|
|
Aztecka skrzynka pocztowa (85)
Nazwy skrzynek pocztowych nie mają związku z tematem listów :) Nadaję im egzotyczne nazwy, bo to fajniejsze niż przydzielenie im kolejnych numerów. W gruncie rzeczy jednak chodzi tylko o to, żeby je odróznić od siebie nawzajem.
Nowe listy proszę słać na adres beata@beatapawlikowska.com albo beata@oliwkowo.pl Odpowiedzi szukajcie poniżej.
Dzień Dobry Pani Beato! Pisze do Pani z ogromną nieśmiałością, gdyż myśle sobie ze nie powinnam pani zawracać głowy swoimi wewnętrznymi problemami,ale z drugiej strony tak bardzo bym chciala żeby ktos mi cos poradził, albo raczej powiedział co mi jest,albo raczej kim jestem, bo sama już nie wiem czy to co czuje jest prawdą, czy tylko mi się wydaje ze jest ze mną cos nie tak.
Niemniej jednak przepraszam panią za ten list…jeśli znajdzie pani chwile czasu żeby go przeczytac,to będzie to dla mnie bardzo wiele znaczylo,ale nie oczekuje ze pani na niego odpisze,bo wiem ze napewno jest pani zajeta.
Pisze do Pani, bo od dawna jest Pani dla mnie autorytetem, tego jakim człowiekiem warto być w zyciu, i szczerze zazdroszcze Pani tego jak silna i wspaniała osoba jest Pani. Chciałabym mieć chociaż odrobinę Pani odwagi i wiary w siebie by iśc przez zycie pewnym krokiem i nie bac się tego zycia. Kim jestem? Przepraszam zapomniałam się przedstawić…mam na imię Magda i mam 23 lata i szczerze mówiąc sama nie wiem kim naprawde jestem…chociaż wiem jak widza mnie inni,ale ciagle mi się wydaje ze to jak o mnie mowia,po porstu nie jest prawda.
Od zawsze moim jedynym zajeciem była nauka, zawsze miałam dobre oceny,zawsze przygotowana do zajeć, jedyna posiadaczka wszystkich prac domowych w klasie, uczciwa wobec innych, dobra kolezanka,przyjaciólka, corka, siostra…niemalze prefekcyjna we wszystkim. Mam wrazenie ze ludzie postrzegaja mnie wlasnie jaka taka doskonala dziewczyne, pracowita i niezwykle dobra…a ja czuje bardzo mocno ze to po porstu nie prawda..bo nie ma ludzi doskonałych…i ja wiem ze taka nie jestem, i boje się ze pewnego dnia ktos kiedyś to zauważy i wyjdzie na jaw to jaka jestem naprawde…czyli głupia, mało inteligentna, brzydka i wogle nic nie warta….Nigdy nie wierzyłam w siebie, właściwie chyba uczylam sie,chociaż tak naprawde wziąż to robie… nie dla siebie ale ze strachu,ze jeśli się nie naucze to dostane zla ocene,to inni zobacza to ze jestm glupia i nic nie potrafie…wiec uczyłam się nieraz calymi dniami i mimo to zawsze czułam silny strach, lek bo wydawało mi się ze nic nie umiem, podaczas gdy okazywało się ze dostawałam zawsze dobre oceny, teraz gdy sobie mysle o tym to widze jak bardzo jest to chore….
Wydaje mi się ze jestem dziwnym czlowiekm..bo swiat w którym zyje nie podoba mi się wogole…czuje się inna niż wszyscy…czuje się gorsza niż wszyscy, zawsze zanjde kogos kto będzie ode mnie lepszy,piękniejszy, mądrzejszy…i strasznie mi to we mnie przeszkadza…Chciałabym być tą odwazna osobą, ktora absolutnie akceptuje siebie i nie porownuje się z innymi, nie robi tylko tego czego inni od niej oczekuja, potrafi mowić ‘’nie”, a przede wszystkim chciałabym się pozbyć tego leku, który towarzyszy mi nieustannie…i jest naprawde straszny…
Myślałam o tym żeby się udac do psychologa…ale wsydze się bardzo, zreszta nie wiem czy jest sens to robic, może tak naprawde wszystko jest ze mna wporzadku,tylko sobie cos wymyśliłam, i bez sensu jest czymś takim zawraca komus glowe…nie wiem po porostu… Moi znajomi mowia mi ze po prostu powinnam się mniej przejmować wszystkim i zaczac wychodzic bardziej do ludzi,znaleźć sobie chłopaka i uwierzyc w siebie…tylko ze ja nie wiem jak to zrobić…
Zreszta mnie się ciagle wydaje ze ja nie potafilabym być z kims, bo boje się ze ktos kiedy wykorzysta moja ufność,dobroć i po prostu będzie to wykorzystywał, a ja nie będę potrafiła się temu sprzeciwic…tak ja moja mama zreszta..widze jak meczy się z tata..kotry od zawsze miał problemy z alkoholem..i choc nigdy jej nie uderzyl..to łatwego zycia z nim nie ma…nie chce tak zyc…a bardzo się boje ze przyciagne wlasnie do siebie kogos takiego jak mój tata,zakocham się w człowieku,który okaze się być zupełnie innym człowiekiem i wtedy poczuje się oszukana i nieszczesliwa…nie chce tego..dlatego wlasnie chyba nie chce mieć chłopaka…
Boje się niemalze wszystkiego i bardzo ciezko mi jest z tym się uporac…ciagle robie rzeczy tak,aby nikogo nie zranić,dbam o czyjes pragnienia,uczucia,często wyrzekacjac się siebie…bo nie czuje się warta uwagi czy tego aby sobie cos kupic czy cos mieć…
O jej..przepraszam pani za tak dlugi wywód z mojej storny…nie chce pani zajmować wiecej czasu.Jeśli pani to przeczytała to już za samo to, jestem bardzo wdzieczna…przepraszam również za bledy, i za chaotyczność wypowiedzi…ale trudno jest mi pisać to, co czuje w sposób uporządkowany… Jeszcze raz Pani dziekuje za chwile uwagi, i dziekuje za to ze jest ktos taki jak Pani..choc Pani nie znam, to mysle ze dla tysięcy ludzi jest Pani wzorem do naśladowania i Wielkim Czlowiekiem. Zycze Pani,aby nigdy nie stracila tej ogromnej energii, siły, optymizmu, radości zycia..by była Pani zawsze bardzo bardzo szcześliwa!!!
Serdecznie Panią pozdrawiam i życze bardzo słonecznego dnia! Magda
Magdo, rozumiem jak się czujesz i wiem skąd wynika sprzeczność w Twoich słowach – kiedy piszesz, że chciałabyś być odważna i silna, ale… z jakiegoś powodu uważasz, że to jest niemożliwe.
Najpierw więc chcę Ci powiedzieć, że to jest możliwe. Każdy człowiek może być odważny, silny, odpowiedzialny i konsekwentny. Czasem wymaga to trochę pracy nad swoim charakterem, ale na 100% jest wykonalne.
Tym bardziej dla Ciebie, bo masz świadomość tego, co Ci się nie podoba w Twoim życiu. Wiesz dużo o sobie. Wiesz na przykład, że wcale nie chcesz być ta perfekcyjną osobą, za którą biorą Cie koledzy. Wiesz, że nie chcesz poświęcać siebie, żeby zadowolić innych. Wiesz, że brakuje Ci cech charakteru, które chciałabyś mieć.
Mam więc dwie rady:
Pójście do psychologa lub psychoterapeuty to świetny pomysł. Wiesz dlaczego? Bo jeśli kogoś boli serce, to idzie do kardiologa, jeśli ma problem ze stopą, to oczywiście bez wahania pójdzie do ortopedy. A jeśli ktoś ma kłopot z własną duszą?... To powinien bez wahania pójść do psychoterapeuty. Wyjaśnię Ci dlaczego. Bo bywa tak, że nawet jeśli ktoś ma świadomość tego co chce w sobie zmienić, czuje dziwną blokadę, która to uniemożliwia. Jakąś taką bezradność, dziwny smutek, brak sił. Od tego właśnie jest psycholog. Pomaga Ci dostrzec i usunąć tę barierę, która przeszkadza Ci być szczęśliwym człowiekiem.
Moja druga rada dotyczy terapii dla DDA, czyli dorosłych dzieci osób uzależnionych od alkoholu. Jeśli Twój tata nadużywa alkoholu, to bardzo możliwe, że jest uzależniony. Alkoholizm to choroba, niezależna od silnej woli, więc Twój tata jest jej ofiarą, nie ponosząc za to winy. Ale jego alkoholizm prawdopodobnie miał wpływ na blokady, jakie w sobie nosisz. Radzę Ci więc poczytać na temat DDA – w Internecie jest wiele stron na ten temat, myślę, że odnajdziesz siebie w opisie cech DDA. Pisze o tym też dość obszernie w książce „W dżungli miłości”. Życzę Ci powodzenia i uśmiechu, i usunięcia blokad z drogi do szczęścia :)
Kochana Pani Beato! Właśnie "pożarłam" jak lew kolejną Pani "Blondynkę..." i grzecznie proszę aby rzuciła Pani wszystko w kąt i ruszyła w kolejną podróż:) Czekam na kolejną relację "jak kania dżdżu". pozdrawiam wierna czytelniczka
Pani Magdo :) Dziękuję i donoszę niezwłocznie, że właśnie wróciłam z samotnej miesięcznej podróży po Meksyku i Gwatemali, która była pełna nie tylko przygód, ale i zaskakujących tajemnic :)
A za kilka dni ukazuje się moja najnowsza książka pt. "Agnes w Wenecji", w której pewna znużona codziennością Agnes wyjezdża do Wenecji, gdzie spotyka Casanovę, Marco Polo i Vivaldiego... Premiera 23 maja podczas Targów Książki w Warszawie :)
Witam Pani Beatko,
ostatnio przeczytałam pierwszą pani książkę, którą kupiłam sobie, ponieważ zainteresowały mnie fragmenty, które przeczytałam w Oliwkowie ). I niestety" przeczytałam ją w ciągu 2 dni ;), co jeszcze nigdy nie zdażyło mi się z żadną książką, abym nie mogła się od niej oderwać.
Bardzo ucieszyłam się na wieść o kolejnej, o którą poprosiłam i wcale się nie rozczarowałam wyborem prezentu. Ciesze się bardzo, że na nie natrafiłam i czytając ją odnalazłam wiele sytuacji, które naprawdę skłaniają człowieka do zmian. A co zrobimy przykrego drugiej osobie zaraz do nas wraca.
Zaczęłam pracować nad sobą i nad moim lenistwem, częściej się cieszę z kazdej chwili i nie narzekam na wszystko tylko staram się dostrzegać dobre aspekty danej sytuacji, tak samo jak pani w czasie deszczu śpiesząca się na spotkanie. ;) Dziękuję za taką fajną, ciekawą, interesującą i dającą do myślenia książkę.
Serdecznie pozdrawiam Agata
Pani Agato, cieszę się i dziękuję, życzę skutecznego pokonania lenistwa w sobie :) Lenistwo to zabawna cecha, bo człowiek doskonale wie, że nie chce go mieć, a jednak mu ulega :) Do czasu, oczywiście, bo świadomość chęci czynu i zmiany skutecznie pomaga lenistwo w sobie zamienić na pozytywne przekonanie o tym, że lepiej i fajniej jest być energicznym i konsekwentnym. Tego Pani życzę i pozdrawiam :)
dzien dobry!
wlasnie przeczytalam, a raczej pochlonelam Pani ksiazke "w dzungli milosci" i chce bardzo podziekowac za nia, ale slowo dziekuje to w tym przypadku za malo, ale odpowiedniejszych slow nie znajduje.wszystko dla mnie nagle stalo sie jasne i uporzadkowane, do tej pory tylko domyslalam sie swoich problemow, ale nie potrafilam ich nazwac, nie mowiac juz o przekazaniu ich np psychologowi.
oczywiscie jestem DDD, oczywiscie samotna, niezrozumiana,inna, do tej pory kierowalam sie tylko wlasna intuicja w zyciu.mam 41 lat, mysle,ze przed zwariowaniem uratowalo mnie to ze nasladuje madrych ludzi i to ze mimo wszystko uwielbiam przebywac na swiezym powietrzu i wtedy zapominam o klopotach.a teraz? zrozumialam, ze pelno takich ludzi jak ja, moze nawet ja pomoge komus teraz kiedy umiem to "nazwac po imieniu"
biore sie w garsc, ide na terapie juz wiem gdzie :-)bede silna
zazdroszcze Pani w pozytywnym slowa znaczeniu, ze Jest Pani taka silna, madra, pokorna,skromna, pogodzona ze soba i ze ma Pani dar takiego latwego wypowiadanie sie no i ze dobra z Pani psycholozka wiem ze to kwestia pracy, ze nic samo nam z nieba nie spadnie
PROSTO Z SERCA ZYCZE ZDROWIA I SPELNIENIA NAJSKRYTSZYCH MARZEN
bardzo dziekuje Ewa
Pani Ewo, moja siła wzięła się z miliona łez, które przelałam kiedyś nad własnym zyciem. Wszystko zmieniło się wtedy, gdy postanowiłam wziąć życie we własne ręce i spróbować zbudować coś dobrego i mocnego. Nie walczyć z całym światem ani ze sobą, tylko budować, w najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Kiedy czlowiek kieruje się dobrymi intencjami - także wobec samego siebie - osiąga niespodziewanie dobre rezultaty :)
Odkrycie czym jest alkoholizm i jak wpływa na ludzie dookoła to jedna z najwazniejszych rzeczy, jakie zrozumiałam. To niby proste, ale strasznie podstępne, bo czlowiek uzależniony od alkoholu rozsiewa dookoła dziwną bezradność, poczucie samotności i jakiś rodzaj wewnętrznego bólu i pustki, od ktorego trudno się uwolnić.
Ja też życzę Pani z całego serca zbudowania dobrej drogi, po której łatwo idzie się dalej w przyszłość, wytrwania w terapii i odnalezienia sensu samej siebie i życia :)
Cześć Beata albo raczej Blondynko z Dżungli! (mam nadzieję, że dopuszczasz taki sposób zwracania się do Siebie)
Od razu się przyznam się, że jestem miłośniczką Twojej prozy. Niesamowite przygody i nieznana większości rzeczywistość opowiedziane w tak lekki i uroczy sposób potrafią rozjaśnić najsmutniejsze dni czy wieczory, a dodatkowo nauczyć czegoś nowego. I mimo, że to może zabrzmieć jak zwykłe pochlebstwo chciałabym dodać, że podziwiam Cię za odwagę w odkrywaniu niedostępnych rejonów świata, za upór w poszukiwaniu prawdy i wielką pasję podróżnika. Twoją ostatnią książkę “W Dżungli Miłości” ( do której przyciągnęło mnie Twoje pewne, niebieskie spojrzenie w oprawie motyli-moje uznanie dla projektanta okładki) czytałam w szczególnej sytuacji życiowej, w której dalej trwam, czyli w okresie rekonwalescencji po złamaniu kości podudzia i stanie kryzysu moich relacji z mężczyzną, który nie okazał sie być tym jedynym. ... Postanowiłam być Wojownikiem!
Muszę dodać, że juz wcześniej chciałam do Ciebie napisać, ale dopiero strona 330 tej książki mnie ośmieliła a sytuacja życiowa przyspieszyła powstanie tego listu. Zbliżając się do sedna, lubie podróżować po świecie, odkrywać nowe kraje i kultury, malowniczą przyrodę czy pamiątki przeszłości (co prawda w nie tak ekstermalny sposób jak Ty, ale też nie potrzebuję pięciogwazdkowego luksusu, choć mile widziany dach nad głową i prysznic z bieżącą wodą). Do tej pory podróżowałam z moją siostrą lub przyjaciółką, ale (niestety tylko dla mnie)obie wybrały nowopoślubionych mężów za towarzyszy ew. podróży.Moj obecny mężczyzna natomiast kategorycznie odmówił udziału w jakichkolwiek wyprawach poza granice kraju (to tylko jedna z niezgodności, która doprowadza do rozejścia się naszych życiowych dróg). Nie czuję się na tyle silna, aby wyruszyć sama do nieodwiedzanych wcześniej krajów, poza tym, mając jeszcze w pamięci narciarski wypadek w Dolomitach, myślę, że bezpieczniej i roztropniej jest podróżować z drugą osobą lub nawet z małą grupą. Beata, co mam robić w sytuacji samotnej blondynki (precyzyjniej mówiąc szatynki), która w tym roku będzie obchodzić swoją 40-stkę i bardzo chciałaby zwiedzić Tajlandię (co prawda zamieszki w Bangkoku sugerują ostrożność a nawet odwrót) lub Meksyk (tu znowy świński wirus stoi na przeszkodzie) lub Peru lub kraje afrykańskie (choć tam niepewnie jest chyba cały czas). Jechać samej? Liczyć, że może po drodze spotkam towarzysza podróży? Zostać w domu? -tego nawet nie biorę pod uwagę.
Przepraszam jak Cię zanudziłam moim listem ale mimo wszystko będę czekać na odpowiedź ... pozdrawiam serdecznie, Iza PS ..nie planujesz przypadkiem jakiegoś spotkania ze swoimi czytelnikami we Wrocławiu?
Izo,
zgadzam się, żę bezpieczniej jest podróżować z drugą osobą - ale od razu Cię pociesze, że jest mnóstwo osób, które znajdują się dokładnie w tej samej sytuacji co Ty. Dla nich własnie uruchomiłam serwis "Towarzysz podróży poszukiwany", gdzie można zgłosić chęc wyjazdu albo gotowy plan i poszukać kogoś, kto także chciałby się wybrać w tamtą stronę.
Są też miejsca na świecie, gdzie dość bezpiecznie można podróżować samotnie. Azja południowo-wschodnia to jedno z nich, czyli do Tajlandii mogłabyś pojechac sama, ale nie wiem czy naprawdę chcesz :)
Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie zwykle jadą w grupkach albo w parach i wcale nie jest łatwo spotkać drugiego samotnego podróżnika, do którego można by się przyłączyć. Jeśli chcesz podróżować z kimś, nie liczyłabym raczej na to, że spotkasz tego kogoś w trakcie podróży.
Jest też jeszcze jedna opcja. Zapisać się na wyprawę - na przykład taką, jakie ja czasem organizuję. Wiem z doświadczenia, że spotykają się na takiej wyprawie ludzie o podobnych celach i potem po powrocie do Polski kontynuują znajomość i czasem wyruszają na wyprawy w mniejszych grupach.
Tak czy inaczej JESTEM PEWNA, że znalezienie towarzysza podróży nie jest trudne i na pewno jest możliwe :)
P.S. 29 maja zapraszam na spotkanie w Wadowicach :)
Droga Pani Beato, mam na imię Mateusz, mam 15 lat i piszę dziś do pani list. Nie wiem do końca, po co to robię, ale mimo wszystko odczuwam tego nieodpartą potrzebę. Będę wdzięczny za poświęcenie tym słowom kilku chwil. Czuję się dzisiaj bardzo źle, jest mi bardzo smutno a kiedy tak mi się dzieje z uporem poszukuję pomocy, Pani niechcący staje się kolejną osobą do której o taką pomoc się zwracam i najpewniej będzie Pani kolejną, która nie będzie mogła, potrafiła czy chciała mi pomóc. Ja mimo wszystko za nic nie chcę stracić nadziei, że ktoś w końcu będzie potrafił coś dla mnie zrobić, coś co mi pomoże. Tego chyba od Pani oczekuję – czegoś co mi pomoże. Prosić o coś takiego w dodatku tak wprost jest jak myślę bardzo niegrzecznie, ale nie wiem dlaczego chcę aby ten list tak właśnie wyglądał, proszę mi wybaczyć. Choruję na depresję już od dłuższego czasu, jestem pod stałą opieką psychologa i psychiatry. Ja tym czasem czuję się coraz gorzej, czuję się coraz bardziej niewarty, coraz bardziej za głupi żeby żyć. Szukałem pomocy u różnych osób w różnych miejscach. Nic mi nie pomogło. Czuję że to już najwyższy czas, żeby się zabić, żeby zakończyć to wszystko co się ze mną dzieje. Niczego tak bardzo się nie boję i niczego tak bardzo nie pragnę, jak śmierci. Nie wiem, co mógłbym jeszcze napisać...
Przepraszam, że musiała to Pani czytać.
Błagam Panią o pomoc. Potrafi Pani? Chce? Może mi jej udzielić?
Strasznie pragnę odpowiedzi, Mateusz.
Mateuszu, powiem Ci jedną najważniejsza rzecz, jaka wiem na pewno. Ja kiedyś próbowałam się zabić, bo czułam się tak samo strasznie źle, jak Ty. Czułam się tak długo, aż wreszcie pewnego dnia wydało mi się, że nie ma już żadnej nadziei, a ja po prostu nie jestem w stanie dłużej nosić w sobie tej ciężkiej ciemności i smutku. Wtedy targnęłam się na swoje życie.
Cudem mnie uratowano. Leżałam w szpitalu, gdzie wcale nie było przyjemnie i gdzie przeżyłam następne przykrości i upokorzenia zamiast ulgi. Wyszłam ze szpitala. Przyszedł dzień, kiedy zrozumiałam coś bardzo ważnego. Życie jest piękne. Jest piękne nawet wtedy, kiedy w duszy człowiek płacze i czuje rozpacz. Życie to najcenniejsze, co każdy z nas ma. W życiu zdarzają złe chwile, zdarzają się depresje i rozpacz, ale ZAWSZE, zawsze pewnego dnia przychodzi zmiana. Ulga. Radość i szczęście. Uwierz mi. Byłam w tym samym miejscu, w którym Ty jesteś teraz. Ale odkryłam szczęście i radość w życiu. Doświadczyłam tak cudownych chwil, które całkowicie wynagrodziły mi tamte chwile nieszczęścia i smutku. W Twoim zyciu to też się stanie. Depresja nie jest wyrokiem na resztę życia. Jest stanem przejściowym, który też ma w sobie jakiś cel. Choćby taki, że potem każdą radość doświadcza się sto razy mocniej i pełniej.
Spróbuj znaleźć choćby najmniejsza radość każdego dnia. Zrób listę rzeczy, za które jesteś wdzięczny losowi. Zastanów się co pięknego chciałbyś w życiu przeżyć. Spróbuj odnaleźć choćby mała radość, a myślę, że jedna mała radość przyciągnie do siebie następne, większe.
Nie poddawaj się smutkowi. Nie warto marnować na smutek czasu i energii. Zawsze jest jasna strona świata, szukaj jej, bo ona na pewno także szuka Ciebie. Serdecznie Cie pozdrawiam i przesyłam dobre myśli
uwielbiam słuchać Pani głosu w radiu, oglądać Paną w TV-drobna, blondynka a taka silna kobieta!!!Dowiadywać się ciekawostek o świacie.Na codzień radia nie słucham(brak odbiornika w domu),ale zawsze jak jadę w niedzielę samochodem trafiam na Pani audycje-czy to nie jest niesamowite?
Nie czytam Pani książek,bo zwyczajnie proza życia rozleniwiła mnie książkowo(pranie,prasowanie,gotowanie,zakupy itd,itd-nie,nie mam za dużona głowie bo to lubię,ale jakoś mi głupio że do Pani mam czelność pisać skoro nie czytam)? Ale czy w związku z tym mi nie wolno? Jeśli nie to proszę dalej nie czytać.... ale jeśli mogę pisać pomimo, to chcę wyrazić zachwyt nad tym co właśnie Pani powiedziała w TV-że należy myć ręce!!!!
Mówię o tym ciągle i wszystkim. Ludzie patrzą na mnie ze zdziwieniem, bo nie jadam na ulicy jabłek czy lodów. A ja uważam że jedzenie jest przyjemnością i trzeba je celebrować a nie napychać się po drodze bez namysłu, bez pięknego otoczenia czy miłego towarzystwa.
Cały czas się zastanawiam jak wprowadzić do szkoły(np.na lekcjach biologii)podstawy higieny? Czy to jest takie trudne-zastąpić naukę o układzie trawiennym żaby- nauka o konsekwencjach nie mycia rąk? Ileż chorób ludzie uniknęliby gdyby myli ręce?
Pani ma tak wielką siłę przebicia,że wierzę iż jest Pani w stanie to przewalczyć!!! Ja oferuje swoją pomoc-tylko nie wiem jak?
Całuję, pozdrawiam, szanuję i wciąż się zachwycam Panią Pani Beato,
Ewa
Pani Ewo, ja akurat mam nawyk częstego mycia rąk i prawde mówiąc, przypuszczałam, że dość normalnie zachowanie.
W tym tygodniu byłam trzy razy gościem w programach telewizyjnych w róznych stacjach, gdzie głównym tematem rozmowy była świńska grypa. Do studia zaproszono specjalistów z rządu, konsultantów do spraw zdrowia i mnie jako podróżniczkę, która kilka dni temu wróciła z Meksyku, czyli z miejsca gdzie wybuchła epidemia świńskiej grypy.
Ze zdumieniem słuchałam jak specjaliści opowiadają o schematach działań w przypadku pandemii, tłumaczą na czym polegają alerty i wyrywają sobie wzajemnie słowa, zarzucając brak kompetencji rzędu. NIKT nie mówił o tym, że jest kilka podstawowych rzeczy, o które każdy z nas powinien zadbać – na przykład że trzeba myć ręce, odpowiednio długo spać i zdrowo jeść – żeby organizm miał siłę stanąć do walk iż wirusem i go zwyciężyć. Kiedy ja o tym zaczęłam mówić, specjaliści patrzyli na mnie ze zdziwieniem.
Sprawdziłam na stronie Światowej Organizacji Zdrowia. Miałam rację! To są trzy podstawowe zalecenia dla każdego człowieka, który jest potencjalna ofiara choroby. Dlatego napisałam dzisiaj o tym w moim blogu, mam nadzieję, że to pomoże.
Pani Beato
Dzięki za próbę Pani przebicia się przez bandę kretynów z Pani mądrą wypowiedzią.
Ja wiekszość życia spędziłam w Australii - mojej drugiej Ojczyznie i żaluje jednego- że nie przywiozłam stamtąd dużej IGŁY do przekuwania tych polskich nadymańców.
Tak skomentowałam "Pryzmat" na kilku stronach internetowych: Obejrzałam Pryzmat w Programie 1-wszym. Półdebil z Ministerstwa Zdrowia tłumaczył, że wirus przenosi się przez kichanie czyli drogą kropelkową. W ten sposób udowadniał Beacie Pawlikowskiej, że jest głupia mówiąc o częstym myciu rąk.
Świńka Grypa -Pandemonium- Stopień 5 Chciałoby się powiedzieć, ty palancie mycie rak i higiena to podstawa są już filmy o tym, jak należy myć ręce tylko z dozowników mydła najlepiej na bazie alkoholu, co najmniej przez 20 sekund!
Swine Influenza Preparedness Update hand washing http://www.youtube.com/watch?v=FRHYOGZFlCU
Jeśli chodzi o polskie p...e tajemnice poniżej konferencja prasowa z Białego Domu, gdzie podają wszystkie dane:
Press Briefing on H1N1 Influenza White House http://www.youtube.com/watch?v=almHc5TWVJU
CDC http://www.cdc.gov/swineflu/
Na stronie WHW(Światowej Organizacji Zdrowia) co kilka minut jest uaktualnienie danych http://www.who.int/csr/don/2009_04_30_a/en/index.html
O godzinie 17-tej, 30 kwietnia 2009 11 krajów oficjalnie zgłasza 257 przypadków infekcji grypą A(H1N1)
Na stronie CDC na bieżąco publikowane są Dokumenty Przewodniki !!! http://www.cdc.gov/swineflu/guidance/
NP. Dokumenty Przewodniki co robić z chorymi np z kobietami w ciąży (Interim Guidance Documents) http://www.cdc.gov/swineflu/clinician_pregnant.htm
http://www.cdc.gov/swineflu/guidance/
Krok po kroku, jak się chronić: http://www.cdc.gov/flu/protect/habits.htm?s_cid=swineFlu_outbreak_003
Krok 4 Myj ręce Częste mycie rąk będzie chroniło się przed bakteriami.
Jeżeli w tym kraju nie dojdzie do katastrofy to tylko dzięki jednemu opiece tzw Maryji Królowej Polski. Ale, ja sądzę, że i Jej kończy się już cierpliwość wobec bezmiaru głupoty, krótkowzroczności, dyletanctwa i beztroski takich, jak ten kretyn, który śmiał wystąpić w Programie Pryzmat!!!
To jest kolejny skandal i przykład rozweselania obywateli tego kraju nonszalancją i bezczelnością! Szkoda tylko, że nasze życie może być zagrożone. Ale co tam! Ważne, że Rząd wie ile ma lekarstw i czy sam się uratuje w razie czego!
Iwona-Isia
Serdecznie pozdrawiam Byłoby mi miło, gdyby zechciała Pani do mnie napisać kilka słów Iwona-Isia
Pani Iwono, dziękuję za linki – na pewno przydadzą się czytelnikom mojej strony www i słuchaczom „Świata według Blondynki”. Od kilku dni zastanawia mnie to, że w Polsce mówi się nie o tym, co jest najważniejsze – czyli jak się bronić przed zarażeniem – ale buduje się atmosferę filmu katastroficznego, w którym wszyscy powinni się bać.
Chyba w Polsce wszystko staje się sprawą polityczną, którą żonglują przeciwnicy z opozycyjnych partii, zarzucając sobie wzajemnie niekompetencję i brak przygotowania. Świńska grypa nie jest atakiem z kosmosu, jest tylko kolejnym zmutowanym wirusem grypy. Poradzimy sobie z nim, jestem tego pewna. Serdecznie pozdrawiam
Witam serdecznie, tytułem krótkiego wstępu: mam 27 lat, skończyłem 2 kierunki studiów, mieszkam w Warszawie, odnoszę sukcesy w zawodzie, który chcę porzucić i zająć się tym, co zawsze chciałem robić: podróżowaniem ze sprzętem do rejestracji dźwięku i tworzeniem z nagranego materiału reportaży radiowych. Mam jednak jedną obawę: zapotrzebowanie na reportaże radiowe z podróży, które w powszechnym mniemaniu są mniej atrakcyjne od filmowych (osobiście mam na ten temat inne zdanie). Czy orientuje się Pani jak wygląda rynek radiowych reportaży podróżniczych w Polsce? Poza Pani audycją, nie słyszałem o innej. Czy jest na nie duże zapotrzebowanie? Jak patrzą na ten rodzaj reportażu szefowie stacji radiowych? Czy droga, którą obrałem: realizacja na własnym sprzęcie 2-3 reportaży z podróży i przedstawieniu ich w siedzibie stacji radiowej jako mojego portfolio jest drogą słuszną?
Bardzo proszę o odpowiedź.
Z wyrazami głębokiego szacunku oraz wdzięczności za zarażenie odwagą i motywacją do podążania Własną drogą, Łukasz
Panie Łukaszu,
rynek reportaży podróżniczych w Polsce praktycznie nie istnieje. W mojej audycji też nie pojawiają się reportaże dźwiękowe. Wiele zależy oczywiście od potrzeb słuchaczy danej stacji radiowej, ale zazwyczaj słuchacze wolą usłyszeć opowieść z pierwszej ręki, wzbogaconą o żywe emocje i wrażenia – zamiast fragmentu nagrania z taśmy radiowej. To jednak wcale nie znaczy, że wybrał pan złą drogę.
Po pierwsze – być może Pana pomysł na reportaż radiowy jest na tyle nowoczesny i nowatorski, że stworzy nowe zapotrzebowanie.
Po drugie – marzenie o realizacji reportażu radiowego z podróży jest być może tylko pierwszym krokiem, który ma Pana zaprowadzić gdzieś znacznie dalej.
Trudno mi odpowiedzieć na pytanie o słuszność przygotowania portfolio złożonego z kilku reportaży podróżniczych. Z mojego doświadczenia wynika, że wśród dużych stacji radiowych niełatwo będzie znaleźć odbiorcę. Są jednak mniejsze stacje, które być może będą tym zainteresowane. Poza tym – tak jak napisałam – być może podczas nagrywania tych reportaży odkryje pan w sobie zupełnie inny pomysł, na przykład fotografowanie albo pisanie lub opowiadanie o podróżach – te rodzaje twórczości na pewno są bardziej popularne.
Trzymam kciuki i życzę powodzenia w podążaniu drogą, jaką dyktuje Panu serce, serdecznie pozdrawiam
Droga Pani Beatko!
Obecnie, już piąty rok walczę z bulimią, w którą przerodziła się anoreksja. Byłam w szpitalu psychiatrycznym, teraz kontynuuję terapię ’’na zewnątrz". Mam też problemy z alkoholem. Bywa ciężko, sama Pani wie, jak to jest. Są jednak i te radosne chwile, które staram w sobie potęgować. A zmierzam do tego, aby zadać Pani pytanie: Czy z tego da się, tak rzeczywiście, wyjść? Nie wiem, dlaczego postanowiłam napisać, chyba szukam kogoś, kto pokonał to piekło i... i pokaże, że można. Jednak siłę trzeba znaleźć samemu...
Pozdrawiam, Ania.
Pani Aniu, daję słowo honoru, że z tego można wyjść.
pewnie Pani to juz wie, ale powiem: najważniejszy w tej chorobie nie jest żołądek, tylko dusza. Trzeba się nią zaopiekować. I to właśnie może zrobić tylko Pani. Zaopiekować się własną duszą, własną wewnętrzną "ja", zaprzyjaźnić się ze sobą, polubić siebie i swoje zalety, popracować nad wadami. Wymyśleć choćby jakiś niewielki plan i zacząć go realizować. Lubić swoje marzenia i spróbować zamienić je na rzeczywistość.
To jest droga do szczęścia, jaką ja znam ze swojego doświadczenia.
Nie wiem czy zna Pani moje książki, w których napisałam w jaki sposób to zrealizowałam - "W dżungli życia" i "W dżungli miłości" - może znajdzie w nich Pani także coś dla siebie.
Tymczasem serdecznie pozdrawiam i mocno trzymam kciuki, żeby była Pani silna jak baobab :)
Dzień Dobry, Pani Beato - na wstępie chciałbym podziękować, że Pani jest. Po przeczytaniu książki "W dżungli życia" znów nabrałem nadziei, że moje marzenia mogą się spełnić. Wiem, że dziennie otrzymuje Pani setki takich listów, dlatego nie chciałbym zanudzać nużącą treścią. Od czasu kiedy rozpocząłem gimnazjum - 3,5 roku temu zacząłem marzyć o podróżach. Byłem bardzo zafascynowany książkami, które przeczytałem. Jednak jakiś rok temu doszedłem do wniosku, że moje marzenia o podróżowaniu nigdy nie zostaną spełnione - gdyż nie mam funduszy, nie znam języka. Dziś mam 17 lat i jakbym znów poczuł tchnienie, że marzenia te może kiedyś się spełnią. Czy w takiej sytuacji warto się łudzić, marzyć i śnić o dalekich podróżach, nieznanych kulturach i odkrywaniu czegoś nowego ?
Byłbym zaszczycony i bardzo wdzięczny jeśli znalazłaby Pani choć chwilkę na odpisanie na mój list.
Serdecznie pozdrawiam, Wojtek
Drogi Wojtku, ze słów, których użyłeś w swoim mailu, wynika, że rzeczywiście, nie masz wiary w swoje marzenia. „Łudzić się” sugeruje wiarę w coś, co jest z góry skazane na niepowodzenie. Nie radzę Ci więc łudzić się w związku z niczym.
Gorąco jednak radzę Ci marzyć i spróbować sporządzić jakiś plan, który pozwoli Ci te marzenia zrealizować. Wystarczy zacząć od zastanowienia się DOKĄD chciałbyś pojechać.
Potem warto zacząć oszczędzać pieniądze po to, żeby móc kupić bilet lotniczy. To tylko w teorii wydaje się trudne. Bilet w promocji kosztuje ok. 2500 złotych. To jest kwota, którą można uzbierać, prawda? Poza tym warto dużo czytać, szukać informacji, uczyć się języków obcych. To na pewno przyda Ci się w życiu, a na pewno przyda się podczas podróży. Życzę powodzenia :)
Witam, ostatnio dowiedziałam się, że napisała pani książke w której jest historia chorej dziewczyny na bulimię i anoreksję. Sama od wielu lat choruję i bardzo zależy mi na przeczytaniu tej książki, jednak nie mogę dowiedziec sie jaki jest jej tytuł. Mogłabym prosic o napisanie tego? Pozdrawiam, Daria
Pani Dario, książka jest już gotowa, rozpoczynamy właśnie proces jej przygotowywania do druku. Planowany termin wydania to październik tego roku. Książka będzie miała tytuł "W dżungli niepewności" - i na mojej stronie na pewno zamieszczę o niej informacje po wakacjach jesienią.
Dzień dobry!
Nazywam się Marta, mam niecałe 17 lat. Niedługo skończę pierwszą klasę liceum ogólnokształcącego. Postanowiłam napisać do Pani, ponieważ sądzę, że jest Pani właściwą osobą, która mogłaby mi pomóc. Od razu przepraszam za długość listu, która mogłaby uniemożliwić opublikowanie go wśród skrzynek pocztowych, ale nie to jest dla mnie najistotniejsze.
Wchodzę w czas, gdy świat zaczyna oczekiwać ode mnie określenia planów na dalszą lub bliższą mi przyszłość. Jak każdy, mam bardzo wiele pomysłów na wykorzystanie swojego życia. Myśląc o studiach, czy przyszłym zawodzie, dbałam przede wszystkim o to, by zapewnić sobie jak największe zarobki. Wiadomo przecież, że pieniądze w życiu odgrywają istotną rolę... niestety.
Podczas jednych z rozważań postanowiłam w końcu wsłuchać się w siebie. Chciałam spojrzeć na swoje pragnienia i ukryte marzenia, które gdzieś przytłoczone szarą codziennością, nie miały szansy na wykiełkowanie. Uświadomiłam sobie, że nie muszę szukać szczęścia, bo odkąd pamiętam, zawsze wiedziałam, gdzie jest moje miejsce. Od dzieciństwa fascynowała mnie Afryka. Nawet, jeśli nie byłam jeszcze do końca pewna, dlaczego tak się dzieje.
Można powiedzieć, że "od zawsze" mam do czynienia z podróżami. Od najmłodszych lat jeżdżę z rodzicami po całym kraju, często za granicę na zawody. Wiąże się to z moją drugą pasją - gra w Petanque, - ale o tym napisałam do Pani w innym liście :))) Tak zaczęła się we mnie rodzić prawdziwa miłość... do siedzenia i wpatrywania się w mijający mnie świat, poznawania tego, co nieodkryte, zapomniane, wieczna wędrówka z miejsca w miejsce. Znajomi zauważyli we mnie cechę, której sami nie umieją w sobie znaleźć. Potrafię, tak zwyczajnie, bez większego powodu, zachwycić się śpiewającym ptakiem, widokiem z niewielkiego wzgórza albo dżdżownicą na ulicy. Ogromny wpływ mają na mnie wolne przestrzenie. To jest stan, w którym mogłabym trwać bez końca. Powiew lekkiego wiatru, szepczące źdźbła traw i delikatnie oplatające mnie promienie nieśmiałego słońca.
Nie wiem, kiedy i nie wiem, jak, ale wiem, że kocham Afrykę. Mimo swojej świadomości, zawsze sądziłam, że jestem jeszcze zbyt młoda, by móc poważnie myśleć o spełnieniu tego marzenia, które w oczach otaczających mnie ludzi uchodzi za mało realne. Znając siebie, mogę zapewnić, że jeżeli postawię sobie jakiś cel, to będę do niego dążyła wszelkimi ścieżkami. Muszę być jedynie pewna, czego chcę od życia. Choć nie ukrywam, że brak wiary innych w moje możliwości, nie służy mi pomocą. Niedawno wewnątrz mnie doszło do przełomu. Postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce, nie bacząc na nikogo, kto próbowałby mi w jakikolwiek sposób przeszkodzić. Znalazłam zeszyty, w których zamiast zadania domowego pojawiały się encyklopedyczne wiadomości o tym wspaniałym kontynencie, obejrzałam wiele filmów, kupiłam książki, a nawet... zaczęłam uczyć się, we własnym zakresie, języka suahili. Przeczytałam biografie znanych podróżników, szukałam uczelnie, które mogłyby zaoferować mi wymarzoną przyszłość, pytałam ludzi.
Jedną z pierwszych "poważniejszych" książek na temat mojej miłości stała się "Blondynka na Czarnym Lądzie". Wiem, że jestem jedną w setek lub tysięcy osób, które chwalą sobie tę książkę, ale ona naprawdę upewnia mnie w tym, czego chcę dokonać. Muszę przyznać, że Pani występ w programie "Uwaga" w telewizji TVN, był dla mnie niezwykłym przeżyciem. Nie chciałabym wyjść na mało wiarygodną, ale słuchając wtedy Pani opowiadań i oglądając filmy, obrazujące Pani podróże, emocje wezbrały we mnie całkowicie. Pod koniec programu z oczu leciały mi strumienie łez (jestem przekonana, że nie były one wynikiem siedzenia jedynie parę centymetrów od ekranu telewizora). Znów powtórzę zapewne słowa wielu ludzi, że jest Pani dla mnie dowodem spełnionych marzeń. Nie jestem pewna, czy to prawda, ale wyczytałam, że rzuciła Pani studia, by robić to, co Pani kocha. Zazdroszczę Pani z całego serca, ponieważ chcąc, nie chcąc, mi nie pozwoliłby na to brak pieniędzy.
Mam do Pani parę pytań. Jak wspomniałam, nie mam wokół siebie osoby, która umiałaby mi pomóc. Czytając Pani książkę i śledząc Pani dokonania, zebrałam siły i odważyłam się do Pani napisać. Jest to kolejny maleńki krok ku celowi. Co do moich wątpliwości... Przeglądając biografię ludzi takich, jak Pani, doczytałam, że w większości przypadków skończyli oni studia dziennikarskie. Myślałam nad tym, i boję się, że jeżeli zdecydowałabym się na ten kierunek, to mogę skończyć jedynie w małej (lub większej) gazecie, czy tak zwyczajnie w radiu. Zastanawiałam się także nad kulturoznawstwem, a nawet samą afrykanistyką. Przepraszam, że zawracam Pani głowę błahostkami, ale szukam wskazówek wszędzie, gdzie się da. Poza tym zaskoczyło mnie, jak bardzo jest Pani otwarta na ludzi. Marzę o życiu takim, jak Pani, ale nie wiem, jaką drogą mam do niego dążyć ;(
Czasem przysiadam w oknie i wsłuchując się w wiatr, zamykam oczy. Przenoszę się wtedy od lat w to samo miejsce. Zielone wzgórze, bujne trawy, parę drzew. Stoję na samym szczycie, na krawędzi... pode mną niekończące się równiny. Słońce niewinnie przyczajone za horyzontem zaczyna przeszywać rozżarzonymi płomykami wszystko, co napotka na swej drodze, śpiew natury i ten błogi spokój w duszy... Po chwili staję oko w oko z nim. Człowiekiem, którego wcześniej spotykałam jedynie w snach. Ten wyśniony. Razem oglądamy raj na ziemi. Wtajemnicza mnie w labirynt swych tradycji i pokazuje codzienne życie, a ja w końcu czuję, że żyję... To jest cudowne, gdy się wie, czego się pragnie od życia. Niezwykła jest pewność uczuć, nawet, jeżeli nie znamy ich przyczyny. To tak jak z zakochaniem, kochamy, nie wiedząc dlaczego. Jestem świadoma, że to nie będzie łatwe życie i że Afryka widziana jedynie oczami telewizji czy książek, jest zupełnie różna od tej prawdziwej, ale czego się nie robi dla miłości?
Na zakończenie chciałabym podziękować Pani za przeczytanie mojego listu. Jest to dla mnie ogromny zaszczyt! Gratuluję Pani spełnienia marzeń i życzę wytrwałości na swej drodze. Mam nadzieję, że kiedyś zasmakuję choć ziarenka życia, którego pragnę. Dzięki Pani odważyłam się wyjść naprzeciw sobie i udowodnić światu, że nie ma rzeczy niemożliwych. Z góry dziękuję za odpowiedź oraz nawet najmniejsze wskazówki!
Afrykańskie pozdrowienia! :))
Marta
Marto, z marzeniami pasjami jest dość dziwna rzecz. Czasem człowiek przywiązuje się do nich tak bardzo, że przestaje widzieć resztę swojej duszy. Dzieje się tak pewnie dlatego, że każdy człowiek potrzebuje poczucia bezpieczeństwa, a świadomość odnalezienia swojego celu daje takie poczucie, więc podświadomie człowiek usiłuje je zatrzymać jak najdłużej.
To jest moja pierwsza rada: kochaj Afrykę, ale miej wciąż oczy szeroko otwarte. Być może Afryka to tylko pierwszy trop, który ma Cie zaprowadzić gdzieś dalej
Moja druga rada dotyczy studiów: każde studia będą dobre na początek – dlatego, że tak naprawdę nie jesteś w tej chwili w stanie przewidzieć ani tego jak się będziesz tam czuła, ani jakich wykładowców spotkasz. Więc nie zakładaj, że studia, które rozpoczniesz, będą ostatnimi. Zacznij studiować to, co w tej chwili wydaje Ci się fajne, ale rozglądaj się dookoła i pytaj siebie czy to jest właśnie to, czego chciałaś. Jeśli się okaże , że nie jest, to najlepiej będzie zmienić kierunek.
Byłoby może wygodniej, gdyby życie dało się zaplanować z linijka w ręku, ale z drugiej strony najfajniejsze w życiu jest to, że jest właśnie trudne do przewidzenia.
Moim zdaniem więc trzeba próbować różnych rzeczy i pytać siebie czy chce dalej iśc w tę stronę. I w ten prosty sposób powinnaś odnaleźć swoją własną najlepszą ścieżkę, czego Ci gorąco życzę.
Witam,
Zdaję sobie sprawę, że otrzymuje Pani mnóstwo takich wiadomości. Odważyłem się napisać ponieważ bardzo spodobał mi się program „Uwaga” poświęcony Pani osobie.
Na początku chciałbym bardzo serdecznie pogratulować wszystkich sukcesów oraz wspaniałych i jak sądzę niezapomnianych podróży.
Mam na imię Darek, w październiku skończę 19 lat. W reportażu oprócz podróży opowiadała Pani o swoich problemach, a także niechęci do życia w okresie wkraczania w dorosłe życie.
Muszę przyznać, że ja również obecnie borykam się z podobnymi problemami jak Pani kiedyś. Zastanawiam się dlaczego jest tak, a nie inaczej. Mój tata jest alkoholikiem, a mama z racji problemów ojca i pracy od kilku lat walczy z depresją. Jestem bardzo wrażliwym chłopakiem. Trudno jest mi uwierzyć w siebie. Robię wiele, staram się i pomagam innym jak tylko mogę. Wiele osób wykorzystuje moją naiwność. Nie umiem odmawiać!
Chciałbym jednak bardzo podziękować Pani za te słowa:
"Muszę o tym powiedzieć innym ludziom, którzy dzisiaj tak jak ja kiedyś są zagubieni, są nieszczęśliwi i myślą o sobie najgorzesze rzeczy zamiast spróbować znaleźć w sobie coś dobrego"
Dzięki Pani (proszę mi wierzyć) dzisiaj zupełnie inaczej patrzę na swoje życie, a w/w słowa pozostaną długo w mojej pamięci.
Pozdrawiam serdecznie! Darek
Panie Darku, odwaga w życiu polega na tym, żeby nie mówić, że się czegoś nie potrafi, ale nauczyć się to robić :)
Umiejętność odmówienia zrobienia czegoś, czego nie chce pan robić jest dobre i uczciwie wobec wszystkich - także wobec samego siebie, dlatego warto nauczyć sie tej sztuki. I wcale nie musi to być nieprzyjemne dla drugiej strony. Ta sztuka nazywa się asertywność :)
Jeśli Pana Tata jest alkoholikiem, to Pan jest DDA i warto zawalczyć o siebie już teraz. Życie jest absolutnie fantastyczne kiedy człowiek ma zaufanie do samego siebie i wie czego chce. Proszę zajrzeć do mojej książki pt. "W dżungli miłości" - tam jest cała część pt. "W dżungli alkoholu". Serdecznie pozdrawiam :)
|