onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Jamajska skrzynka pocztowa (77)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.

Witam,
Pani Beato, jest Pani niesamowita. Podziwiam Pania za hart ducha i za to, że w tak kruchej kobiecie tyle odwagi i ciekawości zycia!
Pozdrawiam serdecznie,
kasia/esencja


Dziękuję bardzo, Pani Kasiu, przesyłam pozdrowienia :))
Droga Pani Beato,
zawsze, gdy słyszę Panią w radiu, uśmiecham się do siebie i czuję pewnego rodzaju dumę :)
W swoim nie tak długim jeszcze życiu (mam 24 lata) zdążyłam przejść już dość długą drogę - przez anoreksję, bulimię, depresję, lęki. Wiem, ile siły trzeba mieć, żeby się z tego wygrzebać.
I tym bardziej się cieszę, że tak pięknie się NAM (bo NAS jest przecież dużo więcej :)) układa, że potrafimy być szczęśliwe i dzielić się tym z innymi.

Duuużo dobrego!
Bogna


Pani Bogno, ale to MY wiemy jak piękne jest życie wolne od strachu, samotności i zniewolenia, prawda? Dlatego tak bardzo umiemy się nim cieszyć. ŻYczę Pani nieustającej umiejętności z radości i serdecznie pozdrawiam :)
Pani Beato,

Dzis po dluzszej przerwie - chyba rocznej - odwiedzilam Pani strone. Po raz kolejny szukam odpowiedzi na pytanie - jak zyc? Nie wiem juz, co mam zrobic ze swoim zyciem. Czuje, ze wpedzilam sie w sprawy, od ktorych nie ma juz ucieczki. Mam prace, ktora daje mi pieniadze, ale nic ponadto - zadnej satysfakcji, tylko stres, ciagle watpliwosci, czy sobie poradze, czy staram sie wystarczajaco i czy tak juz bedzie do konca mojego zycia?! Kiedy nie pracuje, np. jestem na urlopie lub podczas weekendu, oddaje sie swojej pasji, a jest to fitness i marze, ze kiedys ta pasja stanie sie moim zawodem i sposobem na zycie, poniewaz tylko wtedy czuje sie spelniona i po prostu czuje, ze zyje. Lecz kiedy musze wrocic do normwlnego tygodnia pracy, wszystko zaczyna sie od nowa - tysiace spraw do zalatwienia, brak czasu, ciagle poczucie pustki i tej okropnej beznadziei. Czuje, ze mam coraz mniej sil, aby ciagnac to wszystko dalej, ale tak strasznie boje sie zaczynac wszystko od poczatku, zwlaszcza, ze nie mam wsparcia ze strony bliskich, a na kazda moja probe poruszania tematu zmian w moim zyciu slysze, ze to bez sensu, ze jestem glupia, ze chce rzucic taka swietna prace i ze tyule osob zmainilkoby sie chetnie ze mna, ze sama wynajduje sobie problemy. A ja po prostu jestem totalnie nieszczesliwa z takim zyciem. Czuje, ze to, co robie, to nie jest moje prawdziwe ja. Nie mam zadnego wsparcia i zrozumienia od nikogo i jestem z tym wszystkim totalnie samotna. Pani Beato, prosze o slowa wsparcia i mobilizacji, aby zrezygnowac z tego,co mnie unieszczesliwia.
Pozdrawiam serdecznie,
Magda


Pani Magdo, myślę, że dużo czasu i energii poświęca Pani na zabieganie o uwagę innych ludzi i próbę skłonienia ich do zrozumienia Pani punktu widzenia. Całkiem niepotrzebnie. Już dawno odkryłam, że człowiek tak naprawdę jest na świecie sam – i to nie jest stwierdzenie smutne, tylko jedyne możliwie realistyczne.

Każdy sam musi podejmować decyzje.
Każdy sam będzie ponosił ich konsekwencje.
Każdy sam musi rozmówić się z własną duszę i wybrać swój cel.

Myślę, że Pani problem nie polega na złych wyborach, tylko na nieustannej potrzebie akceptacji innych ludzi. Kiedy nie akceptują Pani planów, słów czy zamierzeń, pani czuje, że wszystko obraca się w ruinę.

A w rzeczywistości to wcale nie jest ruina, tylko wprost przeciwnie.

Ma Pani dobre życie. Ma Pani pasję. Wie Pani czego chce. Niech Pani poszuka wsparcia w samej sobie – wtedy decyzja o oczyszczeniu Pani życia z tego, co jest w nim złe i niepotrzebne, przyjdzie sama, i nie będzie Pani miała więcej wątpliwości. Trzymam kciuki i serdecznie pozdrawiam :)

"Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie.
Chciałem żyć pełnią życia i wyssać z niego całą kwintesencję.
Wykorzenić wszystko co nie jest życiem,
bym w chwili śmierci nie odkrył... że nie żyłem"
Henry David Thoreau

Dziękuje, że pani jest, że kocha pani życie. Dziekuje!!!
Nawet pani nie wie ile siły dodaje mi świadomośc tego że istnieja na
świecie tacy ludzie jak pani. Prosze czasami o mnie pomyślec i trzymac
za mnie kciuki...abym umiała żyć a nie tylko egzystować



Kocham życie, to prawda. I wciąż uczę się go od nowa. Widzę, że każdą słabość można zamienić na źródło siły. Wiem, że pozytywne myślenie i podejście do rzeczywistości może czynić cuda. Choć słowo "cuda" oznacza po prostu zwyczajną moc dobra, którą każdy z nas w sobie nosi. Wystarczy ją uwolnić i kierować się nią w życiu. Od tego warto zacząć. Reszta bardzo prędko przyjdzie sama :) Serdecznie Panią pozdrawiam i przesyłam dobre myśli.
Witam Cię !

Piszę pod natchnieniem chwili więc całkiem możliwe, że pisząc tego maila w którymś momencie nie nacisnę ANULUJ zamiast WYŚLIJ.

Mam na imię Michał.

Czytam właśnie Zimowy Pałac Postanowień i tak mi się wydaje, że ludziom brakuje małej (a może i wielkiej) dawki optymizmu.
Brakuje im jakiegoś dobrego słowa, czegoś co dało by im trochę radości (a może to mi brakuje tego a posądzam o to innych...)

Dziś powróciłem do pewnego e-booka, który ostatnio czytam i tam było opisane coś co nazywa się "Dobry Ranek w Poniedziałek przez e-mail".
W skrócie chodziło o to, że autor witryny www wysyłał swoim subskrybcjentom ((?) czy też prenumeratorom) wiadomość e-mail zawierającą inspirującą lub motywującą wiadomość.
I tak mi się zrodził mały pomysł. Może mogła byś zamieścić gdzieś na swojej stronie coś w rodzaju "Poniedziałkowego słońca" czy jakoś takoś.
W Twojej książce "w dżungli życia" jest tyle mądrych, fajnych i inspirujących zdań. Może można to jakoś wykorzystać.
Myślę, że wiesz o co mi chodzi. (sorry, że tak na "TY" piszę, ale jakoś forma Pani Beato, Droga Beato itp mi nie pasuje, co w żadnym przypadku nie ma na celu pozbawiania godności kogokolwiek).
Cały ten pomysł tak mi się teraz zarysował w głowie. A zaczeło się wszystko od tego, że dawno temu (nieokreślone kiedyś), kiedy to w jednej z oliwkowych skrzynek pocztowych przeczytałem pewien list. Jego autorka pisała o tym, że nie ma po co żyć i nie ma chęci do życia.Napisałaś jej wtedy, żeby odnalazła w sobie choć jedno marzenie i chciała żyć po to żeby go zrealizować.
No po prostu tu wielki ukłon dla Twojej mądrości, wyczucia sytuacji, wewnętrznej siły itd...
To co napisałaś w tych paru słowach było tak potężne a jednocześnie tak proste, że nawet ciężko opisać uczucie jakie mnie wtedy ogarnęło (zachyt, wzruszenie i potęga w jednym - brak odpowiednika w naszym języku).

Mogę powiedzieć, że chyba dla wielu ludzi czytających oliwkowo.pl i czytających Twoje książki lub słuchających audycji, jesteś autorytetem i ludzie podziwiają Twoją mądrość.
Dlatego też, myślę, że jesteś im w stanie przynieść (jeszcze większe) wsparcie pisząc te parę słówek co jakiś czas.
Wiem, wiem... jest cały dział listy. Ale o wiele łatwiej przeczytać sentencję na "małej elektronicznej karteczce ’przyklejonej’ do monitora" niż przeglądać wszystkie skrzynki.
A na tej karteczce może być namalowane dodatkowo małe serduszko lub kwiatek albo po prostu słoneczko z uśmiechem.
Może coś co chciałabyś przeczytać sama osobiście siadając przed monitorem gdy masz kiepski nastrój...

Pozdrawiam serdecznie,
Michał


Michale, dziękuję za pomysł, wydaje mi się świetny.

Optymizm jest czasem jak nieoswojone zwierzę, które szuka okazji do ucieczki. Wtedy trzeba za nim gonić  Dobrze więc byłoby stworzyć takie miejsce w Oliwkowie, gdzie Optymizm czułby się na tyle dobrze i swobodnie, że nie miałby ochoty uciekać. Zaraz napiszę do Admina mojej strony internetowej i zapytam w jaki sposób można takie miejsce stworzyć. Dziękuję jeszcze raz za pomysł, przesyłam serdeczne pozdrowienia :)

Dzień dobry.
Planuję naukę języka hiszpańskiego w Ameryce Południowej. Wybrałam Peru, choć myślałam też o Meksyku. Zdecydowałam się na Cuzco gdyż wydaje mi się ciekawsze. W związku z tym mam pytanie czy tamtejszy hiszpański jest ładny w wymowie i czy jest to bezpieczny kraj? Znajomi mówią, że Peru jest jednym z tych krajów, gdzie mówi się najładniejszym hiszpańskim, ale ja chciałabym wiedzieć, co Pani myśli na ten temat? Dziękuję.
Pozdrawiam,
Dominika.


Pani Dominiko, język hiszpoański używany w Ameryce Łacińskiej jest rzeczywiscie nieco inny od hiszpańskiego, jakim mówi się w Hiszpanii. Moim zdaniem jest znacznie ładniejszy, piękniej brzmi i ja osobiście zdecydowanie wolę tę latynoamerykańską odmianę.

Peru jest raczej bezpiecznym krajem - pod warunkiem przestrzegania zasad, które podpowiada zdrowy rozsądek. Nie radzę spacerować po zmierzchu ani pokazywać drogich aparatów fotograficznych, biżuterii ani zwitków pieniędzy. O takich podstowawowych zasadch bezpieczeństwa piszę dokładnie w książce "Poradnik globtrotera", która właśnie się ukazała.

Pani Dominiko, język hiszpoański używany w Ameryce Łacińskiej jest rzeczywiscie nieco inny od hiszpańskiego, jakim mówi się w Hiszpanii. Moim zdaniem jest znacznie ładniejszy, piękniej brzmi i ja osobiście zdecydowanie wolę tę latynoamerykańską odmianę.

Peru jest raczej bezpiecznym krajem - pod warunkiem przestrzegania zasad, które podpowiada zdrowy rozsądek. Nie radzę spacerować po zmierzchu ani pokazywać drogich aparatów fotograficznych, biżuterii ani zwitków pieniędzy. O takich podstowawowych zasadch bezpieczeństwa piszę dokładnie w książce "Poradnik globtrotera", która właśnie się ukazała.
Witam Pani Beato

Od lat slucham Pani niedzielnych audycji i powiem szczerze,ze zazdroszcze Pani tego wszystkiego co bylo Pani dane zobaczyc,te wszystkie miejsca,ludzi,ich kulture i zwyczaje. Obawiam sie,ze niezawsze bylo pieknie i kolorowo,ale tego co Pani przezyla i widziala nikt nie odbierze. Chcialabym tak moc podrozowac,mam nadzieje ze kiedys tak bedzie. Zwiedzilam troche Europy,Maroko,Tunezje i Egipt,ale to tylko mala czesc,taka namiastka,to miejsca najbardziej dostepne,mowiac brzydko, taka masowka. Chociaz ja zawsze staram sie jezdzic na wszystkie wycieczki,zeby jak najwiecej zobaczyc.Maroko i Egipt widzialam z tej prawdziwej strony,na poczatku bylam zszokowana jak zyja tam ludzie,jak mieszkaja,pamietam jak siedzialam przyklejona do okna i patrzylam na ta straszna biede,na panujacy wszedzie brud,ale okazalo sie ze z czasem czlowiem umie przywyknac do tego widoku. Nigdy nie zapomne pobytu w Marakeszu,egzotyczne aromaty unoszace sie nad placem Djemaa El Fna,halas sprzedawcow zapraszajacych do swoich starganow,muzyka,kuglarze,zaklinacze wezy,swiat magi i czarow,mialam wrazenie ze znalazlam sie w innym swiecie,ze czas sie zatrzymal...W przyszlym roku chcialabym pojechac na Kube,mam nadziej ze uda mi sie zebrac fundusze i zrealizowac swoje marzenie i ze pojedzie ze mna moj maz. Pani Beato prosze mi powiedziec kiedy najlepiej jest zwiedzac Kube,prosze o wskazowki co zobaczyc,gdzie jechac.


Pozdrawiam Ola


Pani Olu, Kuba jest cała warta zobaczenia – od wschodniego krańca, gdzie leży miasteczko Barracoa za górami, az po wschodni kraniec, gdzie znajduje się region rolniczy Vinales, gdzie uprawia się maniok i tytoń. O wszystkich cudach Kuby napisałam w książce „Blondynka na Kubie” - myslę, że znajdzie Pani w niej kilka dobrych rad i informacji. Jeśli zaś chodzi o terminy, to Na Kubę lepiej nie jechac w czasie pory deszczowej i pory huraganów, które trwa od maja do listopada. Pora sucha – od listopada do maja to idealna pora.
Witam serdecznie.
Byłem wczoraj na spotkaniu z Panią w Starym Mieście koło Konina.
Bardzo lubię słuchać Pani audycji w Rdiu Zet. Uwielbiam sposób w jakim Pani opowiada o podróżach i życiu.
Wczoraj jak Pani opowiadała o "przełamywaniu się" szukaniu wewnętrznej siły żeby zrobić kolejny krok i kiedy podała Pani przykład chodzenia po Himalajach było mi miło to słyszeć bo jakieś dawa miesiące temu wróciłem z Himalajów, razem z kolegą przeszliśmy dwa najbardziej znane szlaki: do bazy pod Everestem i oddkoła Annapurny plus do bazy pod Annapurną.
Zazdroszczę Pani odwagi.
Na zdjęciach był również Taj Mahal. Na mnie na żywo zrobił wielkie wrażenie a na Pani??

Serdecznie pozdrawiam
sylwek


Panie Sylwku, gratuluję wędrówek po Himalajach, bo dojście do bazy pod Everestem wymaga też siłowania się ze swoimi słabościami, ale ja pewnie odkrył to Pan podczas swoich podróży, każde takie pokonanie własnych ograniczeń daje człowiekowi niezwykłą siłę, która zostaje z nim na zawsze. Taj Mahal rzeczywiście robi wrażenie :) Serdecznie pozdrawiam :)
Czy Pani boi się ludzi? Tego co im się może kołtunić w głowach? Pomyślałem sobie, że może dlatego tak Pani ukochała swoje życie, nie-’europejskie’ życie, nie-komercyjne życie.
Świat warunkowany przez takie życie jest wolny od warunków-waruneczków, układów-układzików, taki świat jest jasny, i człowiek w nim jest w miarę przejrzysty.

Czy jest tak?



Nie boję się ludzi J Wierzę w to, że człowieka dostaje od ludzi dokładnie to samo, co sam im wysyła. I w ten sposób można na nich często wpływać, wysyłając do nich swoją życzliwość i pozytywną energię – i powodując w ten sposób, że oni mają ochotę odpowiedzieć tym samym.
Prawdą jest to, że życie w innych cywilizacjach poza naszą jest wolne od układów i manipulacji i dlatego tak chętnie jeżdżę do wiosek Indian w dżungli amazońskiej albo Buszmenów w Afryce. Oni są w duszy zawsze wierni sobie i nigdy niczego nie udają.
Witam Panią, Pani Beato,
Spośród tysięcy znanych mi słów próbuję wyłuskać te
najpiękniejsze.Słowa-kwiaty, jako forma podziękowania za książkę Pani
autorstwa, która pozwoliła mi otrząsnąć się z czarnowidztwa i podnieść z
kolan.
...
Moja historia jest banalna. Tysiące takich czytałam nie raz z kpiącym
uśmiechem zdumienia....

Mam 30 lat, kilka miesięcy temu dowiedziałam się, że człowiek z którym
byłam przez ostatnich pięć wiosen, dzielił życie również z inną kobietą.
Niby się zdarza. Proza życia. W końcu instytucja rozwodu ma już kilka
tysięcy lat i nie takie dramaty ludzie przeżywali patrząc na nie z
perspektywy siwych włosów, jak na stare dobre czasy. Pewnie i ja
miałabym do tego taki stosunek, gdybym jednocześnie nie musiała
rozwiązywać innych poplątanych spraw: noszę w brzuchu cudowne dziecko,
nie miałam dachu nad głową i musiałam wziąć gigantyczny kredyt na
mieszkanie, nie przedłużono mi umowy o pracę...
Rozpacz, apatia, utrata wiary w ludzi i nadziei na to, że spotka mnie w
życiu jeszcze coś dobrego.
Wydawało mi się, że mój czas się zatrzymał, że przegrałam swoje życie,
zgrałam się ze wszystkich kart. Włóczyłam się bez celu ulicami Warszawy.
Płakałam do poduszki.
...
Pewnego dnia znalazłam w księgarni książkę. Na okładce siedziała Pani na
ogromnym krześle w koronie z piór. Ptasia Królowa - pomyślałam. Lekka i
radosna, jak wróble ćwierkające na dachu.
Przeczytałam tę książkę jednym tchem na schodach Empiku. Każde ze zdań
wydawało mi się moim zdaniem. Pomyślałam, że skoro to nasze wspólne
zdania i Pani udało się dzięki nim zbudować wewnętrzny spokój i
szczęście, to niby czemu i mi ma się nie udać ta sztuka.
Poszłam do domu mostem przez Wisłę. Świeciło słońce, woda połyskiwała,
światło odbijało się od tafli puszczając radosne zajączki, niczym dzieci
bawiące się szkiełkiem zegarka. Nieczułość przyrody na moje wewnętrzne
rozterki podziałała na mnie, jak zimny prysznic. Muszę się wziąć w
garść, chcę się wziąć w garść - pomyślałam. I wzięłam. Kupiłam samochód
i uczę się nim jeździć (zawsze panicznie się tego bałam), a dziś
oglądałam swoje przyszłe mieszkanie. Wprowadzę się do niego w lutym, gdy
mój synek będzie miał cztery miesiące.
Dziękuję Pani, Królowo Ptaków, za to że dziś znów cieszę się życiem.
Pozdrawiam
Aleksandra


Aleksandro, jakiś czas temu odkryłam, że życie składa się z radości I słabości, a z tych drugich biorą sie te pierwsze. Bo gdyby nie było ciemności, człowiek nie umiałby docenić wartości światła i słońca.

Więc każda chwila słabości, smutku, załamania jest szansą na zdobycie w sobie wewnętrznej siły, dzięki której człowiek może sobie poradzić z przeciwnościami losu.

Wiem, że to brzmi łatwo kiedy mówi się z perspektywy faktów dokonanych. Ale wiem też jak musiało być Pani ciężko i ile wysiłku musiało Panią kosztować wyjście znów na prostą.

Każdy człowiek jest w rzeczywistości sam i sztuka szczęśliwego życia polega moim zdaniem na tym, żeby to zrozumieć I nauczyć się samodzielności. Wtedy cokolwiek się zdarzy, wie Pani na pewno, że na świecie jest na pewno jedna osoba, na której może Pani polegac na wieczność i w każdej sprawie: Pani sama. Serdecznie Panią pozdrawiam i przesyłam ciepłe myśli :)

Pani Beato

Jestem pod dużym wrażeniem Pani książki W dżungli zycia. Wydawało by się że temat jest banalny - jak żyć? Pewnie się mylę ale niestety idea może nie zostać odpowiednio zrozumiana. Przecież człowiek musi się uczyć na swoich błędach nie na cudzych. Pisze Pani w sposób bardzo sugestywny, a historia Pani życia pokazana w tej książce jest bardzo ciekawa i pełna elementów które nawet w tym nowoczesnym przecież świecie są tematem tabu. Ważne jest to żeby je poruszać. Proszę wybaczyć mi chaos podczas pisania tego listu ale nie jestem przyzwyczajony do pisania do znanych osób więc jestem odrobinę stremowany. Przepraszam również za błędy ortograficzne których mogłem nie wyłapać ale
jestem stwierdzonym dysortografikiem.

Posiadła Pani dużą wiedzę i mądrość, po części dzięki ciekawemu życiu oraz umiejętności walki o swoje marzenia. Jednak przyznaje Pani że miała w życiu dobry start. Mogła Pani, nie wiem jak to dobrze określić, wykształcić w sobie potrzebę realizowania marzeń. Mój start życiowy był nieco inny. Pochodzę ze średnio sytuowanej rodziny. Jest to ten typ który nie musi się martwić o jedzenie, ale droższego sprzętu nie kupuje po miesiącach oszczędzania ale raczej po latach. Mniej więcej do końca szkoły podstawowej byłem w miarę
normalnym dzieckiem. Przynajmniej lubię tak myśleć o tym okresie w moim życiu.

Gdzieś w wieku 12 lat zaczęły się pojawiać niewielkie problemy zdrowotne. Nie jest to nic specjalnie poważnego ale duża liczba pozornie niewielkich schorzeń doprowadza że czasem nie chcę się wstawać z łóżka. W okolicy pierwszej klasy gimnazjum mój ojciec zmienił się. Teraz ludziom wolę mówić że mój ojciec nie żyje, tak jest mi łatwiej, ale Pani zasługuje na wersje pełną a nie skróconą. Byłem lżony przez swojego rodziciela od najgorszych. Nie będę tutaj wypisywał steku wyzwisk jakimi byłem obrzucany. To ogólnie rzecz biorąc nieistotne.

Chcąc normalnie egzystować musiałem znaleźć jakiś sposób który pozwoliłby mi normalnie żyć. Zamknąłem się w pancerzu. Stałem się samotnikiem, osobą chorobliwie wręcz nieśmiałą. Wychodziłem z założenia że jak się nie wychylę to nie oberwę. Że lepiej być niewidocznym tłem. W swojej naiwności wierzyłem że o będzie dobry sposób. Pewnie domyśla się już Pani w jaką pułapkę wpadłem. Teraz nie wiem jak żyć, a Pani książka mimo iż mówi o prawdach które znam i akceptuje. Może inaczej bo zaraz zagubię się w gąszczu pokrętnej retoryki której chciałem uniknąć.

Wiem jak żyć. Nie potrafię jednak tych zasad wprowadzić w życie. Nie zostałem nauczony podstawowych zasad które obowiązują w stosunkach międzyludzkich.
Zastanawiałem się czy nie jestem przypadkiem typem wampira o którym przeczytałem w Pani książce. Chce stosować się do rad. Ale się tego najzwyklej
boję. W swojej zbroi samotności jest mi bezpiecznie. Pocę się bod blachą ale boję się że gdy ją zdejmę nie będę niczym chroniony. Mam niską samo ocenę ale
lubię siebie. Wiem ile jestem warty ale jest to wartość moja prywatna. Newiele jest osób które znają mnie choć trochę. Nawet mój najbliższy przyjaciel z którym znam się od niemowlęctwa nie zna mnie. Wydaje mi się znów wkradł się chaos do tego listu. Przepraszam za to ale są to sprawy które mimo
iż są dla mnie oczywiste i znane gdyż w nich cały czas żyję, mimo to ciągle bolą. Chyba nie dokładnie napisałem to co chciałem, ani to o czym myślałem
wczoraj wieczorem. Gdybym napisał ten list wczoraj wyszło by mi to chyba lepiej.

Znajdź cel i dąż do niego. To jest tylko tak łatwo powiedzieć. Dużo czytam. Z wielu książek dowiaduję się o zasadach moralności których nikt nie stosuje. Piszę wiersze których nikt nie zrozumie albo nawet nie stara się zrozumieć. Nie słucham muzyki, nie potrafię w niej odnalezc. Zresztą sama wie Pani o co mi chodzi.

Sam nie wiem czemu piszę do Pani ten list. Jest to impuls. Mam świadomość że osób które do Pani piszą są setki i zapewne ten mój zginie w nawale. Jednak mimo to cieszę się z tego listu.


Z jakiegos zagadkowego powodu ludzie najczesciej mysla, że w zyciu powinno być łatwo i przyjemnie. To taki odruch - skoro juz jestem na śweicie, to powinno być miło. I są bardzo zaskoczeni kiedy sie okazuje, że zycie to jest seria róznych zdarzeń, ktore co chwilę od nowa testują naszą siłę, umiejętnośc podejmowania decyzji i odpornośc na stres.

Sekret szczęsliwego zycia leży w tym, co człowiek świadomie z nim zrobi. Pan wie co w Pana zyciu jest złe, bo sam o tym napisał - niska samoocena, strach, brak umiejętności wprowadzenia w zycie dobrych zasad. To Pana ogranicza. Zycie polega wlasnie na tym, żeby walczyc ze swoimi ograniczeniami.

Zamiast zrzucac wine na rodziców, przyjaciół, znajomych i nieznajomych.

Kazdy dorosły czlowiek jest sam odpowiedzialny za to czy jest szczęsliwy.

Zyczę Panu odwagi i siły, i tego, zeby przestał się Pan zastanawiac kto jest winny temu, że nie jest Pan szczęsliwy, tylko poswięcił ten czas i energię na naprawiebnie tego wszystkiego, co nie jest w Pana zyciu dobre. Serdecznie pozdrawiam :)

Witam
Mam na imię Monika. Mieszkam w Bydgoszczy, mam 15 lat. Interesuję się przyrodą, podróżami. Co prawda nie odwiedzałam nigdy dzikich krajów, ale nie ukrywam że o tym marzę. Z rodziną preferujemy aktywny wypoczynek, więc każde wakacje spędzamy w górach. Poza tym lubię spędzać czas na powietrzu, do szkoły jeżdżę rowerem, interesuje mnie wszytsko co żywe.

Chodzę do gimnazjum autorskiego, o profilu przyrodniczym. Chciałabym się rozwijać w tym kierunku. Nie wiem czy mam szansę na to, żeby kiedykolwiek udać się do Ameryki Południowej, do Kolumbii bądź Wenezueli, by zobaczyć dziką, rajską przyrodę. W jaki sposób mogę zrealizować swoje marzenia? Czy powinnam już dziś zadecydować na przykład o tym, by uczyć się języka hiszpańskiego (uczę się francuzkiego), czy powinnam coraz bardziej zagłębiać swoją wiedzę, czy jest jakiś sposób by to wszytsko bardziej mi przybliżyć. Nie wiem czy potrafię rozgraniczyć arzenia od świata rzeczywistego. Moi rodzice raczej nie traktują poważnie mojego spojrzenia w przyszłość. Kibicują mi w tym, żebym została w przyszłości lekarzem, a ja mogłabym robić wszytsko co związane z żywym bo wtedy nigdy się nie nudzę. Chciałabym poznać pani historię, która być może dużo mi rozjaśni.

Z góry dziękuję za przeczytanie i proszę o dobrą radę.
Monika z Bydgoszczy



Moniko, Nauka języków obcych to dobry pomysł, bo znajac obcy język łatwiej odnajdziesz sie w nowym kraju i innej kulturze.

Myśle, że teraz nie musisz decydować o całej reszcie swojego zycia. Trudno przewidziec co się zdarzy za rok czy dziesięć lat, więc moja rada jest taka: pracuj nad sobą, nad tym zeby byc dobrym, silnym, odwaznym człowiekiem. Staraj sie byc wierna sobie, nie sugeruj się decyzjami innych ludzi, staraj się mieć wlasne zdanie i wiedzieć czego naprawdę najbardziej chcesz.

Jezeli kazdego dnia swojego zycia bedziesz dobrym, odwaznym czlowiekiem, ktory ma silna wolę, zna swoje pragnienia i stara sie je realizowac, to na pewno dasz sobie rade w zyciu i jestem przekonana, że znajdziesz dla siebie taki zawód, ktory sprawi, że bedziesz szczęśliwa.

Pani Beato,
Z wielkim zainteresowaniem przeczytałem na Pani stronie internetowej, że organizuje Pani wyjazdy grupowe do Amazonii.
Byłbym wdzięczny za informacje o terminach i orientacyjnym koszcie całości wyprawy (+ jak długo trwa).
Z poważaniem,
Andrzej




Panie Andrzeju, w zeszlym roku prowadziłam kilka wypraw w różne zakątki świata, w tym roku koncentruję sie na pisaniu dwóch nowych ksiązek, więc bedzie tylko jedna wyprawa - w listopadzie do dzungli amazońskiej. Z tego co wiem, wszystkie miejsca sa juz zajete, ale informacje na bieżąco ma współorganizator tej wyprawy w osobie Tatiany Chylinskiej tchylinska@gamasan.pl
Powrót