjaciółką, że można na mnie liczyć, że potrafię naprawdę kochać, jednak z drugiej strony coraz częściej do głowy przychodzi mi taka myśl, że to wszystko i tak się "dzisiaj" nie liczy...przynajmniej dla ogółu. Praktycznie od podstawówki otaczam sie ludźmi, którzy oceniają innych wg tego kto jak sie ubiera, czy sie "lansuje", ile zarabiają jego rodzice i przede wszystkim - czy ma gadane... Ja potrafię rozmawiać z ludźmi, jeśli ktoś ma problem umiem mu doradzić, nie mam najmniejszych problemów w kontaktach z ludźmi wśród których dobrze sie czuje, jednak na ogół jestem nieśmiała, strasznie boje sie wychodzić przed klasę, wypowiadać na forum w większej grupie osób. Nawet jak mam przeczytać zadania na głos, wyjątkowo bardzo mnie to stresuje, drżą mi ręce, jąkam się, często się czerwienie, bardzo brakuje mi pewności siebie.
Ja po prostu czuję, że nie pasuję do tego świata, kiedy jeszcze był rok szkolny codziennie zadawałam sobie pytanie "co ja tu w ogóle robie?!" i zawsze było to pytanie bez odpowiedzi Czuję się tak bardzo zagubiona w tych dzisiejszych czasach, które przypominają mi dżunglę, dzicz, gdzie jest się albo ofiarą, która po prostu nie potrafi się przeciwstawić, nie umie krzywdzić innych dlatego jest krzywdzona, lub drapieżnikiem, który jest po tej zwycięskiej stronie. Ja niestety czuję się tą pierwszą postacia, ale nic nie poradzę, że taka jestem. Kiedy ktoś zrobi mi coś złego nie umiem mu nie wybaczyć, a tym bardziej mścić się. I na tym cierpię. Dla wielu osób jestem zupełnie obojętna, a to dlatego że w żaden sposób nie wybijam się w grupie. Czasami zastanawiam się czy warto tak naprawdę być sobą.
Nie mam pasji w źyciu, chociaż właściwie problem nie polega na tym, że nic mnie nie kręci albo, że jestem zbyt leniwa, ja po prostu nie mam możliwości żebym mogła robić to co mnie interesuje. Np. zawsze marzyłam żeby uczyć się grać na jakimś instrumencie, teraz jest już za późno, ale i tak to zbyt kosztowne jak na moje możliwości. Tak samo jest z tenisem, nie jestem miłośniczką sportów ale raz czy dwa grałam w tenisa(takiego nieprofesjonalnego) i bardzo mi się podobało, ale tu znowu potrzeba pieniędzy. Dokładnie ta sama sytuacja jest z tancem
Właściwie nie wiem czego oczekuję pisząc ten list. Jest Pani wspaniałym, niezwykłym człowiekiem, ale tylko człowiekiem, nie żadną czarodziejką, która mogłaby za pomocą czarodziejskiej różdżki odmienić moje życie. Jednak jeśli mogłaby Pani mi jakoś doradzić, będę bardzo wdzięczna. Przeczytałam książkę niestety była wypożyczana z biblioteki i miałam ledwie kilka dni żeby ją przeczytać. Pisze Pani, że wszystkie odpowiedzi nosimy w sobie, ja często zadaję sobie różne pytania, ważne i mniej ważne, ale zawsze jedyną odpowiedzią jaką dostaje jest glucha pustka.
Proszę o odpowiedź, serdecznie pozdrawiam
Ania
Aniu, co do jednego nie mam wątpliwości: warto byc sobą. Warto znaleźć cel swojego zycia. Warto wiedzieć kim się jest i o czym się marzy. Pestem tego pewna. Moim zdaniem ludzie, którzy nie są zadowoleni ze swojego zycia i czuja sie wiecznie niespełnieni, popełniają wlasnie ten błąd, że starają się zadowolić wszystkich dookoła - zamiast siebie samego.
Z Twojego listu wynika, że bardzo ważna dla Ciebie jest opinia innych ludzi. I dlatego tracisz pewnośc siebie i dlatego wydaje Ci się, że nie jestes wiele warta. Ale zastanów się - co inni ludzie naprawde o Tobie wiedzą? Nic. I tak naprawdę pewnie wcale ich to nie interesuje. Każdy ma swoje sprawy na glowie.
Przestan więc myśleć o innych ludziach i zacznij szukać we wlasnej duszy odpowiedzi na te wszystkie pytania, ktore są dla Ciebie ważne. Nie zmuszaj się do niczego. Spróbuj skoncentrowac się na jednej niezbyt wielkiej rzeczy, która jest dla Ciebie ważna dzisiaj. Znajdź jedną własną ścieżkę i tą ściezką idź. Wtedy poczujesz, że nie ma dookoła tej "dzikiej dżungli", o ktorej piszesz.
Bo ja myslę, że Twoje poczucie zagubienia wynika z tego, że ciągle porównujesz się z innymi i to porownanie wychodzi Ci na swoją niekorzyść. Ale to nie ma sensu.
Każdy człowiek ma w życiu własną Tęczę do schwytania. Nie trać więc czasu na rozglądanie się czy inni mają już swoje Tęcze i jakie one mają kolory. Zacznij szukać wlasnej. Kiedy ją znajdziesz, będziesz wiedziała, że to wlasnie ona :)
Witam! W tym momencie odłożyłam książkę "Blondynka śpiewa w Ukajali". Czytałam cały dzień. Skończyła się. Niestety. Wygląda na to, że mnie Pani zaraziła i to skutecznie. Zaczynam zbierać fundusze na podróż do Peru. Ma mnie Pani na sumieniu
Super, bardzo się cieszę, bo będzie Pani zachwycona. Peru to urzekający kraj, a kto raz tam był, bedzie marzyl, żeby znow tam wrócić :)
piszę do Pani, gdyż zastanawiam się na emigracją do Wielkiej Brytanii. Nie jestem tylko tak do końca przekonany co do tego, czy tam mógłbym być tym, kim bym chciał [dziennikarzem]. Stąd też moje pytanie - dlaczego zdecydowała się Pani na powrót z Wielkiej Brytanii do Polski? Czy wynikało to może ze świadomości, że w pewnych dziedzinach może tu Pani osiągnąć więcej niż na Wyspach z uwagi na znajomość języka na poziomie natywnym? z poważaniem, Marcin
Marcinie, z mojego doświadczenia wynika, że łatwiej jest ułożyć swoje zycie w ojczystym kraju. Nawet jeżeli znasz perfekcyjnie język angielski. Jest bardzo wiele drobiazgów, z ktorymi czlowiek uczy sie zyć od najmlodszych lat. Te drobiazgi sa różne w różnych krajach. Kiedy więc decydujesz się na emigrację, wielu rzeczy musisz sie uczyc od poczatku i z wieloma rzeczami od nowa trzeba się nauczyc dawac radę. Bo kiedy się czlowiek wychowuje w danym kraju, to instynktownie wiele rzeczy wie. Na emigracji trzeba sobie wypracowac nowy instynkt - albo zawsze czuc się troche obco.
Z drugiej strony spojrzenie obcokrajowca na sprawy brytyjskie może być ozywczo świeże.
Myslę jednak, że dziennikarstwo to taki szczególny zawód, ktory ma przybliżać ludziom świat, więc lepiej chyba realizować go w ojczystym kraju, gdzie masz więcej wspolnych cech z Twoimi potencjalnymi odbiorcami, więc latwiej możesz do nich trafić.
Droga pani Beato! Zdecydowałam się napisać bez chwili zastanowienia, gdy tylko przeczytałam pani książkę "W dżungli życia".Dawno żadne słowa nie zrobiły na mnie takiego wrażenia,wydawało mi się, że ktoś odczytał moje myśli. Zobaczyłam tam siebie , dziewczynę ,która wciąż czegoś szuka ,która wie czego chce a żyje tak jakby jej marzenia były mniej ważne niż codzienna bieganina, zagłuszone przez twarde schematy życia.
Zapomina się o nich łatwo, jest przecież tyle do zrobienia, ale siedzą w człowieku, kiedy dochodzą do głosu to widzi się,że znów minęło kilka miesięcy, może lat, a ty jesteś wciąż w tym samym punkcie i to zaczyna boleć , bo przecież tak naprawdę nie chcesz aby tak wyglądało całe twoje życie.Kiedy przychodzą takie chwile mówię sobie"Zrób coś z tym do cholery!!!", potem czasem płaczę,a jeszcze pózniej życie płynie sobie dalej - takie samo.
Ja wiem dokładnie co chcę robić i wiem, że robię to dobrze. Moją pasją jest pisanie, piszę głownie wiersze - od wielu lat, pierwsze z nich powstały już , gdy byłam 11-nastolatką. To mój sposób na wyrażenie siebie.Tak jak napisała pani w swojej książce ,wtedy zapominam o wszystkim i przenoszę sie w świat,który daje mi niesamowitą siłę , tworzenie poezij sprawia ,że czuję jakby wyrastały mi skrzydla ,czuję ,że mogę wszystko,że życie się nigdy nie skończy.
A następnego dnia idę do pracy i ... jakbym była tam za kare, ucieka ze mnie energia...Ale tłumaczę sobie ,że muszę tam pracować , przecież razem z moim chłopakiem wynajmujemy mieszkanie z czegoś trzeba je utrzymać.Z drugiej strony czym dłużej biegam do pracy siedzę tam w miejscu przez 8 godzin ,mam wrażenie ,że się oszukuję,że ja nie chcę tu być,że pewnego dnia poprostu zwariuję. Stanę się starą , zrzędliwą babą mającą do wszystkich pretensję, że życie nie spełniło moich oczekiwań. A jak tak nie chcę! Nie! Nie! NIe! I jeszcze raz nie! Wysłałam moje wiersze do kilku wydawnictw i nic.Udało mi się co prawda wygrać konkurs poetycki wraz z grupą innych uczestników. Ale to wciąz za mało. Muszę pisać, bo to moja miłośc , moje powietrze,bez tego(przytoczę pani słowa )"Niby wszystko jest tak samo,tylko coraz trudniej oddychać."To tak samo jak nie potrafię być szczęśliwa bez wzajemnej miłości mężczyzny. Tyle,że pisanie i ta miłośc muszą iść ze sobą w parze.
Podczas czytania pani ksiażki rozpłakałam sie kilka razy,naprawdę zobaczyłam tam siebie.I nawet nie chodzi o to,że mam takie same marzenia ,ale o to, że też czuję, że moje życie nie może tak wygladąć.Czuję ,że muszę je zmienić, spełnić swoje marzenia , bo dopiero wtedy naprawdę będzie miało sens.
Cieszę się ,że ta ksiązka wpadła mi ręce,nie mogłam sie od niej oderwać.Przywróciła mi wiarę w siebie.Uważam,że może być pani przykładem dla wielu młodych ludzi,aby i oni znalezli w sobie taką siłę, która poniesie ich w stroneę, gdzie życie nie kończy się na pracy w sklepie czy biurze i siedzeniu w domu tylko przed telewizorem, taką siłę , która pozwoli im poznać siebie.Gratuluje pani Beato, jest pani tym kim zawsze chciała pani być.Szkoda ,że nigdy sie nie spotkałyśmy.
W każdym razie na koniec chciałam pani powiedzieć ,że postanowiłam wziąć życie w swoje ręce,obym za kilka lat mogła powiedzieć z uśmiechem na twarzy"Witam wszystkich serdecznie! Jest mi niezmiernie miło, że mój kolejny tomik poezij cieszy się państwa uznaniem.":) Agnieszka Piotrków Trybunalski
Pani Agnieszko, niech Pani bierze zycie w swoje ręce i mocno je trzyma! Cała sztuka polega własnie na tym, zeby nie poddawać sie krótkim okresom siły i dluższym okresom bezradności, smutku i niemocy - tylko nauczyć się trzymać mocno kierownicę swojego zycia przez cały czas bez wyjątku.
Marzenia to potężna siła. Jesli doda Pani do tego siłę charakteru i pozytywne nastawienie do rzeczywistości, to na pewno uda sie Pani osiągnąć wszystko, co Pani sobie zamarzy.
Ale niech sie Pani nie da zamknąć w jakimś zaklętym kręgu uporu i próby kontrolowania przyszlości. Wystarczy byc otwartym na wszystko, co sie dzieje. Kiedy czlowiek ma silną wolę, dobre nastawienie do siebie i świata dookoła, zycie samo przynosi mu w prezencie same dobre rzeczy. Wystarczy wtedy tylko je dostrzec i przyjąć.
Polecam też Pani ciąg dalszy ksiązki "W dzungli zycia", czyli "W dżungli milości", ktora ma sie ukazać w polowie października w tym roku :)
Pani Beato! Napisała kiedyś Pani w odpowiedzi na mój list, że kiedy zobaczyłam zarys kontynetu Afryki podczas ostatniej wyprawy na jedną z wysp greckich, Afryka zobaczyła też mnie. I te słowa się spełnily! W tym roku, w sierpniu jadę do Afryki. Mam jeszcze jedno marzenie i wierzę, że gdy je tu opisze spełni się wkrótce, bo przecież, to, co powiedzine głośno lub opisane na papierze nabiera mocy. Ja nie piszę na papierze, ale mam zamiar wydrukować sobie ten list i codziennie na niego zerkając mocno wierzyć w spełnienie życzenia. Mając 19 lat i będąc na rozdrożu życia, gdyż nie wiem gdzie moje wyniki maturalne powiodą mnie za kilka miesięcy, marzę, aby w przyszłości być swoim własnym sterem i okrętem. Chcę tylko tego, aby za kilka lat jako abslowentka, mam nadzieje, wydziału bałtystyki na Uniwersytecie Warszawskim mogła w 100% decydować o sobie, o tym, co chcę własnie w ten dzień robić, poczuć się wolną, spełnioną osobą, która realizuje swoje marzenia. Która podróżuje tam, gdzie ma na to ochote, zwiedza to, na czym jej zależy, realizuje te plany, które sama sobie założyła i nie ogląda się za siebie. Nie czuje presji społeczeństwa, że coś robi nie tak, że żyje nie tak, jak to zostało za nią zaplanowane. Chcę być swoim życiowym sterem, okrętem i płynąć . Płynąć przed siebie, tam gdzie niesie mnie wiatr mojego ziemskiego życia i gdzie skieruje mój okręt mój duch. Liczę, że moje słowa nabiorą mocy, mocy, która pozwoli mi walczyć o moją wolność. Pozdrawiam Kasia
Pani Kasiu, bardzo się cieszę, że wymarzona Afryka juz do Pani przywędrowała :) Wszystko w zyciu zależy od tego jakie człowiek ma nastawienie do samego siebie i do swiata. Jeśli bedzie Pani silna wewnętrznie i będzie Pani wciąż myslała tak jak teraz - że marzenia sa wazne, wazniejsze od tego co mowią ludzie, to na pewno zdobędzie Pani wszystkie cele, jaki Pani przed soba postawi.
Bycie silnym i odwaznym nie zawsze jest latwe, bo trzeba podejmować wazne decyzje i ponosic ich konsekwencje, ucząc się czasem na wlasnych błędach, ale na pewno lepiej jest próbować spełniac swoje marzenia zamiast czekać bezradnie az przybędzie rycerz na bialym rumaku, ktory zrobi to za Pania.
Trzymam kciuki za wyprawę do Afryki i wszystkie następne wymarzone przez Panią plany, przesyłając ciepłe myśli :)
Witam Panią serdecznie,uczę się fotografii i właściwie z tego powodu tu zajrzałem by przeżyć i poczuć zapach tropiku,spojrzeć w twarze zmęczonmych lecz szczęśliwych ludzi,stanąć "oko w oko" z dziką przyrodą i fascynować się ich zachowaniem.Odcinek"Zakochane zebry" wzbudził już we mnie ogromny zachwyt w jakim Pani je pokazała na swoich zdjęciach gdzie widać wielkie serce i wyczucie.Kolejne odcinki równie piękne ale przyznam że w tej chwili poświęcę im więcej uwagi gdyż czasu jak to każdemu brak.Pewnie też Pani nie przeczyta tej notki więc nie rozpisuję się dalej ale gdyby.....życzę dużo zdrowia, wspaniałych zdjęć i obiecuję że zajrzę. P.s mało oglądam telewizję i nie słucham prawie radia więc proszę wybaczyć że nic nie wspominam o pozostałej Pani"działalności"(informacje zamieszczone na stronie) ale jak napisałem,uczę się fotografii i temu poświęcam swój czas. OskarNo.1
Oskarze, sekret fotografowania polega na tym, żeby spojrzeć na zwykłe rzeczy w nietypowy sposob. Czasem wystarczy przekrzywic aparat fotograficzny, polożyc się na ziemi albo zamieścić na zdjęciu tylko maleńki wycinek rzeczywistości. Dla mnie fotografowanie to rodzaj sztuki, ktory poszerza mozliwość postrzegania świata. Jeżeli zrobię zdjęcie skórki moreli w wielkim zbliżeniu, to nie jest to już zdjęcie owocu, tylko rodzaj abstrakcji, ktora porusza wyobraźnię i myśli.
Życzę Ci więc odnalezienia własnego sposobu spojrzenia na świat i sukcesów fotograficznych i serdecznie pozdrawiam
Witam Chciałabym Panią spytać o to jaką formę nauki języków obcych poleca Pani najbardziej?Czy lepiej się uczyć języka samemu, czy raczej zapisać sie na kurs językowy?To samo tyczy się kursu plastycznego,bo moim marzeniem jest pracować jako scenograf, a te wszystkie kursy bardzo dużo kosztują. Pozdrawiam i gratuluję Pani odwagi w realizowaniu własnych celów Izolda
Izoldo, myślę, że to zależy od konkretnego człowieka. Niektórzy wolą kurs, bo są wtedy zmuszeni do chodzenia na zajęcia. Ja wolę uczyć się sama, bo potrafię dotrzymać slowa danego samej sobie i dotrzymać dyscypliny regularnej nauki. Najlepiej jest uczyc się czesto i niezbyt dlugo, np. godzinę codziennie, zamiast pracowac zrywami, czyli raz na tydzień przez kilka godzin. Umysł szybko uczy się, że jeśli wymagasz od niego regularnego treningu w postaci jednej godziny nauki języka obcego codziennie, i sam zaczyna Ci w tym pomagać.
Samodzielna nauka jest tańsza, ale trudniejsza. Trzeba koniecznie pamietac o tym, żeby uczciwie sprawdzac swoje błędy i jak najwięcej ćwiczyc, czyli najlepiej starać się mowić na glos w obcym języku, nawet do samego siebie :)
|