onet.pl PATRONAT
Listy w skrzynce
Napisz do mnie
Napisz do mnie
Listy

Powrót
Włoska skrzynka pocztowa (78)
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl
Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Szanowna Pani Beato!

Mam do Pani pytanie. Od około pół roku piję yerba mate i uważam, że jest rewelacyjna. Jednak ostatnio przeczytałem w internecie o badaniach, według których yerba mate zawiera bardzo dużo substancji rakotwórczych. Trochę mnie to wystraszyło i zasmuciło jednocześnie. Jeśli to dla Pani nie kłopot, proszę napisać, czy coś o rzekomej rakotwórczości mate mówi się w Ameryce Południowej? Czy tam wiąże się picie mate z jakimiś podejrzeniami co do rozwoju nowotworów? Co mówią tamtejsi lekarze? Z góry dziękuję za odpowiedź.

Z wyrazami szacunku i serdecznymi pozdrowieniami!

Łukasz


Yerba mate była przez wiele lat badana [rzez amerykańskich naukowców – zanim zdecydowano, że jest bezpieczna i można ja wprowadzić na rynek w USA.

W latach 90-tych rozpoczęto badania, które miały wyjaśnić potencjalny związek między piciem yerba mate a chorowaniem na raka. Sami naukowcy jednak przyznają, że trudno jest jednoznacznie określić wyniki tych badan, ponieważ ludzie pijący yerba mate często też jedzą różne niezdrowe rzeczy (np. mięso pieczone na ogniu), piją alkohol i palą tytoń – a szczególnie ta ostatnia używka jak wiadomo powoduje nowotwory. Tak więc badania rozpoczęto, zakończono, ale ich wyniki są wątpliwe – tym bardziej, że w przeszłości inni naukowcy stwierdzili rzecz dokładnie odwrotną – czyli ze składniki zawarte w yerba mate przeciwdziałają nowotworom.

Ja osobiście nie bardzo wierzę w te rakotwórcze właściwości – widziałam w Ameryce południowej całe rodziny pijące yerba mate od wielu lat – gdyby istniało niebezpieczeństwo zachorowania, w Argentynie i Paragwaju pewnie musiałyby być całe epidemie. Ale tam na miejscu nikt o tym nigdy nie słyszał.

Mam też wątpliwość co do sposobu prowadzenia tych badań – ponieważ badano osoby, które piją yerba mate – nie sprawdzając ile i jakich rzeczy te osoby oprócz yerba mate zjadają i wypijają w ciągu dnia, jaki mają styl życia.

Wiem też, że yerba mate sprowadzana do Polski musi posiadać odpowiednie certyfikaty. Nie wszystkie firmy sprowadzające yerba mate do Polski przestrzegają tego obowiązku – zawsze więc warto sprawdzić czy dany importer sprzedaje zioła certyfikatem. Ja sprawdziłam :)

Pani Beato!

Usłyszałam o poglądzie wicca na temat skutkow naszych czynów, które dobre, czy złe wracają do nas zwielokrotnione... - zastrzygłam uszami, ponieważ dokładnie o tym samym mówi prawo karmy, które jest filarem poglądu buddyjskiego. Wg pogladu buddyjskiego prawo karmy jest prawem dzialajacym całkowicie bezosobowo i dotyczy wszystkich, bez wzgledu na to, czy mają o tym pojęcie czy nie...

Stąd wielokrotnie jest podkreślane, że dobre czyny prowadza do dobrych skutków a złe do złych, ale tutaj pojawia sie też wątek wiedzy /mądrości , takiej która umie odróżnić jedno od drugiego, dlatego należy w harmonijny sposób rozwijać mądrość i współczucie.

Polecam film "MILAREPA" - to historia znanego tybetańskiego świetego, który swoją karierę rozpoczął od nauki magii, co przyniosło efekty takie jakie sobie życzył, ale zaraz po nich został uświadomiony przez napotkanego mistrza, o skutkach karmicznych swoich magicznych czynów.... i od tego momentu rozpoczęła sie jego duchowa droga i rozwój.

A tak poza tym w Polsce też dzieją się niezwykłe historie...

Pozdrawiam
Edyta


Pani Edyto, oprócz buddyjskiej karmy także dżiniści twierdzą, że czlowiek sam projektuje swój los poprzez swoje czyny, mysli i slowa. Ja wiem z doświadczenia, że to jest prawda, chociaż odkryłam to zanim jeszcze poznałam reguły buddyzmu i inne równie światłe i odkrywcze poglądy na życie :)

Poszukam tego filmu, życzę Pani wszystkiego najlepszego, serdecznie pozdrawiam :)
Witam Pani Beato,
właśnie obejrzałam końcówkę programu ’Zacisze Gwiazd’ z pani udziałem i może się to wydawać dziwne ale pomyślałam, że do Pani napiszę i podzielę sie moimi wrażeniami.. uważam, że jest Pani bardzo ciekawą osobą, wiele wie o świecie i o życiu i jak to Pani powiedziała - ma przemyślany każdy krok i stara się zrobić jak najwięcej, jak najlepiej i z jak najlepszym efektemkońcowym, a co najważniejsze - wie Pani czego chce. Mam nadzieje, iż chociaż w kawałku uda mi się dojść - myślę, że nie będzie błędem powiedzieć - do takiej perfekcji w życiu.
Życzę powodzenia w dalszym życiu i w podróżach.
Pozdrawiam, Natalia.

Pani Natalio, nazwałabym to raczej życiem w zgodzie ze sobą - bo stąd właśnie bierze się to, co Pani nazywa "perfekcją". Kiedy człowiek słucha swojej duszy, szuka swojej pasji, podejmuje własne decyzje bez względu na to co mówią i robią inni ludzie, to po prostu pozostaje wierny sobie, czyli zyje w harmonii z własnym "ja" z całym światem - a wtedy wiele innych rzeczy zaczyna się w równie harmonijny sposób układać.

Zyczę Pani odnalezienia własnego "ja" i odwagi, żeby zainwestować w siebie i uwierzyć w swoje możliwości :)
Witam, od jakiegoś czasu oglądając Pani programy myślałam o tym, żeby napisać do Pani maila.
W końcu, moja pamiec nie zawiodła i będąc już przy komputerze przypomniałam sobie o tym żeby poszukać jakiegoś numeru lub maila kontaktowego :) tak więc... Chcialam tylko napisać, że jestem Pani wielką fanką i naprawde podziwiam to co Pani robi. Mnie takze pasjonują dalekie wyprawy, fotografia... a w ludziach o innym kolorze skóry jestem wprost zakochana. *_* Niestety, mój wiek(19), przewrażliwieni rodzice i finanse nie pozwalają mi na dalekie (bliskie własciwie też nie;)) podróże. Mam jednak nadzieje, że któregoś pieknego dnia moje marzenia się spełnią i będę miała na tyle pieniedzy i odwagi, żeby prowadzić tak fascynujące życie jak Pani.
pozdrawiam gorąco z... zimnego jak na wrzesień Ostrowa Wlkp.
Dagmara :)


Pani Dagmaro, myślę, że tak naprawdę nikt i nic nie jest Pani przeszkodzić w drodze do celu - pod warunkiem, że ten cel jest rzeczywiście prawdziwym głosem Pani duszy. Mówienie, że na drodze stoją Pani "rodzice, brak funduszy i wiek" to tylko taka zasłona dymna przed samą sobą - bo gdyby Pani przyznała, że to jak będzie wyglądało Pani zycie zależy tylko i wyłącznie od tego, co sama własnoręcznie Pani z tym życiem zrobi, to musiałaby Pani odrzucić wymówki i wziąć się do pracy :))

Niech się Pani nie martwi. Jeśli odpowiednio mocno będzie Pani tego pragnąć i jeśli to jest naprawdę Pani pasja, to znajdfzie Pani odwagę i nikt i nic nie będzie mógł Pani w tym przeszkodzić . Życzę powodzenia :))
Dzień dobry,

bardzo chciałabym wydać własną książkę. Czy mogłaby mi Pani poradzić gdzie najpierw powinnam skierować swoje kroki, do recenzenta, oficyny wydawniczej, czy może kogoś, kto chciałby dofinansować przedsięwzięcie? Od czego zacząć? Jak długo może potrwać okres od oddania maszynopisu po wydruk pierwszego egzemplarza dzieła?

Z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam!

Agnieszka


Pani Agnieszko, ja to zrobiłam w sposób najprostszy na świecie i myslę, że najlepszy. Najpierw trzeba napisac książkę. Z gotowym materiałem napisać do wybranego wydawnictwa - i zapytać czy ktoś zechciałby ją przeczytać i dać recenzję. Jak w pierwszym wydawnictwie odmówią albo nie odpowiedzą, to napisać do drugiego, trzeciego, czwartego i tak dalej. Dzięki temu zbierze Pani recenzje i wiedzę na temat tego co inni ludzie myślą o Pani twórczości. Zyczę powodzenia :)

Pani Agnieszko, ja to zrobiłam w sposób najprostszy na świecie i myslę, że najlepszy. Najpierw trzeba napisac książkę. Z gotowym materiałem napisać do wybranego wydawnictwa - i zapytać czy ktoś zechciałby ją przeczytać i dać recenzję. Jak w pierwszym wydawnictwie odmówią albo nie odpowiedzą, to napisać do drugiego, trzeciego, czwartego i tak dalej. Dzięki temu zbierze Pani recenzje i wiedzę na temat tego co inni ludzie myślą o Pani twórczości. Zyczę powodzenia :)
Witam Pani Beato!Mam na imie Justyna.W zeszłym roku rodzice mi kupili pani książke ’"W dżungli życia".Książka jest napisana fantastycznie przeczyatałam ją 3 razy.Zawsze kiedy po nią sięgam zauważam w niej coś nowego czegoś czego nie dostrzegłam wczśniej.Ja jestem osoba dośc zagubioną,powiedziałabym nawet że bardzo.Mam skończone 17 lat,chodze do II klasy liceum.Od 9 roku życia grałam w tenisa na początku myślałam że to bedzie coś co będe robiła zawodowo bo z czasem byłam coraz lepsza,lecz jednak po jakims czasie okazało się że to jednak mnie nie kręci wręcz przeciwnie zaczeło mnie to męczyć.Dwa lata temu przestałam grać.Do ostatniej chwili myslałam,że się zmienie, że jednak zmienie zdanie lecz tak się nie stało.Skończyłam grać i tak naprawde nie widziałam perspektyw co mam robić.Rodzice się martwią bo nie widzą żebym miała jakieś zainteresowania,pasje.W szkole odkąd pamiętam mi nie idzie.Jak jeszcze grałam to rodzice mieli nadzieje,że jak nie nauka to może sport.A tu się okazało,że jednak nie.
Dużo rozmawiam z tatą czytam książki na temat psychiki które daje mi tata.Tylko że ja wiem gdzie jest problem ale nie wiem jak mam to zmienić.Mam marzenie żeby iść na studia fotograficzne do Krakowa, lecz nawet to mnie nie dopinguje do tego żeby wziąśc się do nauki.
Pani w swojej książce opisuje podobne swoje problemy i potrafiła pani je rozwiązać.Ja nawet nie wiem za co się najpierw wziąść żeby zmienić swoje życie.Jestem normalna nie mam problemów nie pale nie chodze na imprezy jestem normalną dziewczyną.Czego mi najbardziej brakuje to pewnośći siebie.Chciałabym to zmienić:)

Bardzo prosze o odpowiedź.Jeśli pani tylko przeczyta tego e-maila to już bedzie dla mnie dużo znaczyło a co dopiero odpowiedź,bo uważam panią za ogromną osobowość. Chciałabym mieć chodziaż 5% pani pewności siebie.Naprawde


Pozdrawiam:)

Brak pewności siebie to wcale nie jest największy problem. Pewność siebie jest potrzebna tylko do tego, żeby lepiej i z większym przekonaniem zaprezentować się innym ludziom. Ale nawet gdybyś miała te pewność siebie, to nie wiedziałabyś co chcesz zaprezentować, prawda?

Ale nie martw się.

Nie trzeba od razu brać się za zmienianie całego życia. I nikt z dnia na dzień nie znajduje wszystkich życiowych odpowiedzi.

Zajmij się jedną rzeczą, która Cię interesuje. Nie przejmuj się tym, że masz przed sobą całe życie, że musisz je zaplanować, że nie wiesz dokładnie kim będziesz i tak dalej. Tego i tak nie daje się przewidzieć, bo z mojego doświadczenia wynika, że życie przynosi czasem tak zaskakujące niespodzianki, że nikt nigdy nie byłby w stanie ich zaplanować.

Moja rada jest więc taka: słuchaj swojej duszy. Rób to, co Cię interesuje. Jeśli lubisz fotografować, jak najczęściej bierz aparat i fotografuj. Być może podczas fotografowania odkryjesz coś, co stanie się Twoja prawdziwą pasją. Kiedy to znajdziesz, nie będziesz miała żadnych wątpliwości.

Na razie – dopóki tego nie wiesz – stawiaj przed sobą bliskie cele, pracuj nad sobą, staraj się być dobrym, pozytywnym, odważnym człowiekiem. Nie trać czasu na głupstwa. Ucz się, rozwijaj swoje zainteresowania. Bądź otwarta i znajdź codziennie w swoim życiu choćby jeden powód do radości. Nie narzekaj. Szukaj we wszystkim dobrych stron. Zobaczysz, że wkrótce zrozumiesz i znajdziesz to, czego szukasz. Trzymam kciuki.



Podziwiam i jednocześnie marzę...

o odkryciu świata jakby był czymś o czym nikt jeszcze nie wie, o tym aby poczuć jego zapach, dotknąć nieznanego, aby odnaleźć w nim prawdę która jest we mnie.

Zastanawiam się w jaki sposób spełnić te pragnienia. Kiedy czytam o wyprawach wielu podróżników myślę jak im się to udaje.

Może Pani zna odpowiedź lub chociaż kilka innych słów, które dodają nadziei.

Przesyłam pozdrowienia,

Natalia

P.S. Uczę się drugi rok w krakowskim liceum w dwujęzycznej klasie hiszpańskiej, nie jestem jednak z Krakowa i ten wyjazd z domu to może właśnie pierwszy krok.


Natalio, pragnienia najczęściej spełniają się same – wystarczy tylko je mieć. Nie zapominać o nich, nie porzucać ich, nie przykrywać tysiącem nieważnych drobiazgów.

Odkrywać świat można każdego poranka i wieczora. Rozejrzyj się, wyjdź na spacer w ciszy zmierzchu pod księżycem, posłuchaj własnych myśli – zobaczysz jak niezwykłe rzeczy kryją się w Tobie samej :)

Z takich małych podróży zaczynają się także te największe.

Wierzę, że także dla Ciebie się spełnią.

Pani Beato,

Bardzo Panią podziwiam, ponieważ nie dość, że jest Pani niesamowicie
utalentowaną i mądrą kobietą, to dzięki swoim książkom, listom czy
wypowiedziom, pomaga Pani wielu osobom. Często bardzo trafnie nazywa Pani
to, czego inni jedynie dotykają, nie potrafiąc tego ogarnąć. Po
przeczytaniu chociażby wywiadu z Panią w sierpniowym "Twoim Stylu" mam
wrażenie, że i ja dzięki Pani przypomniałam sobie o kilku ważnych rzeczach
:)
Chcę za to bardzo podziękować i życzyć Pani pomyślności w kolejnych
podróżach (szczególnie w tej najdłuższej) :)


Alicja

Pani Alicjo, ważne rzeczy są zwykle tak duże, że trudno je dostrzec – zgodnie z zasadą, że najciemniej jest zawsze pod latarnią oraz że łatwiej zobaczyć źdźbło trawy w oku bliźniego niż belkę we własnym :)

Poza tym człowiek codziennie jest bombardowany masą różnych głośno szczekających drobiazgów i wydaje mu się, że właśnie nimi powinien się zając w pierwszej kolejności.
I tak mija kolejny dzień, a wieczorem po załatwieniu tysiąca „ważnych i nie cierpiących zwłoki” spraw człowiek ma poczucie pustki, bo nie zrobił nic dla siebie, nic, co wzbogaciłoby jego życie, nic, co przyniosłoby mu prawdziwą radość.

Dlatego powtarzam sobie i innym, że trzeba ŻYĆ, spełniać marzenia, mieć plany, szukać radości i szczęścia. I nie dać się połknąć codzienności :)

Dzień dobry Pani Beato!
Przeczytałam Pani książkę i żałuję ,ze tak późno Panią "poznałam" poprzez ksiązki i dowiedziałam się czegoś więcej o Pani.Wcześniej widziałam Panią w TV , słyszałam fragmenty audycji w radiu gdy jechałam samochodem z rodzicami ,a o Pani  książkach czytałam jedynie w gazetach.
Mam 19 lat ,w tym roku zdałam maturę ,to był ciężki okres w moim życiu.Wszyscy w moim otoczeniu wiedzieli ,że chodzę np.na dodatkowe lekcje języka angielskiego,ale nikt nie wiedział ,że piątkowe wieczory spędzałam u psychologa.Zdecydowałam się  na terapię ponieważ przez bulimię nie mogłam już normalnie funkcjonować - nie wiem czy skończyłabym szkołę ponieważ coraz mniej w niej bywałam.To moja psycholog - Pani Kasia poleciła mi Pani książkę -ale wiadomo ,matura itd. czasu na przeczytanie nie było!Jakiś miesiąc temu dorwałam "W Dżungli życia" w Empiku i usiadłam na tamtejszej małej pufie-przeczytałam połowę i stwierdziłam ,ze muszę resztę zostawić "na potem " :)Następnie dorwałam ją w bibliotece i przeczytałam już całą od deski do deski...

To było niesamowite uczucie gdy czytałam rozdziały o bulimii,anoreksji,alkoholu,narkotykach,samotności,uczeniu się języków obcych,Pani pragnieniu ucieczki z kraju ,ucieczki od siebie samej,podróżach...Przy wartościach lansowanych współcześnie przez media niewiele jest takich osób jak Pani!Dopiero w Pani poradniku przeczytałam ,że w życiu w większości rządzi nami LEŃ ,że trzeba coś poświęcić (czyli np. czas),że brak pieniędzy nie może być wymówką!Ja jestem zakochana w Italii ,pierwszy raz byłam we Włoszech 4 lata temu,wiedziałam ,że chcę tam wrócić- zbierałam pieniądze 3 lata i za rok mam zamiar przeznaczyć je na miesięczny kurs języka włoskiego we Włoszech- przez ten rok będę się go uczyła w Polsce.Poza moją włoską pasją posiadam jeszcze jędną - projektowanie mody.O tym też wie niewiele osób,nie mówię o tym (w sumie sama nie wiem dlaczego) bo ludzie nie traktują tego hobby poważnie (i w tym moim myśleniu jest oczywiście błąd:).Mogę powiedzieć ,że szycie ,maszyna,proces tworzenia ubrań jest mi znany od dziecka- moi rodzice na początku lat 90 szyli i sprzedawali po placach kolorowe ,welurowe dresy.Oboje potrafią szyć(nawet tato haha:)) ,a w tajniki sztuki krawieckiej wprowadziła mnie właśnie mama,która(dzięki Bogu) popiera moją pasję(tato również).Uwielbiam przerabiać jej stare ubrania,szyć nowe i marzę o studiowaniu projektowania mody we Włoszech:)Oprócz tego kocham stare filmy - najbardziej te z Brigitte Bardot i "starą"(dla mnie stara nie jest ,ale w dzisiejszych czasach tak jest nazywana:))muzykę - Rolling Stones,Prince itp.

Piszę to ponieważ gdy przeczytałam Pani książkę poczułam mocną więź z Panią(brzmi to jak wyznanie jakiegoś psychopaty hahah),tak się w niej Pani otworzyła.... ja tak jeszcze nie potrafię ... Mimo ,że jest Pani drobną blondynką ma Pani charakter niczym siłacz (nawet chyba słowo siłacz nie oddaje Pani siły!).Dała mi Pani nadzieję ,że nie muszę zmieniać swojego wyglądu,swojego charakteru..jedyne co muszę to zatroszczyć się o siebie!

Kurcze tyle tu chciałam Pani napisać ,a teraz mam pustke w głowie!:)
Na koniec dodam ,że jest Pani chyba najbardziej wrażliwą i pełną empatii osobą o której istnieniu wiem:)
Życzę miłego dnia ,pozdrawiam i dziękuję za szczerość w Pani książkach, która jest wręcz kojąca dla takich zagubionych dusz jak ja:)
Kaja


Kaju, jedną z najważniejszych i najbardziej zdumiewających rzeczy, jakie odkryłam, jest to, że w każdym człowieku siedzi wrodzony leń, który czasem zamienia się też w Autodestrukcyjnego Potwora. Pewnie to dlatego, że kiedyś, kiedy mieszkaliśmy jeszcze w jaskiniach, trzeba było oszczędzać siły, bo przecież nigdy nie było wiadomo czy z ukrycia nie wyskoczy dziki zwierz i czy nie trzeba będzie za chwile stoczyć walki na śmierć i życie.

Dzikich zwierzów już nie ma, jaskini raczej też nie, ale wrodzony nawyk oszczędzania energii został.

I dlatego ludzie przez całe życie czekają aż ktoś przyjdzie i podejmie za nich decyzje i dokona za nich różnych czynów – i do końca życia będą tak czekali, bo to się nigdy nie stanie. Im szybciej człowiek to sobie uświadomi, tym lepiej.

To fantastycznie, że znasz już swoją pasję i wiesz co chcesz robić. Radzę Ci jednak pozostać z szeroko otwartymi oczami i słuchać swojej duszy. Być może to, co uważasz teraz za ostateczną pasję, jest tylko drogą do czegoś znacznie większego i bardziej ważnego :)

Bądź wierna sobie, ufaj we własne siły i bądź dla siebie przyjacielem – a na pewno dokonasz wielkich rzeczy. Będę trzymała kciuki za wszystkie Twoje plany, także te, z których jeszcze nie zdajesz sobie sprawy :))

P.S. W polowie października ukaże się ciąg dalszy "W dżungli życia" - książka pt. "W dżungli miłości". Bardzo dokładnie piszę w niej o tym co trzeba zrobić, żeby nie być leniem i nie tracić czasu :)

Dzień dobry Pani Beato

Właśnie skończyłam czytać Pani książkę "Blondynka na Kubie" i jestem pod
wielkim wrażeniem i o niczym teraz nie marze jak podróż na Kubę.
Wiem ze mi sie to uda innej myśli nie dopuszczam.
Jak zawsze po przeczytaniu Pani książki mam w sobie tyle energii i tyle
siły i za to chciałam Pani podziękować.Uwielbiam czytać Pani książki i
z niecierpliwością czekam na kolejne.Mam takie pytanie czy byłaby
możliwość wyprawy z Panią?
Serdecznie Pozdrawiam


Kuba to fascynujące miejsce i przyznaję, że sama chętnie bym się tam wybrała :) Jedyny kłopot jest taki, że znam jeszcze tysiąc równie cudownych miejsc na świecie i raczej nie starczy mi czasu, żeby odwiedzić wszystkie :) W zeszłym roku prowadziłam kilka wypraw dla wszystkich chętnych. W tym roku najwazniejsze było dla mnie napisanie trzech nowych książek. W listopadzie poprowadzę wyprawę do dżungli, ale nie ma już nie niej wolnych miejsc. Może w przyszłym roku zaplanuję jedną lub dwie więcej wyprawy, na które będzie można się zapisać. Proszę zaglądać od czasu do czasu na www.oliwkowo.pl - w dziale "Podróże" będą zawsze najświeższe informacje. Kuba to fascynujące miejsce i przyznaję, że sama chętnie bym się tam wybrała :) Jedyny kłopot jest taki, że znam jeszcze tysiąc równie cudownych miejsc na świecie i raczej nie starczy mi czasu, żeby odwiedzić wszystkie :) W zeszłym roku prowadziłam kilka wypraw dla wszystkich chętnych. W tym roku najwazniejsze było dla mnie napisanie trzech nowych książek. W listopadzie poprowadzę wyprawę do dżungli, ale nie ma już nie niej wolnych miejsc. Może w przyszłym roku zaplanuję jedną lub dwie więcej wyprawy, na które będzie można się zapisać. Proszę zaglądać od czasu do czasu na www.oliwkowo.pl - w dziale "Podróże" będą zawsze najświeższe informacje.
Nawiązując do Pani felietonu z magazynu POLSKA "The times" z 5 września "Jak przetrwali Indianie" - czy wie Pani, ze Saamowie (Lapończycy) w Norwegi (w takim kraju! - w kraju Nansena!) jeszcze w latach sześćdziesiątych nie mieli prawa do nabywania ziemi? Nie mieli też wielu praw obywatelskich. Bardzo niewiele brakowało by plemiona Saamskie przstały istnieć do dziś, pozbawiane tożsamości, prawa do kontynuowania tradycji, nauki języków - bo istnieją dwie, trzy (?) grupy językowe - a przede wszystkim, pozbawione sensu istnienia. Obecnie mają reprezentantów w parlamencie, swoje uniwersytety (w Norwegii), ... A mieszkają na terytoriach kilku państw. Wszędzie, mniej, czy bardziej legalnie walczą o swoje. Ktoś, kiedyś nazwał ich Indianami Europy. Też dla wyrzutów sumienia, które powinniśmy mieć, my EUROPEJCZYCY (jak "Amerykanie" obu Ameryk). Coż, kiedy, żeby mieć te wyrzuty, trzeba móc je w sobie wniecić, trzeba wiedzieć gdzie ten grzech. Jak przetrwali? W domach białego człowieka, w jego ubraniach, jedząc jego żywność, modląc się do jego Boga, oddając swoją ziemię. Także dlatego, że wybito już zwierzęta, które dawały im życie, no i dlatego, że "przyszła" taka moda u bialego - na tolerancję (choć nie zawsze uczciwą, szczerą i z przekonań), na wstyd (choć nie zawsze uczciwy, szczery i z przekonań), na altruizm (choć nie zawsze uczciwy, szczery i z przekonań), na humanizm (choć nie zawsze uczciwy, szczery i z przekonań), na człowieczeństwo .....
Nawiasem mówiąc: oni burzą się gdy nazywać ich Lapończykami - to pogardliwa nazwa nadana im przez Szwedów (w warunkach w których tradycyjnie żyli, nie zawsze dało się utrzymać higienę na "europejskim" poziomie).
pozdrawiam
Marek


Panie Marku,

myślę, że podobnych historii jest na świecie więcej, tylko raczej nie mówi się o nich głośno, bo to jest wstydliwy temat. Przecież dopiero kilka tygodni temu po raz pierwszy rząd Australii postanowił oficjalnie przeprosić Aborygenów za całe zło, jakie wyrządzili im biali po przybyciu na ich ziemię. Aborygenów traktowano jak gorszy gatunek, podobno nawet wpisano ich na oficjalną listę "gatunków zwierząt" żyjących w Australii!

Wielu takich krzywd już nie da się cofnąć ani naprawić. Niektórym szczęliwie udało się przetrać - tak było z Indianami Ache w Paragwaju, o ktorych napisałam w felietonie, tak jest z Saamami czy Aborygenami.

Można to naprawić i zadośćuczynić jedynie dobrym, uczciwym życiem. Tu i teraz, wśród ludzi. Serdecznie Pana pozdrawiam
Dzieńdobry Pani Beato :)
Niedawno przeczytałam Pani książkę pt.’W dżungli życia’. Od dawna nie czytałam czegoś tak fantastycznego, miałam wrażenie, że zna mnie Pani na wylot :). Przyznam, że dzięki tej książce w krótkim czasie udało mi się rozwiązać moje trzy, największe problemy. I teraz z dnia na dzień czuję się coraz bardziej szczęśliwa. Cieszę się, że całe życie przede mną, a jeszcze dwa miesiące temu nie wierzyłam w jakąkolwiek szczęśliwą przyszłość. Nikt w całym moim życiu nie pomógł mi tak bardzo, jak Pani.
Chciałam z całego serca podziękować :)
Wesoła Sanderka :)


Sandro, myślę, że odpowiedzi czekały gotowe w Tobie, a moja książka tylko pomogła je wydobyć na światło dzienne. A co do szczęsliwej przyszłości, to jestem na 100 PROCENT pewna, że każdy z nas trzyma ją we wlasnych rękach. Potrzeba tylko podjąć dobrą decyzję, a potem mieć w sobie konsekwencję i siłę woli, żeby zrealizować swoje plany i pospełniać marzenia. I już :) Zyczę Ci odkrywania codziennie, że życie jest dobre, a świat piękny i serdecznie pozdrawiam
Cześć!
Właściwie to się nie znamy,tzn.Ty nie znasz mnie.Ja wiem o Tobie
trochę.Obserwuję Twoje poczynania na polu medialnym i jestem zachwycona
Twoją osóbka.Skromna.nie wyróżniająca się z tłumu,a o wielkim sercu i
pasjonującym sposobie patrzenia na świat.Ciekawa życia i otwarta na cały
ogrom zdarzeń tego wszechswiata.Ja jestem przeciwieństwem o 180
stopni.Duża ciałem,mała duchem.Chciałabym poznawać ludzi,podróżować,być
przebojowa,pewna siebie. . .ale ciągle czegoś mi brak.Próbuje i nie
wychodzi,zamykam sie w sobie i nie mowię o problemach,o tym czego pragnę
i chcę.Robie to co muszę,zła,zmęczona,zdenerwowana,wściekła na
wszystkich.
Dziś są moje 37 urodziny.Chcę ZMIANY.Chcę żeby moje życie wyglądało
inaczej,było ciekawe i niepowtarzalne.Ale żebym przy tym wszystkim nie
zraniła najbliższych.Wlej w moje serce trochę otuchy i nadzieji że tak
się stanie.
I jeszcze jedno ,czy będziesz w tym roku na targach książki w Krakowie
?Chciałabym Cię spotkać twarzą w twarz.Pozdrawiam.Pa!Pa!


Droga Nieznajomo, przyjmij proszę najlepsze życzenia urodzinowe – przede wszystkim tego, żebyś potrafiła zmienić to, co Twoim zdaniem wymaga zmiany i żebyś za rok mogła spojrzeć w lustro i uśmiechnąć się do siebie. Mam wrażenie, że wiele podpowiedzi znajdziesz w mojej nowej książce t. „W dżungli miłości”, gdzie jest cały duży dział poświęcony „siłowni wewnętrznej” – czyli trenowania siły woli i innych bardzo przydatnych cech charakteru. Jeśli chcesz zmiany, zrób ją :)

Prawdopodobnie będę na Targach Książki w Krakowie. Na pewno informację o tym zamieszczę na głównej stronie w Oliwkowie na www.oliwkowo.pl
Serdecznie pozdrawiam

Dzień Dobry Pani Beato

Wszystko zaczęło się tego lata gdy zaczęłam słuchać radia ZET i
usłyszałam jak Pani interesująco opowiada o świecie.
Zostałam porażona ciekawostkami o ciekawych miejscach i zarażona pasją
poznawania świata za Pani sprawą .Na imieniny zapragnęłam książki -
Poradnik globtrotera czyli Blondynka w podróży I co ? Zauroczenie -
ubiera Pani tak obrazowo i ze smakiem myśli i przeżycia w słowa ,że jak
się czyta Pani dzieło to się ma wrażenie jak by się tam było.
Dziś pierwszy raz odwiedziłam stronę i znalazłam książkę ,którą jutro
idę kupić na 18 urodziny dla mojego syna W DŻUNGLI ŻYCIA , Juz
postanowiłam ,że wieczorami będę czytała moim dzieciom (17 letnia córka
i 18 letni syn) po jednym rozdziale .Coś czuję ,że to bestseller, który
stanie się obowiązkową lekturą w szkole średniej ( ja się o to postaram
: - )


Pani Beato wielkie dzięki, że Pani jest wśród nas.
Pozdrawiam
joanna j


Pani Joanno, dziękuję, to dla mnie wielka radość  Przesyłam pozdrowienia dla Pani córki i syna, z nadzieją, że będą w życiu spotykać tylko dobrych ludzi i łatwo znajdować szczęście, Panią także serdecznie pozdrawiam.
Powrót