|
|
Komnata Sztuk Wszelkich 295: koniczynka - "ku Słońcu"

Obudził cię Promyk słońca siadający na twym Nosie. Tak po prostu – Beztrosko wkradł się w twój dzień bez umówionego terminu. Pozwoliłeś mu Twarz rozświetlić uśmiechem. Na śniadanie podał ci miseczkę Optymizmu. Popiłeś łykiem czystej Radości z powszedniego dnia. W natłoku obowiązków nie Zapomniałeś Spojrzeć w niebo i Podziękować. Wieczorny wiatr Zabrał chwycony Moment szczęścia. Nie pozwól, by Skończyło się tylko dlatego, Że przeminęło.
***
Krwawe łzy ciekną po policzkach. Przecież jesteś tu Teraz Milczysz najgłośniejszą Ciszą Rytm wybija twoje serce Zawieszone w próżni ciemności – Trwa jedna z tych chwil, kiedy Chwieje się cały twój Szkielet, szukasz Oparcia Przez chwilę Szybujesz w przestworzach Głuchy wrzask rozdziera wnętrzności… Jeszcze jedno tchnienie Ciepłego wietrzyku Czujesz we włosach. Słabną skrzydła. Świadomy klęski, pogodzony – żałujesz Życia. Chciałbyś, żeby dano ci trochę Dłużej grać tę ostatnią Kwestię – Żebrać nie chcesz – a potrafisz. Widzisz kres, wzdychasz Cicho próbujesz Wyzbyć się Strachu wczepionego szponami W zwoje mózgu, Wszczepiającego wizję Klęski przez Roztrzaskanie o wzniesiony własnoręcznie Gmach. Wbite gdzieś Wewnątrz Ziarenko piasku uwiera, Parzy Żywy ogień zapłonął. Żarzy się przestrzeń twojego Jestestwa. Rzekłbyś: Ostatnia minuta Świetności zanim… Znikniesz na Zawsze Bez słowa. Bezimienna smuga Zaniesie ku Słońcu t(w)e Zwęglone zgliszcza. Szczególny koniec Nie – szczęśliwego…
| |